sobota, 13 czerwca 2015

rewrite do k.

neurospoko. niby trochę o tym wiedziałam, ale kiedy ktoś to powie to dużo gorzej brzmi i istnieje silniejsze poczucie konieczności zmiany. 

no to może 25 zmian na 25-lecie, hopsa:

1) przestać nadużywać wulgaryzmów (jako inicjujący projekt postulat dokonywania autoreformy); za to można by wreszcie zacząć używać słów, które biernie znam, ale czynnie wstydzę się wciskać do moich prostackich zdań. 

2) ogarnąć jakie konstruktywne rzeczy robią mi przyjemność (nie podciągać pod to palenia papierosów) i zastanawiać się czy zrobiłam sobie konstruktywną przyjemność. przykłady - pisanie notek na fejsa, pisanie notek na bloga, pisanie dramatów, pisanie dobrych prac, różnego typu robótki ręczne (vide pokrowiec na zapalniczkę szydełkowany, chociaż może nie wyszedł zajebiście, haftowanie). Jakiegoś rodzaju warunkiem uznania za taki rodzaj czynności powinno być, w miarę możliwości, oderwanie od oceny, od potrzeby aprobaty etc. itd. żebym tak raz na tydzień robiła coś takiego byłoby fair enough na dobry początek (skoro ma być grana #dania to nie ma co się oszukiwać, że jest do zrealizowania plan robienia tego codziennie).

3) nauczyć się niemieckiej gramatyki tak, żebym była zadowolona z tego jak będę ją znać i jak będę rozumieć teksty: po prostu z kuchennego niemieckiego przejść na hochdeutscha i przestać to odkładać z roku na rok. najlepiej zapisać się na niemiecki, ale to od października, więc niech sobie tu wisi póki co. oprócz tego do poprzedniego punktu: tłumaczenia. tłumaczenia strasznie lubię i nie wiem dlaczego ich nie robię.

4) przyszły rok, jeśli nic nie zostanie zaburzone, pozostaje ostatnim rokiem studenckim (mniej lub bardziej typowo studenckim). w związku z tym nie brać sobie na głowę praktyk i innych takich, tylko skupić się na samym studiowaniu, bo to nie do końca jest tak, że całe siedzenie w buwie jest neurotyczne. część owszem, ale częściowo to jest naprawdę to co lubię robić najbardziej i dlatego warto by mieć na to czas jeszcze wtedy, kiedy nie ma spiny. to by być mogła co poniedziałkowo-piątkowa mała przyjemność, taka systematyczna praca nad własnym projektem, który póki co wisi w głowie. ergo: nie brać sobie na głowę pozauniwerysteckich obowiązków.

5) nie mieć takich wyrzutów sumienia, że nie spełniam oczekiwań wszystkich znajomych, bo i tak nigdy ich nie będę spełniać. jednocześnie przestać się łudzić, że obustronnie niektórym z nich przypisujemy tak duże znaczenie, bullshiet mazur. w skrócie: nie czuć się źle z tym, że nie zawsze chcę być w grupie i nie czuć się tak bardzo wydymana przez Jacyno. koniec kompulsywnych przyjaźni, więcej uwzględniania swoich potrzeb w przebywaniu z innymi. 

6) przemyśleć czy jest coś co chciałabym z kimś robić razem i na co ta druga osoba mogłaby mieć czas co nam obojgu/obu sprawiałoby przyjemność i stanowiłoby zarazem wiązanie supełka, ale i było motywujące do robienia sobie przyjemności... - ale to tylko na razie przemyśleć...

[to be edited] 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz