wtorek, 29 grudnia 2015

die komische Freundschaften.

Gibt es die perfect Zeit in Deutsch? Ich habe nichts nach die Dienstag Begegnung (warum nicht Treffung) geschrieben. It feels like - wie soll ich das schreiben? - ich fuhle wie das ist die andere komische Freundschaft (Mazur, du fuhlst zu viel, das geht nicht, nicht nach zwei Begegnungen, warum nicht Treffungen, wie das geht mit fucking plural?). Deutsch als Fremdsprache, Deutsch als Fremdkultur, Deutsch als hassliebe Beziehung. 

Du und deine Freundschaften. Die Vorstellunden des Vertrauens. Einseitig. Oder? Just keep on googling, keep it professional. But still it felt good. Poczucie humoru jest key issue dla wszelkich relacji. Wszelkich. Nawet tych, których nazwanie nie obywa się bez przydawek. 

piątek, 25 grudnia 2015

luźne wydawania się o pisaniu.

nie o pisaniu na liczbę znaków, słów, arkuszy, na deadline i nie o pisaniu z cytowań, a nawet nie o pisaniu na bangi, chociaż to też może być pisanie, a nie manufakturzenie.

o tym innym pisaniu. problem numer jeden: niemożność kreacji wielkiej narracji. trochę brak dystansu czasowego, a trochę jednak się naszego świata współczesnego może nie dać zamknąć w "Lalce edycja na 2015" #wyzwanie. Jako rozwiązanie niekoniecznie przekonują mnie koncepcje:

- nużania się w robieniu sobie dobrze językiem, zarówno w wersji ironiczno-groteskowo-momentami-naprawdę-dobrej, ale bez nużania się w głębszym syfie [bez nazwisk] ani w wersji estetyzująco-klasycystycznej-niemalże-oczarowującej.
- wałkowanie tego samego motywu w różnych wydaniach, w różnych realiach, w różnych fabułach.
- robienie z formy sieczki zaskoczeń i zdziwień.
- czynienie autora punktem zainteresowania autora [po to wyżywam się tutaj] bez próby wychodzenia poza siebie [jakkolwiek nieautentyczne by miały być jej wyniki] i używanie pisania do autokreacji. nie mylić z tym momentem, kiedy świat przedstawiony z perspektywy autora jest co prawda na tyle inny, że rozpoznawalny, ale jest on wynikiem jakiegoś tam zamiaru odmalowania świata, a nie odmalowania siebie.

Znakami zapytania jest natomiast:
- robienie ze swojego pisania projektu uchwyceń różnych motywów z zachowaniem jakiejś tam autorskiej spójności. 

niepewność wszystkiego co powyżej. miałam się nad sobą zastanowić. czas start. a nie. miałam czytać. pauza. 


środa, 9 grudnia 2015

dzień jak co dzień.

czyli dopiero koło 11 godzę się z myślą, że cały dzień spędzę robiąc rzeczy, których albo nie chce robić, albo w stosunku do których bez trudu jestem w stanie podać inną rzecz, którą chcę robić bardziej. i oczywiście kieruje mnie to, środa, na myśl o tym byciu selbstwytresowanym do odruchu bezwarunkowej emocjonalności, przy czym najczęściej radości, w zeszłoroczne środy. Zeszłoroczne środy. To było to. Niby na 8:00 i niby do 20:00, ale ok. 11 to już była myśl, o a może pójdę poczekać na artes, a może dyżur, a może tak po prostu dzień dobry, czy coś. I potem to takie przejście przy palarni z nieco rozbawionym wzrokiem i przechyloną w przód odrobinę postawą i śledzenie tego przejścia zza szyby i takie przekorne dopalenia, bo nie dajmy się zwariować. Teraz ok. 11 jest raczej: spoko, za 10 godzin jest 21, przecież nikt mi nie zrobi krzywdy przez tenczas, nawet jeśli siedzę upupiona w za małej ławce między dwoma osobami to jeszcze nie jest powód do paniki i nie muszę się denerwować tym, że ich barki haczą o moje barki, widocznie moje barki muszę bardziej przechylić na ukos i nie będą wtedy haczyć, można się nie dotykać, przecież to nie jest problem, środa, środek, w środku dobrze, tylko między ludźmi siedzenie ssie. 

środa, 2 grudnia 2015

dlaczego nie zima.

dzielność w świetle słonecznym
możność robienia rzeczy
skupienie mas o menos
(bez akcentów)
dopóki jasno daje się z sobą jakoś dogadać
rozbite na wersy byłoby
daje się z sobą
jakoś dogadać

a po powrocie do domu, który zawsze po zmroku zimą,
albo po prostu po zmroku, jeśli niewychodzenie,
wątpliwości, nieufność, niezrozumienie
byle im nie nadać hashtagów

i teraz światło, które,
gdyby warstwa symboliczna była naturalna,
wiem, że nie jest, ale gdyby,
powinno wywlekać prawdę,
więc wiem, że to nie jest wiążące,
ale załóżmy, że w takim razie tamte trzy
(z których największe jest niezrozumienie)
z prawdą nie mają nic wspólnego,
to zima dlatego nie, bo przez nią
po ciemku częściej się przekłamuję.

[edit z niespania] a gdyby nie było #wielkiesłowa (pars pro toto) to byłoby ze mną krucho [/edit]

niedziela, 29 listopada 2015

bleib doch locker.

oder.

w odpowiednim świetle miłej łazienki mam bardzo błękitne dłonie o tej porze roku. trochę nie rozumiem jak to działa, że w nich płynie krew, wyglądają bardzo statycznie. potem zacznie się pora plamek krwi od popękanej skóry, póki co krew w rękach, nie na rękach, żadna ze mnie lady m.

myśl, do której zapewne wrócę jeszcze: absurd jako kategoria najlepiej definiująca człowieka. celowość, przy nieświadomości tej celowości, każdego fraktala natury - absurdalność naszych aktywności niezależna de facto od chęci. gwiazdozbiory są po to, żeby jaskółki wiedziały kiedy mogą przestać lecieć na południe, a przynajmniej tak ktoś kiedyś powiedział którymś studentom. wszelki nasz pseudoracjonalizm sprowadza się do absurdów [nieuprawnione uogólnienie, wiem].

miałam zrobić więcej, poszłam na spacer. widziałam centrum z perspektywy pogranicza woli i ochoty, warszawo, jakaś ty od niechcenia poetycka, jaram się. Twoja dzielnia taka francuska, moja ośka taka włoska, etymologie cudzoziemskie jak bardzo obcość u siebie, tak bardzo coraz bardziej. wracając to takie piękne widoki, te pasma wieżowców w tle, te ceglane pozostałości na pierwszym planie, te kamienice ostańce, te socrealistyczne, surrealistyczne domy słowa polskiego i inne ostrosłupowe daszki wyrastające na wysokość pierwszego piętra... absurd miasta. 

nie, nie czytałam ostatnio niczego pięknego. nie, nie napisałam nic, z czego byłabym zadowolona. nie, nie walczyłam o demokrację, nie pomagałam uchodźcom i ogólnie nic wielkiego. pilnowałam chwilę zapijaczonego mężczyzny na ulicy. ale bałam się go dotknąć. a może brzydziłam. oba. 

ale byłam dobra dla mamy i dobrze spędziłam z nią czas i jak zawsze wtedy głupio mi, że się na nią czasem denerwuję tak prostacko i prymitywnie. jeśli uda mi się zrobić dobre święta, to może faktycznie udało mi się #wyżejwyżejwyżejantropotechnika. test. sesja zimowa. 

luźno powiązane te wymysły, ale co robić, kiedy przymus zapisywania, a tylko tysiące małych rzeczy i piękne światło dzisiaj rano i miłe przewiewanie przez rękawy na spacerze i już nic nie będę miała do dodania, bo wszystko się zawiera siedmiu akapitach.

[edit] jeszcze jedno. ponoć Niemcy topią na nowy rok stal zamiast wosku i z jej kształtu wróżą. wiersz sam się pisze w duchu rozmyślań Aszkenazego o tym jak to z niemieckiej stali stopniałej kształcą się namioty i koce, a z wosku polskiego drzwi bez dziurki na klucz i o tempora, przyjaźniej się widzi tę stal skruszoną niż widma szabelki kreślącej po wodzie granice narodu, który nie istnieje, bo nie znajdziesz już nawet jednej nam wspólnej dla jego wyobrażenia cechy, skoro biało-czerwona flaga dla jednych autarkią, a dla innych bez sąsiedztwa gwieździstego nawet wieszać się jej nie winno #andersonjakandersenteżstrasznebajkipisze [/edit]

niedziela, 22 listopada 2015

9 lat później.

jak na to jak niewiele zapamiętuję z tego co czytam ten fragment pamiętam dość dobrze, chociaż trafił mnie pewnie z 9 lat temu i nie wracałam już do niego od tamtej pory. niemniej sam obraz Stempowskiego siedzącego na ławce z Aszkenazym, słuchające o końcu świata, który znamy, o wojnie, która przyjdzie, o wojnie, która nas trafi od zachodu i od wschodu, o tym jak to Warszawa będzie płonąć... uderzył, został w głowie i może to jego winą były buty przy łóżku i spanie w opakowaniu po części. 

i czy szkoda by mi było zachodu, nie wiem. 

"cofnąć się w czym?". legislacyjnie się cofnąć. zakazać tego, co nie jest zakazane, a czego można zakazać nie łamiąc prawa UE, a może i nawet łamiąc prawo UE, bo kto by się teraz przejmował UE. zmarnować sporo hajsu na bezmyślne rozdawnictwo albo odkręcanie zmian dla samego ich odkręcenia. zrobić nam na świecie renomę jeszcze większych buraków niż mamy w chwili obecnej. kiedy rzeczy niedziałające najlepiej zaczną działać jeszcze gorzej jeszcze trudniej będzie doprowadzić je do stanu, w którym mogłyby działać przynajmniej przyzwoicie. 

środa, 18 listopada 2015

braki w środkach

wyrazu

twarzy
do ściętej głowy

(bo jeśli to jej było marzenie,
to masz Ci jej los)

wyrazów
miłości

z werbalności w verb
z wtrąceniem
[strzelba u czechowa]
i z powrotem

odnajduję się w środku
stylistycznym: powtórzenie

(nie mylić z klasykiem,
klasyki w przełamy,
przełomy)

oswój sformułowań
neologizm -ak
eksklamacja -ak

z braków zatem li
niedobory polskiego
[asonans]

hej
[spóźniona apostrofa]

niedziela, 15 listopada 2015

po koloniach.

kiedy zasypiam nad pdfem, bo jesień taka nużąca, że spałby, a nie śpi, a przynajmniej nie spać się stara, przez głowę przenikają obrazki, jakieś mikrosekundy zapatrzeń. próbuję spojrzeć na "będziemy" spoza i wygląda najlepiej. spoglądam na "będziemy" z wewnątrz i jest jeszcze lepsze. dopisuje plusy za każde mówienie na bieżąco/niemal bieżąco.

__

i kiedy z "będziemy" patrzę na świat to tak bardzo nie mam na niego słów. nie mam zdań odpowiedzi dla mam, nie wiem co ma w głowie tat, nie mam siły tłumaczyć, że modlitwa za Paryż nie winna być powodem antyuchodźczego nastawienia. 

obraziłam się po trosze na hashtagi. 

__ 

i przecieka mi czas, i (u mnie) dobrze, (ogólnie) niedobrze, i to, że czas jako najważniejsza konsekwencja rewolucji przemysłowej, i to że wystarczyłoby dymnąć do Gruzji i już inaczej, i trzeźwiej spojrzeć na szkołę strach.

piątek, 30 października 2015

bang category.

z pasji do robienia list, ale właściwie do puenty, bo dziś to się znów wydarzyło, studiowanie zaczyna działać (jako proces, nie jako wiedza prawnicza, broń cię panie, to mi nie wchodzi), niemniej:

1) bang formacyjny;
2) bang chrystusowy;
3) bang dialogowy;
4) bang franzowy/franciszkowy;
5) bang pano tadeuszowo weselny;
6) bang kryształowy;
7) bang browarny;
...

the thing is, że po pięciu latach mam wreszcie poczucie, że lepiej czytam. lepiej czytam, lepiej piszę. lepiej piszę i mam coś na kształt pływu, więc z zaprzyjaźnieniem MM (CZY TEGO CHCE CZY NIE #SAJKOPAT #ŻART #TOBIENIEZROBIEAWANTURY) poczekam #opóźnionagratyfikacja #motywacja

tylko ciągle ta sinusoida, o boże, boże, jaki pomysł dobry, o nie,  nie, po co ja to robię, nie robię tego dobrze, czas tracę, nigdy nikomu nie pomogę, bo to prawo mi tak kulawie, co ja z tym pisaniem, co ja z tem pisaniem, niem, niem zupełnie, po kiego. żeby w temto względzie klasyk własny przełamać rzucić trza by studia z pełnym do siebie zaufaniem, bo jakże takoś że przecie nie ma zabaw w półtetośrodki. żart. 

środa, 28 października 2015

o wyższości pozycji horyzontalnej.

pani rozmawia sama ze sobą, uchwała sądu najwyższego w jej ustach jest obalana w procesie streszczania. lubi słuchać swojego głosu. pan mówi o tym, że z władcy pierścieni wiemy, że śmierć dziecka jest najgorszą rzeczą, która może przydarzyć się rodzicom. lubi własne czarne żarty. inna pani będzie napawać się lada moment możnością wykorzystywania tego, że ona jest tyłem do tablicy, a my przodem, władza. ta pani chyba nie szaleje za sobą, czuje się niedoceniana i nie widzi w odbiciu swoim w oczach innych ludzi admiracji dla jej urody, bywa. bardzo ludzcy, to wątpliwości nie ulega. potem cała plejada ludzkich gwiazd, pani starannie wydająca kluczyk do drugiej szatni, nie jak pomyślała, do drugiej szafki. wielcy mistrzowie dorosłych już pokoleń, którzy rozpaczliwie szukają rozmówców. czasem bardzo chce mi się z nimi wszystkimi zadawać i zaczepiam, mimo że tak bardzo ich słowa są do przewidzenia. 

dzisiaj uprzejmie staram się uczestniczyć w ich teatrze, niebędąc równocześnie nawet w najmniejszym stopniu tu obecna. z każdym kolejnym tu odpływam w pozycję horyzontalną, która pozwala myślom szerzej płynąć w górę, razem z głębszym oddechem, mniej się wtedy człowiek dusi, krócej się człowiek wtedy dusi, można tak dobrze się wówczas zachłysnąć, odetchnąć. dzisiaj mój teatr zostaje z tyłu głowy i tylko zapisuję z niego pojedyncze zdania luźno, powstała struktura zaczyna być poddawana w wątpliwość. 

z każdym dniem bardziej potrzebuję wolnego czasu.
w znaczeniu free (time) i w znaczeniu slow (life). 
intuicja, że byłoby z czego korzystać.
długa perspektywa staje się 
(w związku z brakiem 
free i time for slow)
koniecznością. 
a co z myślą, że przecież w każdej chwili,
w każdej chwili może się
mogę się

skończyć.
bawić, Marody powiedziałaby bujać.

niemyślenie o śmierci jako konsekwencja braku czasu na robienie wszystkich rzeczy. 
niemyślenie o śmierci jako konsekwencja zbyt dużej gamy możliwości robienia rzeczy.
nie ma takiej opcji.

poniedziałek, 26 października 2015

wiążąca wykładnia wszystkich niespójnych komentarzy, które wygłaszam w kontekście wyborów

w ramach klaryfikacji tego gdzie kończą się żarty i ironia.

Razem jest bardzo piękne i mam nadzieję, że piękne pozostanie. Boję się zdrady i skandalu #realpolitik boję się również tego, że 4 (haha) lata to strasznie długo jak na coś, co bardziej jednak przypomina NGO niż Partię (z zewnątrz). Boję się, że te 4 (haha) lata (śmiesznie będzie, jeśli to naprawdę będą 4 lata) mogą nie zmienić ludzkich głów, że praca u podstaw is so XIX-century thing.  

Boję się też tego, że faktycznie to mogą być 4 lata. Boję się też tego, że społeczeństwo się rozbestwi (thanks god for Warsaw, i'm so sorry for real Poland). Boję się ich polszczyzny. Nie uczyli się Polskiego od Brzozowskiego, żart.

Z rzeczy, których się nie boję. Nie boję się przesunięcia granicy prywatnego w stronę publicznego z poczucia przyzwoitości, przywiązania do idei czystości na własnym podwórku (czyli jednak jakaś praca u podstaw). Boję się społeczeństwa, które wybiera tak. A, miało być czego się nie boję. Dobrze, że niewiążące 3,9% jest takie piękne. 

I to może na tyle, jeśli chodzi o komentarze dotyczące życia prywatnego. Swoją drogą robi się za bardzo publicznie, podświadoma autocenzura? ezopowe komentarze? exit-late-pollowe komentarze? 

solennie sobie obiecuję #powrótdoeskapizmu przynajmniej tutaj, skoro teraz trzeba będzie częściej wychodzić na ulice. 

piątek, 23 października 2015

młodzi ludzie z wartościami, którzy robią klimat.

tendencja jest mniej więcej taka, że świat ma średnio 29,3 lat, Europa ma średnio 41,5 roku i będzie tylko gorzej.

i trudno, ludzie coś wymyślą, technologia, pitu pitu, postęp, zawsze z KPP można usunąć zakaz klonowania ludzi. i trudno, że starsi ludzie potrzebują cierpliwości i czasu, którego młodsi ludzie nie mają. to wszystko trudno. 

ale kiedy typek, który ma 55 lat i trzyma symbol grzechu na swojej mównicy, mówi o tym, że młodzi ludzie z wartościami robią klimat, to widzę to wyraźnie, jak powiada pan profesor, który wyraźnie to widzi, kiedy zamknie oczy, widzę dyktaturę starców. Widzę to, że państwo nie nadąża za społeczeństwem. Piramida wieku. 

Nikt poza Angelą tego nie rozumie. A mimo polskich korzeni może jednak stać się tak, że nikt nie wybierze jej królową Polski.

___

Warszawa dobrze. Toruń nie daje rady. Ja też nie daje mu rady. Ani jednej.

niedziela, 18 października 2015

Luźne notatki o Draussensein

chociaż dzisiaj raczej Drinnensein.

"be more like the man you were made to be". Drinnen. 

A Draussen. 19 wydarzeń na Facebooku, nawet nie mam siły (nie kłam. ochoty) sprawdzać jakie to wydarzenia i na co tym razem nie pójdę. Wybory, niewybory, inne wybory, kolejne wybory, happeningi, protesty, demonstracje, procesje, integracje, orientacje... Dlatego obywatel nie mógł pracować. Dlatego zastanawiam się czy Razem też wysyła ludzi z łapanek do TV. 

Bycie w permanentnym stanie wyjątkowym jest niemożliwe (nie kłam. nieznośne). Nie da się wówczas realizować antropotechniki (wyżej, wyżej, wyżej. nie kłam. bliżej, bliżej, bliżej.). Życie zaangażowane w zewnątrz jest niemożliwe do pogodzenia z  zaangażowaniem do wewnątrz. 

And now. Jeśli chodzi o spełnienie, to umówmy się, będąc potencjalnym elektoratem Razem na spełnienie można liczyć tylko wczytując się w Kane [doppel pars pro toto].

And now. Wszechobecność państwa, wszechogarniającość regulacji, administracji jako czynnik wymuszający kontratak. Granice wytrzymałości, czyli ten moment kiedy ktoś wyraźnie mówi, że jest kryzys i zaczynasz mieć na kogo głosować. 

And now. Przecież tak bardzo obserwacja uczestnicząca i bycie skrybą, nieprawdziwe uczestnictwo, jestem zainteresowana bardziej niż attending. 

And now. Dlaczego wstaję w niedzielę o 8:47 i idę wpisać się na listę do wyborów samorządowych.

And now. Jak zawsze wszystko sprowadza się do czasu. Jak zawsze wszystko sprowadza się do wyobrażeń. Jak zawsze wszystko sprowadza się do poczucia obowiązku. 

#wbrewsobie - jeśli miałabym przeprowadzać jakąś kampanię, to właśnie takie miałabym hasło.

wtorek, 13 października 2015

warstwa symboliczna.

W sumie to nie trzeba o nią dbać, ona dba o siebie sama.

Izaak.
Abraham.

Tak było, więc myśl komparatystyczna potwierdzona.
Trailary życiowe, spoilery nieodczytane, myślenie magiczne.

Trust-the-situation isjus, ale póki cierpliwość od potwierdzania, ogar.
No-self-trust isjus, skoro tak bardzo dzwonię (trochę heheszki, trochę #seriously?), ogar.

___

Przymuszanie się do szkoły. Nieprzyjemnie. Rykoszet primo braku wakacji, secundo o rok za długo, tertio ile humanistyki można znieść. Wpada się aż w te myśli "trzeba by zbadać dlaczego badanie żydów". A może to tylko zatoki, wyjdę na prostą i znów będzie miło.  

Wpada się aż w tę myśl, że może po prostu zbyt wielu męskich prowadzących (wielkie społeczeństwo uderza w jednostkę), a nie każdy jest MM. A może po prostu wymyślam. Z dwojga złego lepiej w tę stronę. 

piątek, 9 października 2015

zagadując.

The close connection between these two things the substitution of doing for learning and of playing for working is directly illustrated by the teaching of languages: the child is to learn by speaking, that is by doing, not by studying grammar and syntax; in other words he is to learn a foreign language in the same way that as an infant he learned his own language: as though at play and in the uninterrupted continuity of simple existence.

właśnie tak. właśnie w tym leży między innymi problem. dość tych zabaw, zróbmy coś na serio, chociażby poczytajmy inwokacje, róbmy tak, żeby wyżej, wyżej, wyżej, antropotechnika, teoria jest ważna. fuck the idea of simple existence. try harder. no excuses. 

stosunek do szkoły natomiast pozostaje ambiwalentny. biegam po dobrych typach i szukam kontaktu #itakniebedzieciesubstytutemalewaslubie (ma-lewa-slubie), przed innymi nieco uciekam, dużo twarzy, które jakoś się kojarzą. niecierpliwość. poza bardzo. nienaturalność. 

i może o tyle właśnie racja, że kiedy w szkole, to jednak życie jest gdzieś indziej. może. niepewnie. nieśmiało. domofon, ale nie do otwarcia. strumień. piękno. odpływam. 




poniedziałek, 5 października 2015

na ten moment, hashtag, na ten moment hashtag najlepiej.

Krzysztof odgrywa się na scenie dłońmi i dykcją, dłońmi, które wychodzą z kieszeni, odgrywa się to czego zawsze chciałam, cisną mi się na klawiaturę hashtagi, ale co poradzę, hashtagami odgrywa się to, czego zawsze chciałam i jest jakoś tak najlepiej, co stanowi zaskoczenie, co stanowi niespodziankę, co samo się stanowi. Ale właściwie to nie o tych dłoniach.

Bo również, co również istotne, totalnie podmiotowość. Hashtagi się ciskają same na siebie, same ze sobą, co za podmiotowość, jakaś nieznana, jakaś tutaj również naturalność, jakaś również w tej naturalności słodkość, wyrozumiałość, cierpliwość i poczucie, że spokojnie. Chodzę inaczej, inaczej podejmuję małe decyzje, inaczej robię małe rzeczy, jestem inny, ten włos zaczesan na przód, czyżby on, o nie, to nie o włos, to o głowę. 

coraz więcej rzeczy, jedno z moich ulubionych słów, intuicyjnie, zaczyna mi się wydawać możliwe. samo pojawienie się myśli o tych możliwościach również stanowi niespodziankę, stanowi zaskoczenie i samo się stanowi. 

i naprawdę chciałabym być zdolna powiedzieć za ten stan "przepraszam", ale no chance, po prostu nie. 

(i może gdyby nie moje 10 minut cierpienia dziennie ten stan zaprawdę byłby nieznośny? a tak to we wszelkich możliwych konfiguracjach hashtag równowaga, hej.)

wtorek, 29 września 2015

zanim po raz trzeci pójdę mieć poprawiany klucz

usiądę i pooddycham chwilę.

mechanizm opóźnionej gratyfikacji zostanie od dziś zreformowany na raz na trzy miesiące chwila porozmawiania. niech będzie. co zrobisz, kiedy już nic nie zrobisz. o tyle jest ok, że już nawet nie za bardzo muszę udawać, że mam powód, żeby przyjść. obecność starczy. dzień dobry, przyszłam się razem pośmiać, przyszłam poczarować i być oczarowaną. jest smutno i będzie jeszcze smutniej, ale jaki ten smutek może być produktywny. mam jeszcze milijon rzeczy do dodania, ale nie ma co, trzeba napierdalać z kluczami.

zatem zanim zacznę z zamkowym zgrzytem z... z... z... aliteracja, dodać wypada również, że tak. no. tak no. tudzież, jak powiada młodzież spoko. jak powiada Konrad: piękno. jak powiada Kamil: rośnij duża. jak ja myślę: to miejsce, ten czas, tu jest życie. i zaskakujące poczucie długiej drogi. 

no to hop, życie jest tutaj, a klucze same się nie poprawią. śmig. 

sobota, 19 września 2015

#nomada

staram się myśleć o oddychaniu. 

nie wpadać w sidła własnych klasyków.

siebie przerosnąć, być lepszą dla ludzi, być lepszą dla siebie, słuchać bardziej, być czujniejsza, a przede wszystkim: być odważniejsza, nie dać się nierozmawianiu o emocjach, być uczennicą przybranej córki Kanta, być emocjonalną uczennicą M. Mazur: update na wrzesień 2015. 

nie bać się, przede wszystkim się nie bać. nie bać się, nie bać się, nie bać się braku odpowiedzi, nie bać się braku w ogóle, nie bać się. 

znów polubić (albo nawet bez znów, jak długo ja się z sobą samą bez nikogo lubiłam? dwa miesiące? cztery miesiące?) siebie jako kompana, chcieć coś robić dla siebie, chcieć coś robić, chcieć robić rzeczy. i nie czekać, nie czekać na to wszystko, co może nigdy nie przyjść. 

odwagi. całemu światu życzę bycia M., którą swoją drogą pozdrawiam (po raz kolejny). odwagi, uwagi i staranności. 

[epilog] i kiedy sprawdzałam obecność lizaka w kieszeni pomyślałam, że co jak co, ale intuicyjnie przynajmniej dbam o warstwę symboliczną #borntobedramaqueen [/epilog]

powroty do siebie: własny pokój i 300 funtów. moja droga, you were so wrong, 300 funtów to chyba na pokój

poniedziałek, 14 września 2015

you should be stronger than me.

idź na film o amy a potem zastanawiaj się czy jesteś w stanie dobrze myśleć o ludziach. 

czytaj o odpowiedziach, które zawsze przychodzą i nie otrzymuj odpowiedzi.

a potem chcij (nie ma takiego słowa, serio?) rozmawiać, a zastać interlokutora w słuchawkach.



załóż słuchawki, słuchaj amy i frustuj się w monitor. proste. przecież sama nie masz odpowiedzi. 



tak wygląda warszawski zjazd entuzjazmu, takiej mnie nie znają odbiorcy tych pseudomonologów, które tak trafnie zidentyfikowała moja najlepsza-przyjaciółka-w-oczach-innych-ludzi-której-w-sumie-to-prawie-nie-znam. niemniej mindfuck:

myśl o tym, żeby napisać o tym jak to dobrze, że w mieście jest tylu widzów tych minispektakli życia codziennego, od anegdot niezabawnych poczynając na tańcach przystankowych kończąc i dostań w twarzą tą diagnozą z ust człowieka, który prawie cię nie zna, tak słabo grasz, tak słabo grasz siebie.

gdzieś by się uciekło, a przecież tu miało być tak najlepiej.

[edit] strach [/edit]

piątek, 11 września 2015

trochę najlepiej.

trochę najgorzej. trochę entropia, trochę chaos, a trochę wreszcie wszystko (a na pewno ja, hej, nie mam prawa mówić o niczym innym, mam powinność mówić o wszystkim innym, hej, nie tutaj, nie teraz, jetzt ist gut, theater) jest na swoim miejscu.

wyjeżdżać po to, aby wracać, zdanie sprzed lat, prawda sprzed lat, tak niewiele aktualności, a to jednak, a to owszem. mój nastrój myślę trudnoznoszalny dla tych, którzy tak bardzo nie są ludźmi miasta. podczas gdy ja, znów ja, I, człowiek-miasto, bez sukcesów, bez żadnych sukcesów, bez pracy, bez osiągnięć i bez siebie poza tym co mi o mnie mówią relacje, ja tak się z sobą teraz znoszę, noszę się, wręcz się wożę, bo tak mi dobrze, czy to wkrena czy to prawda, nie wiem, ale znów co chwilę, z chwili na chwilę, mogę mówić do nich trwajcie, jesteście piękne.

warszawa, jak kiedyś, znów robi na mnie dobre wrażenie, bez chociaż i bez ale, chociaż oczywiście mogłabym jakieś ale wymienić, ale dlaczego miałabym wymieniać ale, skoro tylko podniosłe komplementy mogłabym jej prawić, a jeszcze nie byłam w tylu miejscach, jeszcze tyle miejsc, na które czekam. 

nawet jeśli dziś nie będzie jakoś tak, albo jeśli będzie tak jakoś inaczej, albo jeśli coś czy tamto czy nie wiem, bo słowa takie płynne, tyle nieokreśloności, tyle #niewiem, że, rozpiska:

1) wymiana nastrojów, przebieramy się za siebie, ja jestem chodzącym zachwytem otoczeniem, o jakie to wszystko jest wszystkim i niczego mnie więcej nie czeba, nie pytaj mnie o lasy, lasy niech będą w lasach, niech będą państwowe, niech będą bezpańskie, ja zostaję na ulicy.
2) niby nie wiem, ale trochę bardzo momentami wiem, bo z roku na rok coraz lepiej wiem, bo z roku na rok coraz lepiej wiem do czego jestem zdolna (a do czego nie), więc czytam mowę mojego ulicznego tańca wprawnie i znam te obawy, i te niepewności tego nie wiem, bo przecież nie wiem. w akapicie brakuje do tego niby i do tych ulicznych tańców nibynóżek, zatem na rozładowanie: 

nibynóżki.

środa, 2 września 2015

sztokholm na romo.

jednego jej nie można odmówić. jej głowa pracuje szybko. nieracjonalnie, nieprzewidywalnie, nieco sadystycznie, ale szybko. 

jej nie można odmówić. czy tego chcesz, czy nie: zrobisz to, czego ona chce czy nie, czy przestanie chcieć. 

więc kiedy mówi you should come you go. kiedy mówi that is smart twice you feel as if it really was smart even though it wasn't. making her laugh makes you feel almost as if it was really funny what you said. even though you'd rather should be worried about your sense of humour. 

this is what ancients called slavery i guess.

___

inny adresat kiedy nieobecność poczucie opuszczenia, przecież to komedia, farsa, tak mówi, ma rację, nawet nie tyle, że nie rozumiem, bo rozumiem. zbyt dobrze rozumiem. 

jest to o tyle interesujące, że gdyby rozlokować nas na osi czasu, to jestem w środku (oczywiście, że jestem w środku, to moja oś czasu) i odpowiednią liczbę jednostek w prawo a także odpowiednią liczbę jednostek w lewo są dwa elementy, które mają ze sobą wiele wspólnego. podejrzanie wiele wspólnego. a zarazem z tego co mi się wydaje, lecz co może mi się wydawać z farsy i komedii, o ile odpowiednia liczba jednostek na plus jest niereformowalna, to odpowiednia liczba jednostek na minus jest otoczona możliwymi drogami, które niekoniecznie prowadzą do odpowiedniej liczby jednostek na plus spozycjonowanej w ten sam sposób. to taki 2D model oddający jeden z elementów tak intensywnej potrzeby powrotu. jednocześnie z każdym dniem robię się spokojniejsza. nie ma to jak przetrawić potencjał dramy nim zaistnieje. siema. wyprzedzanie siebie.

niedziela, 30 sierpnia 2015

go back to the city.

paradoksalnie muszę wrócić  do miasta, 
w którym ciągle wszystko na szybko, 
żeby zwolnić.

zwolnić albo uwolnić. obie. 

żeby się uspokoić.
żeby się ogarnąć. 
żeby sprawdzić.
żeby przestać robić wymyślone sceny. dwuznaczność. 

przede wszystkim, żeby sprawdzić.

bo do niepewności codziennej tutaj jeszcze więcej niepewności i już nie wiem niczego, 
prócz tego, że mam niespotykane szczęście, że mam większe szanse przeżyć kolejny dzień niż nie
i nie mieć nic przeciwko temu, że mam szanse przeżyć kolejny dzień.

i to jest jedyna różnica w stosunku do tego, kiedy w liceum miałam cały świat na głowie i rozbijał mnie on swym naciskiem, że teraz nie chcę od niego umierać, chcę do niego jednak żyć, jakby tak bardzo nie było innej opcji, że trzeba iść w tę. życie. zgoda.

5 lat starsza mogę stwierdzić, że to przyzwyczajenie. 

kontynuuję zapowiedziany do uspokojenia dwa miesiące temu tryb a co by było gdyby. 
i tak bardzo chciałabym powiedzieć: "chcę zrezygnować. poddaję się. puść mnie do domu". 

czwartek, 20 sierpnia 2015

normaleweisse.

ich mache das nicht, aber jetzt denke ich (zu) viel uber nach warschau zuruckkommen. nicht, wie immer, uber vergangenheit, es gibt jetzt nicht so viel "vorige November" als "diese September".

ich stelle mich vor diese (un)moglichkeiten. das Fehlen macht mich, das Fehlens Gefuhl baut diese Vorstellungen. so wunderschonen Ideen. der kleiner Verrater. die grossen Erwartungen.

ich lache aus mich vor sieben wochen. wirklich mazur, hast du gedacht dass du wirst dich beruhigen?

and well, honestly, i could not have put it any clearer so of course i do feel somehow justified. może gdyby ktoś tego wysłuchał by pomogło. może gdybym mogła to wykrzyczeć to by pomogło. ale najchętniej po prostu bym coś przeciw temu zrobiła i żyła w tym dalej. mieć wszystko na raz. huehue, na raz. mieć wszystko i jeszcze więcej. mieć zawsze odrobinę gimnazjum w dorosłym życiu.  a zawsze niech będzie teraz, zaraz, za dwa i pół tygodnia.

za oknem chłopiec reparuje samochód. żeby nie było aż tak osobiście obserwacja bezmyślności (nie)przyzwyczajeń duńskich. jak można zbierać puchy, recyklingować, śmieci dzielić, a jednocześnie notorycznie światła nie gasić, tak po prostu światła na noce całe nie gasić. samochodem podjeżdżać dystanse trzystu- czterystumetrowe? jak można? nie wiem.

nadal nie wiem również czy gorsze jest marnowanie słodkiej wody do oczyszczania recaclable plastiku czy wyrzucenie go do nierecyclable śmieci tudzież brudnego do recyclable. 

niedziela, 16 sierpnia 2015

20 days.

minęło 41 i pół dnia, zostało 20 dni, Natalia znalazła moją kartkę z pustymi kratkami odatowanymi który to dzień i ile do końca, chyba musiała pomyśleć o mnie źle, bo tylko spytała retorycznie "to twoje?" moje, czyjeż by inne, to ja liczę jak wariatka ile mi zostało do kogo, do czego? nie wiem, pewnie nic specjalnego w tym wrześniu mnie nie czego, no expectations, po prostu niebycie tutaj wydaje się wystarczająco kuszące, aby nie zmuszać się do tworzenia pozytywnych alternatyw, siła negacji jest wystarczająco na ten moment f. conviencing. 

nawet taki dzień jak dzisiaj, kiedy wolne mając nie wiem do końca co ze sobą zrobić, trochę piszę, ale idzie po grudzie, trochę czytam, ale to mesjanizm, wiadomo, trochę youtube, ale wówczas mam poczucie, że nic nie robię, chociaż amerykańska polityka taka wciągająca, tak bardzo chciałabym zrobić johna olivera o polskiej pomocy rozwojowej, why not? anyway trochę gubię się w tej wolności niemalże 48 godzin licząc od pracy do pracy, bo oczywiście neurotycznie licząc, och, nie dziwię się, że to wygląda jak wygląda, if you do not love somebody it must be difficult to stand, and even more difficult to like this person, i wouldn't like me either in her position this time of year, maybe in autumn, maybe in winter, but certainly not somewhere in between may and the beggining of september.

on the other hand i have become much more lazy when it comes to trying to make her like me more which might be the reason why this year happens to be even worse than the previous one for us (for each of us I suppose it's better, cause we were prepared for what was going to happen here, place for smo. as they say, place which makes a smo. or an alco. i'd rather say).

lazy, even though a bit (a f. bit) f. frustrated, but to lazy to try to do something special to fix it. this place makes me feel shiety enough, i don't need you to make this feeling more complex. and this is what would happen if I'd care more. so please, don't let me be misunderstood, and realize why I am lazy and why I don't feel like talking that much and why the f. I am not f. happy or even satisfied and I don't feel like playing f. frisbee in the only street on this f. island. 

and now i made it sound as if it was her fault. which of course it's not entirely. it's my fault too. this laziness and uncarefullness is of course partially the effect of my egoism [here all other things which i do/did wrong]. und so weiter.

no, no, mazur coward. now think about things you do wrong. you don't feel like small talking and you'd prefer to skip to the emotions directly. so, you not patient. you don't give her opportunity to have this serious talks [gleichfalls] [nie tłumacz się].  

sobota, 8 sierpnia 2015

a lil bit more lucky.

so when you're finally for a couple of hours alone you could actually do something.

you could finally write something, what would not that directly concerned your situation.

well, as I am finnaly alone for a couple of hours actually I could read something instead of listening to sting and analyzing my feelings and my mood, couln't I?

so, as I am not able to write anything at least a bit more universal I could at least read something. or watch video, youtube is such a huge space to get lost in

of course there is nothing complicated in the situation and it's nothing special in the lack of ability to focus and finally do something. first of all: there is no situation. she's just a lil bit more lucky and i'm just a lil bit more fucked. second of all: I would prefer not to be here anymore I guess, it's been alreay 33 days and there's still like 28 more to go and all that it means in this time of year is lack of the voyage out this year. 

[fuck, man, no i got really pissed]

well, damn, there is a situation inside here, there are questions and there's fucking sadness, a lil bit of frustration, a lil bit of anxiety, a lil bit of pure anger and disappointment and even though there was lost of talking lately going on this should be said in different way, this should be told to somebody else and I would just love to do it and not take any fucking excuses as an argument. 

może ja po prostu pójdę spać. taki piękny dzień na kimę. 

niedziela, 26 lipca 2015

i do it everyday, i do it everyday...

we don't have much of a life here. #nolife in fact. one day off in three weeks. maybe in four weeks (probably in four weeks). working for the evening shift (scheisse, getting money instead of giving the money back). fuck, man, i miss warsaw so badly. i miss life. i miss choices - go out, or i don't feel like. here? there's nowhere to go out. being tired is state of mind, being tired is not os much about the body now, unfuckfortunatelly, it's about head and dreams, and not being able to switch off when it's comes to 8 hours long repetitive conversation, man, i hate this job, let me please work with vegetables again.

i thought i'd be better this year in handling this shiet. noimnot. circumstances don't let me, fuck this, no excuses, and of course i am a lil better, still i am able to read (even tough not to study), but at least i put some new words into my head. 

counting days, counting hours, same stuff every year. warsaw, brałabym.

czwartek, 16 lipca 2015

nie rób scenek.

- Well, Stiig, you know, usually I don't have dreams. But now, two days in raw, I dreamt about the reception. You know, two nights nightmares...

- Well, I know, we all have them.

Czas leci jak szalony, the hours and the hours after the hours, jak szalone, jest ich zbyt mało, żeby myśleć nad tym co się dzieje. Jestem zmęczona, już. Chyba jestem po prostu słabsza niż kiedyś, albo mniej zdeterminowana niż kiedyś. Przyjechałam zmęczona i stan zmęczenia tylko się pogłębia. 

Intensywnie myślę jedynie o tym czy moje wymarzone wakacje to wrzesień w Warszawie (oj chyba tak), czy może wrzesień w Albanii, czy może wrzesień w Amsterdamie, czy może... Sama nie wiem gdzie. Warszawa brzmi tak dobrze. Chciałabym po prostu popisać spokojnie. Tyle. 

poniedziałek, 6 lipca 2015

nadmiar notek w stosunku do fabuły, czyli kiedy noc jasna, budzą się demony.

myśl w miarę spójna: zjada mnie prekarność. zjada mnie to, że ktoś mnie po 5 godzinach pracy odsyła na chatę. że dostaję grafik, który po 1,5 godziny okazuje się nieaktualny. że na tyle dobrze sobie radziłam tam, gdzie ogólnie jest moje miejsce, czyli w pracy na czas, żeby mnie przerzucić do pracy nie dość, że z hajsem, to z ludźmi, zapośredniczonej przez komputer, czyli tej, do której się nie nadaję. zjada mnie to, że wiem, że chociaż mogłabym tu zrobić dużo produktywnej masówki to mogę zamiast tego w każdej chwili zdawać kubraki i szukać innych niepewności. 

myśl tyle o ile spójna: zawisłam dzisiaj (na tyle dużo się dzieje, że mogę nie w miesiącach, mogę w dniach, dużo głosów w mojej głowie) w poczuciu: mamo, tato, nie dość, że nie przygotowaliście mnie na taki świat, to nawet na siebie mnie nie przygotowaliście. 

myśl rozszarpana czasem: rok temu o tej porze łotysze bali się, że putin zje ich kraj. w tym roku boimy się imigrantów z afryki (tudzież uchodźców), bo tego przed czym uciekają u nas, czyli tam gdzie mnie nie ma, nikt się nie boi. 

myśl luźna: dobrze, że przynajmniej nie jesteśmy w domku z drugiego roku wojennego. 

myśl na poważnie: dobieram słowa tak pokrętnie, aby tłumaczenia marki g. nie wyłapały nawet ogólnego zarysu sensu tych wypowiedzi. czy to aby na pewno myśl na poważnie. realia są dla ludzi bez wyobraźni, liczą się dobrze złożone słowa, które można wypowiedzieć na głos a nie to, z którego roku była chatka, czy wisiały na jej ścianach pęki świec i czy w ogródku była opuszczona szklarnia. coroczne zanurzenie w polszczyźnie z głową nad powierzchnią, paplającą coś w denglishu. koniec psot. 

jaram się jak wokulski izabelą.

tak bardzo nikt nie ma szans trafić na tego linka, że tak bardzo mogę sobie niemalże swobodnie pofolgować pisząc o tym, że:

1) 70% po (~40% x 2), a i bez, tak bardzo konsternuje. te momenty, kiedy ktoś robi dokładnie to, co ty byś zrobił/zrobiła, więc zakładasz, że skoro postępowanie jego/jej oparte jest na schemacie, na którym opierałoby się w danej sytuacji twoje, to możliwe, a nawet wielce prawdopodobne, że motywacja jest podobna, najgorzej, że zaczynasz na miarę swoich niedużych możliwości w pewien sposób marzyć (w rozumieniu: snuć alternatywne scenariusze swojego życia). A przecież jest dobrze, stałam się w ramach układu współrzędnych sinusoid przecinających się co raz któryś dość suwerenna, przecież tak właśnie powinna wyglądać dojrzała relacja (brakuje nam kredytu na mieszkanie, wybierania płytek itp., ale może za 10 lat, tym torem, za 10 lat, tą drogą, może jej następnym przystankiem są kafelki, kto wie?). na pewno nie takie myśli na myśli pojawiać się powinny w kontekście potencjalnej realizacji imperatywu swojego życia odmiany, o nie. 

2) rozbita jestem również tym, że wyszło z szydło z worka po (~40% x 2) i nie pamiętam jak to się stało i nie mam pojęcia dlaczego opowiedziałam smutną historię (która przecież nie jest nawet moją historią, a przynajmniej nie całkowicie), co mnie również tak bardzo konsternuje. przykro mi, że nie ułożyło się tak, aby był tam K., bo tak naprawdę moje niewyplute historie wyplute winny być w stronę K., ale zawsze nam to tak bardzo nie wychodzi, ta wymiana syfów, z których wyrastasz. schade. 

na niemiecki już wiem, że będzie za mało czasu, niemniej pociskam nim to tu to tam. ad. punkt pierwszy: uspokoję się trochę i przejdzie konsternacja. dwa miesiące są po to, aby zapominać, a ci, którzy nie zapominają zapychają pamięć innym szitem [good luck]. 

piątek, 3 lipca 2015

opóźniona gratyfikacja, vol. 500od1500

w hulankach znaj umiar. dawaj sobie na wstrzymanie, wówczas totalny reset przyniesie ci ulgę, satysfakcję oraz dostarczy wrażeń i uczuć niezapomnianych. przynajmniej przez jakiś czas. 

hulanka wczorajsza totalnie ląduje w top5 tegorocznych hulanek (wraz z vitaliciem oraz światłem w dwa osiem, brutażem w kulturalnej i sylwestrem w 1500, proste). element zaskoczenia typkami, których znam raczej z fejsa, niż z życia, raczej z buwu niż skądkolwiek indziej, pigwówka taka wypijalna, tańczenie takie naturalne. klawo jak dawno nie było klawo, swobodnie jak dawno nie było swobodnie, dobrze jest startować od punktu: z założenia wszyscy się lubimy, z założenia jest cokolwiek, co nas łączy, więc dowiedzmy się jak mamy na imię i tańczmy razem (piasek parzy!) do doorsów, rem i do czegokolwiek bądź. hulaj dusza, piekła nie ma, a nawet jeśli jest, to jesteśmy na nie nieźle przygotowani. 

trochę jak dyskoteka w gimnazjum. a najlepsze jest to, że właśnie od czasów dyskotek z Tuchą w gimnazjum nie tańczyło mi się z nikim tak luźno jak wczoraj właściwie ze wszystkimi. hm, coś może być w tym, że licznik wskazujący rok, z którego ludzi pochodzących akceptuję jako kumpli od wczoraj nie wyświetla już 94, lecz 95 ( :O ).

ps. byłam gadułą jak dawno nie. chyba ta samotność ostatnich dni w buwie mnie tak rozprężyła. 

środa, 1 lipca 2015

kolonizacja.

zdejmując spodnie pomyślała:

- chyba przejęłam ten pasek. 


czyli nie tylko ona to robi. 

uśmiechnęła się do tej myśli, bo zawartość nieregularnego kubika pokoju, konsekwentnie od paru dni redukowana, nawet nie tyle jeśli chodzi o ilość przedmiotów w nim się mieszczących, co powierzchnię, którą to ich mieszczenie się okupuje, pamiętajmy, że mówimy o tym, że uśmiechnęła się do myśli, bo zawartość pokoju niekoniecznie wskazywałaby na to, że ma rację. obserwator ich życia codziennego mógłby z łatwością zgadnąć czyje rzeczy leżą na obu biurkach, na obu łóżkach, są w szafie, na szafce, w jednej z komódek... mając do dyspozycji mniej więcej równą liczbę mebli, w których mogą swoje rzeczy chować, jedna dość uparcie właśnie w tym celu ich używa, druga zaś chętnie korzysta z ich otwartych przestrzeni i rozbudowuje półki o kolejne piętra stosów ręcznie wydawanych książek. jedna dąży do tego, żeby jej wszystkie przynależności mieściły się w łóżku, w kącie i w walizce. druga, przynajmniej póki co, dąży do możliwości objęcia ich jednym spojrzeniem, bez konieczności wysuwania szuflad.

ale ten pasek. w tym całym pokoju, z tak wyraźnie zarysowaną strefą ścisku i strefą rozprężenia, ten pasek, w szlufkach spodni nie należących do jego prawidłowego właściciela. 

docieranie się. sztuka przejmowania od siebie pewnych nawyków i zachowań. docieranie się. sztuka wzajemności. szukanie wzajemności. tak jak, mimo wszystko, próbują nauczyć się mówić wspólnym językiem, chociaż akurat to średnio im wychodzi, tak jak próbują znaleźć kompromis między brakiem szacunku do sosu pomidorowego a polewaniem ketchupem jajecznicy, tak przejęcie paska jest ruchem w kierunku odwzajemnienia przejęcia biurka. żadna zemsta. socjalizacja wtórna z obrazem dotartego partnerstwa w tle. 

niedziela, 28 czerwca 2015

syndrom ostatniego egzaminu.

ale się Pani nie chce. Wszystko inne już by Pani robiła, już nawet myśli Pani, jak zwykle o tej porze roku, widząc kanaliki udrożniające system chodnikowy - ale ja bym z nich liście wybierała; widząc wózki na brudne naczynia - ale bym je myła; widząc warzywa - groszek mrożony wpierw rozmrozić, w międzyczasie trzaskać brokułową, zmienić groszek na kukurydzę, trzaskać pomidory na ćwiartki, ale ja się uergonomicznię w tem roku, na save battery mode: on, o ile nas weźmie (takich dobrych niewolników nie weźmie?). 

Ale ja tam będę czytać. Zweck. Der Zweck. Czytać, na spokojnie, nie na pamięć, czytać, na wypisywanie zdań. Ćwiczyć zdania, kolejne zdania, ale ja będę ćwiczyć. Jak bardzo nikogo tam nie będzie, jak bardzo spokój, jak mało święty. Ostatnie 5 dni, Warszawo, kochaj mnie przez te pięć dni, niech mi się samo z siebie przydarzy coś dobrego. ale mi się już nie chce. I jeszcze te nocne spacery i widok tirów, a nawet samych ulic pustych i rozgrzebanych, myślę: w drogę, myślę: stop, myślę: obwodnica Budapesztu, myślę: te wszystkie miejsca, w których mnie nie ma, a w których jest pięknie, a przynajmniej inaczej, oj jak mi się mnożą in my mind's eyes obrazy okolic porazkroć widzianych, te wszystkie piękne odległości zaległe w pamięci, jakieś randomowe skrzyżowania u podnóży rumuńskich Karpat, jakieś długie drogi, na których nagle cudem samochód, jak bardzo ja bym jechała na południe. I wszelkie niedogodności, rozmowności przymus, niepewność nocnych jazd, wszelkie stania zbyt długie - jakby ich nie było. Tak jak we mnie już nie ma chęci do zobowiązań. 

Z celami idzie mi średnio. Ale mam je z tyłu głowy. 

A. Jeszcze klasizm. Tak myślałam o tym toruńskim klasizmie, których był tak bardzo niewyrazisty w porównaniu do warszawskiego. Niby bogaci byli niewiele od nas bogatsi, niby oni jeździli po wielokroć na narty czy inne Dominikany, niby mieli jakiś dom gdzieś, ale czym to jest w porównaniu do tych bogactwościowych dysonansów tutaj. W średnich miasta średnio, w wielkich miasta ogromne dystanse międzyklasowe. Coś się słyszało o Steinmannie u Orłowskich, ale się miało swojego Lehmanna na chacie zawalonego gazetami i kartonami, i co by nam było po Steinmannie? Średni snobizm. Słoiczy snobizm. Jestem konglomeratem całej początkowo dwudziestowiecznej drabiny feudalnej i taka z tego wypada średnia rozważona.

Nie mogę się z przodu głowy pozbyć myśli o uznaniu. 

czwartek, 25 czerwca 2015

miesiąc z komunikacją.

było super. "uniwersytet trzeciego świata". wycieczki na Pragę. spotkałam kolegę i koleżankę, na rowerze to się nie dzieje. nawet raczej nigdy nie czekałam zbyt długo. powroty pierwszymi dziennymi z buwu, z posiedzenia i z brutażu na propsach, grona znajomych nieznajomych. od jutra wracam na rower. przez cały miesiąc nie znalazłam czasu na naprostowanie koła, #bhawoja.

przez cały miesiąc nie znalazłam też czasu na wiele innych rzeczy. btw: "Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni informuje, że Kapituła Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej (...) jednogłośnie postanowiła przyznać Weronice Murek za sztukę „Feinweinblein”„Feinweinblein” w sposób subtelny, a zarazem niepokojący wsłuchuje się w polsko-niemiecką historię powojenną (...)"

Całe życie w powojniu. Ale nie o tym. To tylko a propos rzeczy, na które nie znajduje czasu.

Zmęczenie materiałem. Rozkład prawdziwego życia. Nic nie wygrywam. Chciałabym coś wygrać. Żeby mi się samo z siebie coś udało, bez wkładania w to wysiłku i nie pod górkę. Tak po prostu. 

To naprawdę źle świadczy o HDI życia jednostki, kiedy od początku czerwca myśli "żeby już był wrzesień...". Z małych przyjemności w tym tygodniu był brutaż i dzisiejsza wycieczka na Pragę m.in. po kolorowe skarpetki. Jest trochę mniej neurotycznie ale nie wiem czy to efekt starań czy zmęczenie. 

Nie za bardzo mam gdzie się schować. Nie za bardzo umiem z kimś pogadać. Small talki small talkami, ale dobrze by było porozmawiać. 

I myślę ciągle o tych najprzyjemniejszych dniach z tego roku. Głównie o Vitalicu. Nie wiem dlaczego akurat o Vitalicu. Było mi ciepło, może to to.

Potem myślę o Caldo, bo im bardziej mam jechać do Danii tym bardziej tęsknie za Caldo. Za zmywaniem w ulewie, za widokiem Leviko majaczącym na końcu długiej ścieżki rowerowej, za górami, które zawsze były w tle, za ciepłem i słońcem północnych Włoch, które wcale nie przeszkadzało w pracy, wręcz odwrotnie. Nawet za tym widokiem wschodu słońca w sierpniu o 5:55 kiedy byłam tak nieprzytomna, że chciałam myć zęby kremem do depilacji, lol.

Potem z kolei jakoś mi się nasuwa Londyn i tak strasznie za nim zaczynam tęsknić, zupełnie go przecież nie znając. 

Potem się zastanawiam dlaczego nie myślę o Gruzji czy Armenii i przypominam sobie, że to było zbyt niedawno, żebym zdążyła wyidealizować i uschematyzować obrazy, coby się nadawały do takich migawek. Albo: było tam stosunkowo zimno.

W Danii też będzie zimno. Ozięble. Chłodno. A ja będę się kurczyć i wrócę tak strasznie mała, że już nic się we mnie nie będzie mieścić. I potem będzie trzeba się nadymywać, przełamywać, odważać i w ogóle wracać do siebie. 

Tak bardzo niczego dziś się nie nauczyłam. Tak bardzo niczego się nie nauczyłam. 

sobota, 13 czerwca 2015

rewrite do k.

neurospoko. niby trochę o tym wiedziałam, ale kiedy ktoś to powie to dużo gorzej brzmi i istnieje silniejsze poczucie konieczności zmiany. 

no to może 25 zmian na 25-lecie, hopsa:

1) przestać nadużywać wulgaryzmów (jako inicjujący projekt postulat dokonywania autoreformy); za to można by wreszcie zacząć używać słów, które biernie znam, ale czynnie wstydzę się wciskać do moich prostackich zdań. 

2) ogarnąć jakie konstruktywne rzeczy robią mi przyjemność (nie podciągać pod to palenia papierosów) i zastanawiać się czy zrobiłam sobie konstruktywną przyjemność. przykłady - pisanie notek na fejsa, pisanie notek na bloga, pisanie dramatów, pisanie dobrych prac, różnego typu robótki ręczne (vide pokrowiec na zapalniczkę szydełkowany, chociaż może nie wyszedł zajebiście, haftowanie). Jakiegoś rodzaju warunkiem uznania za taki rodzaj czynności powinno być, w miarę możliwości, oderwanie od oceny, od potrzeby aprobaty etc. itd. żebym tak raz na tydzień robiła coś takiego byłoby fair enough na dobry początek (skoro ma być grana #dania to nie ma co się oszukiwać, że jest do zrealizowania plan robienia tego codziennie).

3) nauczyć się niemieckiej gramatyki tak, żebym była zadowolona z tego jak będę ją znać i jak będę rozumieć teksty: po prostu z kuchennego niemieckiego przejść na hochdeutscha i przestać to odkładać z roku na rok. najlepiej zapisać się na niemiecki, ale to od października, więc niech sobie tu wisi póki co. oprócz tego do poprzedniego punktu: tłumaczenia. tłumaczenia strasznie lubię i nie wiem dlaczego ich nie robię.

4) przyszły rok, jeśli nic nie zostanie zaburzone, pozostaje ostatnim rokiem studenckim (mniej lub bardziej typowo studenckim). w związku z tym nie brać sobie na głowę praktyk i innych takich, tylko skupić się na samym studiowaniu, bo to nie do końca jest tak, że całe siedzenie w buwie jest neurotyczne. część owszem, ale częściowo to jest naprawdę to co lubię robić najbardziej i dlatego warto by mieć na to czas jeszcze wtedy, kiedy nie ma spiny. to by być mogła co poniedziałkowo-piątkowa mała przyjemność, taka systematyczna praca nad własnym projektem, który póki co wisi w głowie. ergo: nie brać sobie na głowę pozauniwerysteckich obowiązków.

5) nie mieć takich wyrzutów sumienia, że nie spełniam oczekiwań wszystkich znajomych, bo i tak nigdy ich nie będę spełniać. jednocześnie przestać się łudzić, że obustronnie niektórym z nich przypisujemy tak duże znaczenie, bullshiet mazur. w skrócie: nie czuć się źle z tym, że nie zawsze chcę być w grupie i nie czuć się tak bardzo wydymana przez Jacyno. koniec kompulsywnych przyjaźni, więcej uwzględniania swoich potrzeb w przebywaniu z innymi. 

6) przemyśleć czy jest coś co chciałabym z kimś robić razem i na co ta druga osoba mogłaby mieć czas co nam obojgu/obu sprawiałoby przyjemność i stanowiłoby zarazem wiązanie supełka, ale i było motywujące do robienia sobie przyjemności... - ale to tylko na razie przemyśleć...

[to be edited] 


środa, 3 czerwca 2015

sceny.

kiedy sobie myślę o tej sytuacji z boku, to musiało wyglądać zajebiście zabawnie. 

wparowuje X do sali Y, w której nigdy nie był i nie powinno go w niej być, czy coś się stało, owszem się stało [mode wegottatalk: on] rozmowa. teraz. [mode sajkopat: on] Zza drzwi głowa KW [mode zcentrumwidacnajwiecejbeka: on], klucz, nie ma klucza, X przesuwa krzesło, bo ktoś nie zasunął, stop, KW out, klucza nie ma, to teraz miła część: proszę, to za wszystko i list (może ja przeczytam...?) nie, chwilę, teraz już nie będzie miło, a teraz jak to, a teraz kiedy, [bo dlaczego to ja naprawdę rozumiem, trzeba być straceńcem, żeby chcieć tu zostać] no i jeszcze że my, że nie tylko ja, ale ja strasznie, więc ja tutaj, więc [mode crymeariver: on], i on, i on, i ona, i ona i cholera wie kto jeszcze (nie wiedziałam) nie no spoko, czarne kwadraty formularzy ankiet nic nie mówią? 



to ja może rozładuję atmosferę. żart okolicznościowy.



no to może chodźmy?

no to ok. no to tak i tak, i to i tamto, ok, ok, ja rozumiem, no jasne, ale drugi raz? i to i tamto i jeszcze coś, rozumiem, racja, ja wiem, po prostu... no po prostu serduszko łup [mode didireallyusewordserduszko: on]. 

ciśnij mazur głupcze, dość ci tych emocji. widzisz, bez nich to dopiero jest życie wówczas to [mode highlife: on].

poniedziałek, 1 czerwca 2015

nieelegancko

jest zrywać z kimś przed sesją.
autopsja z obu stron.

a co dopiero coś takiego. Wirklich?
Ciśnie się na usta: Schade. Party!

Bon-bon, bon ton, bon mot, tutto benne, 97,3 km od Essen,
a moje pra-nazwisko to Weber, paranoja,
no naprawdę, ja tego nie zrobię?

Ja wiedziałam, żeby nie dawać zwieść się
pozorom najlepszego roku studiowania.

Bang, bang, wszyscy się lubimy,
and then you shot me down.

[kompozycja taka, że Weber w środku. Jak miło]

niedziela, 31 maja 2015

piękny młody człowieku.

z zasady o pokoleniu starszych, jeszcze częściej o sobie, tym razem o młodszych.

Piękny młody człowieku. 

Trochę czasem trudno do Ciebie dotrzeć, czasem trudno się do Ciebie przebić, ale z mało kim rozmawia mi się tak dobrze jak z Tobą. 

Kiedy się z Ciebie śmieje, to robię to tylko dlatego, bo wiem, że docenisz żart. I wiem, że wiesz, że ja doceniam Twoje dobre historie.

Kiedy słucham tego, co mówisz o kolejnych autorach, po których sięgasz, to jestem z Ciebie dumna, chociaż nie ma w tym mojej zasługi. 

Kiedy opowiadasz mi o rzeczach, których nie wiem, albo pokazujesz mi coś, co jest dla mnie nowe, nie mogę się nacieszyć, że Cię poznałam. 

Twój krytycyzm, sceptycyzm i odrobina pogardy (żeby nie nazwać jej wielkopańską) w moim raczej zgodliwym usposobieniu (jeśli już klasizm, to niższa średnia) imponują mi swoją merytorycznością i Twoją pewnością w ich artykulacji.

Kiedy nie wychodzisz z domu martwię się o Ciebie. Kiedy mówisz o szerokości ludzi: martwię się o Ciebie. Kiedy nie wcinasz i nie śpisz: martwię się o Ciebie. 

Więc kiedy mówisz o #zagranico jest mi smutno.

ps. Możliwe, że gdyby K. była w Warszawie odczuwałabym tę litanię mniej intensywnie. Możliwe, że gdybym nie przypisała znaczenia Twojemu tutorialowi powrotu-do-wielkich-słów: myślałabym nieco inaczej o tym wszystkim. 

Niemniej myślę, że mógł minąć rok od kiedy się znamy (teoretycznie) i z tej okazji życzę nam sto lat znajomości. 

piątek, 29 maja 2015

jeszcze więcej prawa.

#1 jestem waszą linią ujścia. siema. wy też chcecie z kimś o tym porozmawiać. w ogóle chcecie porozmawiać. jestem. siema. też chcę z wami rozmawiać. nawet czasem się nieco stawiam i kończę zdanie, chociaż wiem, że chcecie coś powiedzieć. ale to jest moje pole mikrostruktur. Nie od dziś to robię. Ba. Robię to już od tylu lat, że nie chcecie wiedzieć, którą z kolei jesteście kadrą, którą wdrażam w system komunikacji. Symbioza. Trochę. Trochę feudalizm. Trochę konspiracja. Trochę mi to bardziej obojętne niż kiedyś. Równouprawnienie i respekt. Można? Można. 

#2 Cały czas mi się zbiera nad podsumowanie roku. Zanim się skończył. Ale no, naprawdę. Napisałabym sobie jakąś dobrą listę.

czwartek, 28 maja 2015

a tymczasem.

w Bośni na stopro jest pięknie.

stąd jeździmy do Meksyku badać potomków Azteków i stąd jeździmy na wakacje na Bali, trochę sami nie możemy znieść codzienności przez nas wytworzonej. Tak, tak, absolutnie nie możemy jej znieść na dłuższą metę. Tam też jest strasznie, ale jakoś bardziej transparentnie strasznie.

i najgorsze jest to, że w mikroskali to kumulacja wolnych wyborów. wyborów. huehue. heheszki. 

środa, 27 maja 2015

oddech.

mazur, i po co to wszystko i tak nigdy nie będziesz koksem, siema.

zatem oddech. 

projekt #25zmian na 25-lecie. Czego by nie zmienić. Przykro mi. Albo może nie. Inaczej: przykro mi, ale jestem w stanie jakoś to zracjonalizować. Albo i nie. Nie wiem. Nie no, przykro mi. Zwyczajnie mi przykro, że kimś takim się stałam i chociaż wydarzyło się to co najmniej 10 lat temu, a może i więcej, to i tak mi przykro.

Może spróbuję chociaż to trochę ogarnąć. Czasem to przecież robię. Staranności więcej na każdym kroku, autocenzury i autokontroli. Czy ja naprawdę myślę tak jak mówię? 

oddech. Już i tak nic nie pomoże. Obrzydliwe to wszystko. Język obrazem rzeczywistości. I jak tu pięknie mówić o tym jak bardzo jest paskudnie. I jeszcze nagroda nie czeka mnie żadna, czeka mnie chora atmosfera i tyrka na kuchni, jak pięknie. Tylko po to, żeby za rok o tej porze było tak jak teraz. 

sobota, 16 maja 2015

co mi z tego żółtego kwadrata.

płaszczyzna faktograficzna jest obrobiona na prawym i lewym internecie, ponagrywana, pofotografowana, poopisywana, whatever. co z tego wynika dla mnie?

1) nie oszukujmy się: momentami świetnie się bawię. momentami wszystkiego nienawidzę. radykalizacja samopoczucia, więcej emocji, mnogość okazji do żartów, to wszystko sprawia, żem nieco zachwycona, nieco wkręcona, nieco wyczerpana, nieco zniechęcona, nieco... krótko mówiąc jest mi jeszcze trudniej określić swój stan niż wcześniej.

2) kryptocytując: ja też lubię system. to jest nieco problematyczne zarówno na płaszczyźnie odnajdywania się w tej sytuacji i pytania "co dalej?", jak i na płaszczyźnie samego włączania się w coś bez struktury. mogę negocjować z kimś nade mną albo pode mną w danych hierarchiach, ale muszę mieć punkt odniesienia, coś co mi mówi: tu jesteś, z tym ustalasz, tamtemu proponujesz, to robisz za kogoś, a to komuś zlecasz. w tak dużej grupie nie wierzę w możliwość innego działania.

3) lubię też się uczyć i nie chcę mieć na to mniej czasu. a na pewno nie chcę mieć go tak niewiele jak ostatnimi czasy.

4) trochę też za bardzo się spoufalam z ludźmi, których przecież zupełnie nie znam i pewnie sprawi to, że dość szybko niektórzy przynajmniej mnie przestaną lubić. myślę, że to po pierwsze sinusoidalny ruch w wyniku kontaktu z M., po drugie rosnąca tendencja w wyniku doświadczeń 8-L, po trzecie zaś tego, że dawno nikt się na mnie za takie żarty nie obraził, więc trochę zapomniałam, że się da. 

5) zaangażowanie jest również, nie ma co się oszukiwać, związane z dotychczasowym brakiem zaangażowania w jakakolwiek większą formację oraz z tym, że "ja-naprawdę-lubię-się-uczyć", więc jeśli już miałam się zaangażować, no to właśnie w coś takiego.

6) za dużo męskości mi się zwala na głowę. to jest bardziej wyczerpujące niż cała ta akcja razem wzięta. może dlatego też idea oznaczania się, która zawsze mi się, mimo wszystko, podobała, tak do mnie przemawia. #occupied. #justkidding. #1355. 

środa, 29 kwietnia 2015

same pozytywy.

patrząc na ostatnie 3 tygodnie od strony pozytywów stwierdzić należy, że:

1) dawno a może i nigdy nie czułam się tak bardzo sobą. 100% mazur w mazur, totalna autoidentyfikacja. właśnie tak powinno wyglądać moje zawalone ponad 150% granice normy życie rozrywane między społecznikowstwo, szkołę, teksty, konferencje... tak, to jest pozytywne.

2) nawet biologiczne zmęczenia poszczególnych części ciała, całego organizmu i poczucie bycia na ciągłym kacu, chociaż alkoholu od chyba trzech tygodni w ustach nie miałam, a przede wszystkim stricte biologiczne odnotowania faktów, z którymi się jakoś noszę, są na swój sposób przyjemne. 

3) przede wszystkim zaś kontaktowość wzmożona, przy całej swej ambiwalencji i tym, jak bardzo jest męcząca, jest niesamowicie dla mnie korzystna. ja naprawdę lubię rozmawiać, trudzić się układaniem zdań starannych, ale i konkretnych, niezbyt okrągłych. rozmawianie z MB, z MSW, z RK - ars bene mówiendi, warto, warto rozmawiać. nasze spotkania też mnie pod tym względem wprawiają w poczucie, stonowanego zmęczeniem, zachwytu. tacy wspaniali młodzi ludzie, jakbym odsuwała się na chwilę, patrzyła zza okna, i myślała: tacy wspaniali, wspaniali młodzi ludzie.

4) każda osoba +50 kręcąca się po kampusie wydaje mi się senatorem #aleschiza

5) tylko cierpi na tym sfera domowa, kryptonim przejścia do sfery spraw prywatnych. i będzie tylko gorzej, więc naprawdę musimy wykazać się nadczłowieczą wyrozumiałością w stosunku do wzajemnych zapętleń w sprawy. postuluję sto żółtych kartek.

6) bo gdybym miała spędzić w wymarzony sposób dni wolne, to nie wychodziłabym z fotela w razie deszczu, a w razie słońca poszła pobiegać i na frizbi. 

sobota, 25 kwietnia 2015

obrony.

miałam wczoraj sobie to zapisać, zapomniałam:

obrona polisemiczności słowa badanie. chyba poziom zmęczenia rewolucją wpłynął na uelastycznienie definicji, szczególnie że pojawił się dodatkowy bodziec. siedzenie nad tekstami to też przecież badania. nie wiem jak mogłam w to niewystarczająco wierzyć. przecież tekst, przecież to jest to, przecież no świadectwo, no za tym tekstem przecież człowiek, przecież językowy obraz świata i nie będzie dobrze, dopóki siostra żony kobiety nie będzie mieć swojego słowa. 5 lat za późno zostało w to uwierzone. 

co jak nie przyśpieszone podnoszenie się z raczkowania relacji "mistrz-uczeń" może wpłynąć na człowieka. mazur, tylko się nie oparz, tfu-tfu. 

piątek, 24 kwietnia 2015

podziały.

dużo się dzieje, więc dużo tu piszę. 

ostatnio podziały stały się jeszcze silniej obecne niż zwykle w otaczających mnie chwilach. "płaszczyzna filozoficzna" i "płaszczyzna organizacyjna", "my" i "oni" w przeróżnych konfiguracjach, grupy interesów, nie do końca wiadomo jakich i czyich... hejka, podział leży moim zdaniem gdzie indziej i jest obecny u mnie od dawna, występuje w postaci zintensyfikowanej w najróżniejszych interwałach, anyway opiera się na kryterium "ci, którzy myślą o śmierci" i inni. Ci, którzy myślą o śmierci rozumieją kwestie przypadku, nieprzewidywalności, nieuniknionych zawirowań w perfekcyjnie dopracowanych planach jednostki. inni? nie wiem, nie rozumiem innych. przecież od ponad 13 lat myślę o śmierci, to w jakiś sposób zrozumiałe. 

ponadto wiem, że nie wpia. bardzo dobrze mi się siedzi w tej niesprzyjającej przestrzeni, mogłabym to robić częściej. mogłabym o tym długo opowiadać, ale już naprawdę powinnam zająć kolejną pracą, jakimiś tekstami, o czym, o czym, o emocjach, albo nie wiem, orzeczeniami, których stany faktyczne nie są ważne (tak właśnie prowadzi się do alienacji prawników od życia społecznego, od czynnika ludzkiego i od bardziej realnej warstwy świata niż abstrakcyjne konstrukcje prawniczych wydy... wydumanych rozkmin, wam też chciałabym powiedzieć, że nie tędy droga), albo chociaż rewolucją, a już na pewno ładnych parę linijek temu powinnam była postawić kropkę. 

środa, 22 kwietnia 2015

kapitalistyczny rozpad.

nie widzę dla siebie miejsca. nie widzę dla siebie funkcji. nie wiem co ze sobą zrobić w takich układach i w takim społeczeństwie. nie chcę się spaprać tym całym syfem. nie mam siły na dobre odgrywanie ról społecznych, no po prostu nie dam rady być nikim poza jeżdżącą na rowerze osobą, z którą zawsze można zapalić. 

za dużo dzisiaj złego kapitalizmu na mnie wsiadło. fajnie by było się wypisać z tego wszystkiego.

[edit]

miało być tyle, ale będzie trzy razy więcej. po pierwsze bezskuteczność mnie zniechęca, działanie dla działania mnie nie przekonuje i wiem, że to błąd. po drugie bylejakość mnie wykańcza. ja w tym uczestniczę, wszyscy w tym uczestniczymy, może poza pracownikami Dwójki i Karową, albo przynajmniej moją wizją Dwójki i Karowej. po trzecie brak czasu nas niszczy w rozumieniu brak czasu niszczy każdego z nas oraz brak czasu niszczy nas jako jakąkolwiek wspólnotę. po czwarte beznadzieja, jako brak wiary w to, że może się udać. cokolwiek. którakolwiek z wici puszczonych w świat może coś zmienić. brak wiary i beznadzieja sprawia, że nie umiem zidentyfikować się do końca z tym, że cokolwiek trzeba robić. może trzeba się zająć sobą i więcej czytać, znaleźć pracę, która pozwoli przeżyć na średnim minimum, średnie minimum jest spoko, dobrze jest sobie czasem odmawiać, a czasem sobie pozwolić, to hartuje wolę. więcej spać, mieć czas wolny, więcej czasu dla znajomych, więcej czasu dla N., regularnie sprzątać pokój i jeść co najmniej 3-4 razy w tygodniu ciepły obiad w porze obiadowej. slowlife. może tędy droga.

bezskuteczność. bylejakość. brak czasu. beznadzieja.

slowlife. może jednak. kiedy tylko rewolucja zgaśnie, kiedy skończy się sesja, kiedy wrócę znów z Danii i powiem sobie kolejny raz nigdy więcej, będzie wrzesień i zapomnę, że chciałam mieć slowlife.

chce mi się rzygać, kiedy patrzę na zdanie powyżej. serio, taki mam plan na najbliższe 4 miesiące? i w nich te 2% kiedy się śmieję nierelacyjne?

w sumie najgorsza jest ta bylejakość. naprawdę. chciałabym w końcu zrobić coś dobrze, a nie w pośpiechu. od Skargi chyba nie zrobiłam nic naprawdę dobrze.

o. to nie jest głupi plan. może nie slowlife. ale zacząć robić rzeczy po prostu dobrze. solidną niemiecką robotę.

solidna robota jako strategia oporu wobec kapitalistycznego rozpadu. nie wysituję sobie książki. i w ogóle będzie to trudna strategia, bo jestem z dziecka niecierpliwa, ale tak, tak zrobię. selekcjonować zadania. i robić je dobrze. żebym mogła powiedzieć sobie: ok, może to nie jest bang, a na pewno nie zmienię świata, ale [kurwa] przecież zrobiłam to naprawdę dobrze. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

praca zakładkowa.

myślenie zakładkami. niemożność koncentracji na jednym tekście, bo po pierwsze sam w sobie jest intertekstualno-hiperłączony z całym światem (ile kliknięć trzeba, żeby połączyć stronę na wiki o JPII z tekstem o kandyzacjach papieża na kripo?), po drugie jest jednym z wielu otwartych okien, więc myślisz symultanicznie o tych wszystkich innych otwartych, o tym youtubie, fejsie, gmailu i, najgorzej, innych tekstach, które masz do przeczytania i tych, które czekają na otworzenie. komunikat, wydarzenie, jeszcze realne się wbija tylnymi drzwiami, jak to, wydarzenie? teraz? w niedzielę, w niedzielę przecież nigdzie się nie chodzi. 

stąd mniej wydajny komputer prowadzić może do bardziej wydajnej pracy, bo czekasz aż się otworzy dana strona na tyle długo, że może się nie opłacać sprawdzać jednocześnie newsów na gazecie i czytać o sankcjach wobec terrorystów. szczególnie, kiedy youtube na nim nie działa, głośnik nie działa i właściwie to nie masz wcale ochoty oglądać filmiku, który nakręcili bibliotekarze w Stanach, bo wcale cię nie obchodzi i po chwili i tak będzie po prostu grać w tle, podczas gdy obrazki cię ominą. 

i'd rather be a girl whose thought are in the shape of white pages and size A4. how to turn offline if there's such a world online?

sobota, 18 kwietnia 2015

przecież to nie jest tak...

...że nikt nie piszę dobrych książek. ktoś, gdzieś pisze dobre książki. gdzieś teraz dzieją się dobre spektakle. gdzieś odbywają się Ważne Rozmowy. Gdzieś mądrzy ludzie prawią i darzą się wzajemnym szacunkiem. I ktoś się w kogoś wpatruje z uwielbieniem. Gdzieś są prawdziwe emocje, gdzieś są prawdziwe uczucia, ktoś kogoś naprawdę kocha i mówi mu o tym zapewne, a może nawet ze wzajemnością. Ten świat to taka wielka Warszawa, tyle kontrastów, gdzieś musi się to wszystko dziać.

Ale nie dla mnie i nie dziś. Dziś się rozmijam z wielkością, 95% mojego życia to rozmijanie się z wielkością, 3% to dobre wkreny, 2% to prawdziwe chwile zachwytu o jaki dobry teatr, o jaki dobry dramat, o jaka dobra książka, a Ty jak pięknie i mądrze mówisz. siema.

wtorek, 14 kwietnia 2015

#howcoolisthat

pretty cool. 

te zbiegi okoliczności, przypadki, w które nie wierzę, a może jednak wierze, mówisz, masz. hejka. nie hiperbolizując 1żart/5minut, 27 żartominut, moim zdaniem skok z łącznie może, w warunkach 1:1, 10, już tutaj hiperbolizując, żartominut, do tak na oko 27, to, o, no to jest właśnie oswajanie. człowiek. owszem, człowiek. proste. 

mode #małyksiąże: on. mode #peterpan: on. nigdy nie dorosnę. narysuj mi webera.  
także tak. 

[powinnam się zająć pisaniem, znów tego nie robię. może dlatego, że nikt nie czyta tego co piszę. heheszki.]