środa, 22 kwietnia 2015

kapitalistyczny rozpad.

nie widzę dla siebie miejsca. nie widzę dla siebie funkcji. nie wiem co ze sobą zrobić w takich układach i w takim społeczeństwie. nie chcę się spaprać tym całym syfem. nie mam siły na dobre odgrywanie ról społecznych, no po prostu nie dam rady być nikim poza jeżdżącą na rowerze osobą, z którą zawsze można zapalić. 

za dużo dzisiaj złego kapitalizmu na mnie wsiadło. fajnie by było się wypisać z tego wszystkiego.

[edit]

miało być tyle, ale będzie trzy razy więcej. po pierwsze bezskuteczność mnie zniechęca, działanie dla działania mnie nie przekonuje i wiem, że to błąd. po drugie bylejakość mnie wykańcza. ja w tym uczestniczę, wszyscy w tym uczestniczymy, może poza pracownikami Dwójki i Karową, albo przynajmniej moją wizją Dwójki i Karowej. po trzecie brak czasu nas niszczy w rozumieniu brak czasu niszczy każdego z nas oraz brak czasu niszczy nas jako jakąkolwiek wspólnotę. po czwarte beznadzieja, jako brak wiary w to, że może się udać. cokolwiek. którakolwiek z wici puszczonych w świat może coś zmienić. brak wiary i beznadzieja sprawia, że nie umiem zidentyfikować się do końca z tym, że cokolwiek trzeba robić. może trzeba się zająć sobą i więcej czytać, znaleźć pracę, która pozwoli przeżyć na średnim minimum, średnie minimum jest spoko, dobrze jest sobie czasem odmawiać, a czasem sobie pozwolić, to hartuje wolę. więcej spać, mieć czas wolny, więcej czasu dla znajomych, więcej czasu dla N., regularnie sprzątać pokój i jeść co najmniej 3-4 razy w tygodniu ciepły obiad w porze obiadowej. slowlife. może tędy droga.

bezskuteczność. bylejakość. brak czasu. beznadzieja.

slowlife. może jednak. kiedy tylko rewolucja zgaśnie, kiedy skończy się sesja, kiedy wrócę znów z Danii i powiem sobie kolejny raz nigdy więcej, będzie wrzesień i zapomnę, że chciałam mieć slowlife.

chce mi się rzygać, kiedy patrzę na zdanie powyżej. serio, taki mam plan na najbliższe 4 miesiące? i w nich te 2% kiedy się śmieję nierelacyjne?

w sumie najgorsza jest ta bylejakość. naprawdę. chciałabym w końcu zrobić coś dobrze, a nie w pośpiechu. od Skargi chyba nie zrobiłam nic naprawdę dobrze.

o. to nie jest głupi plan. może nie slowlife. ale zacząć robić rzeczy po prostu dobrze. solidną niemiecką robotę.

solidna robota jako strategia oporu wobec kapitalistycznego rozpadu. nie wysituję sobie książki. i w ogóle będzie to trudna strategia, bo jestem z dziecka niecierpliwa, ale tak, tak zrobię. selekcjonować zadania. i robić je dobrze. żebym mogła powiedzieć sobie: ok, może to nie jest bang, a na pewno nie zmienię świata, ale [kurwa] przecież zrobiłam to naprawdę dobrze. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz