poniedziałek, 6 lipca 2015

nadmiar notek w stosunku do fabuły, czyli kiedy noc jasna, budzą się demony.

myśl w miarę spójna: zjada mnie prekarność. zjada mnie to, że ktoś mnie po 5 godzinach pracy odsyła na chatę. że dostaję grafik, który po 1,5 godziny okazuje się nieaktualny. że na tyle dobrze sobie radziłam tam, gdzie ogólnie jest moje miejsce, czyli w pracy na czas, żeby mnie przerzucić do pracy nie dość, że z hajsem, to z ludźmi, zapośredniczonej przez komputer, czyli tej, do której się nie nadaję. zjada mnie to, że wiem, że chociaż mogłabym tu zrobić dużo produktywnej masówki to mogę zamiast tego w każdej chwili zdawać kubraki i szukać innych niepewności. 

myśl tyle o ile spójna: zawisłam dzisiaj (na tyle dużo się dzieje, że mogę nie w miesiącach, mogę w dniach, dużo głosów w mojej głowie) w poczuciu: mamo, tato, nie dość, że nie przygotowaliście mnie na taki świat, to nawet na siebie mnie nie przygotowaliście. 

myśl rozszarpana czasem: rok temu o tej porze łotysze bali się, że putin zje ich kraj. w tym roku boimy się imigrantów z afryki (tudzież uchodźców), bo tego przed czym uciekają u nas, czyli tam gdzie mnie nie ma, nikt się nie boi. 

myśl luźna: dobrze, że przynajmniej nie jesteśmy w domku z drugiego roku wojennego. 

myśl na poważnie: dobieram słowa tak pokrętnie, aby tłumaczenia marki g. nie wyłapały nawet ogólnego zarysu sensu tych wypowiedzi. czy to aby na pewno myśl na poważnie. realia są dla ludzi bez wyobraźni, liczą się dobrze złożone słowa, które można wypowiedzieć na głos a nie to, z którego roku była chatka, czy wisiały na jej ścianach pęki świec i czy w ogródku była opuszczona szklarnia. coroczne zanurzenie w polszczyźnie z głową nad powierzchnią, paplającą coś w denglishu. koniec psot. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz