Krzysztof odgrywa się na scenie dłońmi i dykcją, dłońmi, które wychodzą z kieszeni, odgrywa się to czego zawsze chciałam, cisną mi się na klawiaturę hashtagi, ale co poradzę, hashtagami odgrywa się to, czego zawsze chciałam i jest jakoś tak najlepiej, co stanowi zaskoczenie, co stanowi niespodziankę, co samo się stanowi. Ale właściwie to nie o tych dłoniach.
Bo również, co również istotne, totalnie podmiotowość. Hashtagi się ciskają same na siebie, same ze sobą, co za podmiotowość, jakaś nieznana, jakaś tutaj również naturalność, jakaś również w tej naturalności słodkość, wyrozumiałość, cierpliwość i poczucie, że spokojnie. Chodzę inaczej, inaczej podejmuję małe decyzje, inaczej robię małe rzeczy, jestem inny, ten włos zaczesan na przód, czyżby on, o nie, to nie o włos, to o głowę.
coraz więcej rzeczy, jedno z moich ulubionych słów, intuicyjnie, zaczyna mi się wydawać możliwe. samo pojawienie się myśli o tych możliwościach również stanowi niespodziankę, stanowi zaskoczenie i samo się stanowi.
i naprawdę chciałabym być zdolna powiedzieć za ten stan "przepraszam", ale no chance, po prostu nie.
(i może gdyby nie moje 10 minut cierpienia dziennie ten stan zaprawdę byłby nieznośny? a tak to we wszelkich możliwych konfiguracjach hashtag równowaga, hej.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz