niedziela, 31 maja 2015

piękny młody człowieku.

z zasady o pokoleniu starszych, jeszcze częściej o sobie, tym razem o młodszych.

Piękny młody człowieku. 

Trochę czasem trudno do Ciebie dotrzeć, czasem trudno się do Ciebie przebić, ale z mało kim rozmawia mi się tak dobrze jak z Tobą. 

Kiedy się z Ciebie śmieje, to robię to tylko dlatego, bo wiem, że docenisz żart. I wiem, że wiesz, że ja doceniam Twoje dobre historie.

Kiedy słucham tego, co mówisz o kolejnych autorach, po których sięgasz, to jestem z Ciebie dumna, chociaż nie ma w tym mojej zasługi. 

Kiedy opowiadasz mi o rzeczach, których nie wiem, albo pokazujesz mi coś, co jest dla mnie nowe, nie mogę się nacieszyć, że Cię poznałam. 

Twój krytycyzm, sceptycyzm i odrobina pogardy (żeby nie nazwać jej wielkopańską) w moim raczej zgodliwym usposobieniu (jeśli już klasizm, to niższa średnia) imponują mi swoją merytorycznością i Twoją pewnością w ich artykulacji.

Kiedy nie wychodzisz z domu martwię się o Ciebie. Kiedy mówisz o szerokości ludzi: martwię się o Ciebie. Kiedy nie wcinasz i nie śpisz: martwię się o Ciebie. 

Więc kiedy mówisz o #zagranico jest mi smutno.

ps. Możliwe, że gdyby K. była w Warszawie odczuwałabym tę litanię mniej intensywnie. Możliwe, że gdybym nie przypisała znaczenia Twojemu tutorialowi powrotu-do-wielkich-słów: myślałabym nieco inaczej o tym wszystkim. 

Niemniej myślę, że mógł minąć rok od kiedy się znamy (teoretycznie) i z tej okazji życzę nam sto lat znajomości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz