czwartek, 25 czerwca 2015

miesiąc z komunikacją.

było super. "uniwersytet trzeciego świata". wycieczki na Pragę. spotkałam kolegę i koleżankę, na rowerze to się nie dzieje. nawet raczej nigdy nie czekałam zbyt długo. powroty pierwszymi dziennymi z buwu, z posiedzenia i z brutażu na propsach, grona znajomych nieznajomych. od jutra wracam na rower. przez cały miesiąc nie znalazłam czasu na naprostowanie koła, #bhawoja.

przez cały miesiąc nie znalazłam też czasu na wiele innych rzeczy. btw: "Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni informuje, że Kapituła Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej (...) jednogłośnie postanowiła przyznać Weronice Murek za sztukę „Feinweinblein”„Feinweinblein” w sposób subtelny, a zarazem niepokojący wsłuchuje się w polsko-niemiecką historię powojenną (...)"

Całe życie w powojniu. Ale nie o tym. To tylko a propos rzeczy, na które nie znajduje czasu.

Zmęczenie materiałem. Rozkład prawdziwego życia. Nic nie wygrywam. Chciałabym coś wygrać. Żeby mi się samo z siebie coś udało, bez wkładania w to wysiłku i nie pod górkę. Tak po prostu. 

To naprawdę źle świadczy o HDI życia jednostki, kiedy od początku czerwca myśli "żeby już był wrzesień...". Z małych przyjemności w tym tygodniu był brutaż i dzisiejsza wycieczka na Pragę m.in. po kolorowe skarpetki. Jest trochę mniej neurotycznie ale nie wiem czy to efekt starań czy zmęczenie. 

Nie za bardzo mam gdzie się schować. Nie za bardzo umiem z kimś pogadać. Small talki small talkami, ale dobrze by było porozmawiać. 

I myślę ciągle o tych najprzyjemniejszych dniach z tego roku. Głównie o Vitalicu. Nie wiem dlaczego akurat o Vitalicu. Było mi ciepło, może to to.

Potem myślę o Caldo, bo im bardziej mam jechać do Danii tym bardziej tęsknie za Caldo. Za zmywaniem w ulewie, za widokiem Leviko majaczącym na końcu długiej ścieżki rowerowej, za górami, które zawsze były w tle, za ciepłem i słońcem północnych Włoch, które wcale nie przeszkadzało w pracy, wręcz odwrotnie. Nawet za tym widokiem wschodu słońca w sierpniu o 5:55 kiedy byłam tak nieprzytomna, że chciałam myć zęby kremem do depilacji, lol.

Potem z kolei jakoś mi się nasuwa Londyn i tak strasznie za nim zaczynam tęsknić, zupełnie go przecież nie znając. 

Potem się zastanawiam dlaczego nie myślę o Gruzji czy Armenii i przypominam sobie, że to było zbyt niedawno, żebym zdążyła wyidealizować i uschematyzować obrazy, coby się nadawały do takich migawek. Albo: było tam stosunkowo zimno.

W Danii też będzie zimno. Ozięble. Chłodno. A ja będę się kurczyć i wrócę tak strasznie mała, że już nic się we mnie nie będzie mieścić. I potem będzie trzeba się nadymywać, przełamywać, odważać i w ogóle wracać do siebie. 

Tak bardzo niczego dziś się nie nauczyłam. Tak bardzo niczego się nie nauczyłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz