niedziela, 5 kwietnia 2015

sto małych nieprzyjemności.

problem nr 1 to konieczność podporządkowania się. wywołuje, owszem, agresję, bo nieznośne jest bycie poprawianym na każdym kroku. nieznośne.

problem nr 2 to lęk przed starością. nie swoją, której możliwości zaistnienia nie zakładam, czyjąś. koniecznością opieki, do której wiem, że nie jestem gotowa. 

problem nr 3 to próby angażowania mnie w swoje problemy z jednoczesnym ignorowaniem moich propozycji ich rozwiązania. proste. 

problem nr 4 to same problemy, które z mojej perspektywy mają nieduże znaczenie - i to jest mój problem, że nie umiem nadać większej wagi takim problemom i przez to tracę dużo z zaangażowania w życie.

problem nr 5 to stres, który jest we mnie i przymus robienia czegoś, i niezdolność do czerpania przyjemności z próżnowania, który również jest moim problemem.

problem nr 6 to obcowanie z tym, na przeciwieństwie do czego wiesz, że tworzysz swoją tożsamość. bycie anty konieczności odnoszenia się do wszystkiego (co wkurza n., a co jest efektem odnoszenia się do wszystkiego przez m.), potrzeby marginesu samotności i prywatności, której m. nie uznaje i nie rozumie, łapania się na niekonsekwencji i zwracania sobie na nią uwagi, za czym m. nie szaleje, dławienia w sobie złości i wkurzenia, które m. lubi z siebie wyrzucać i nie krępuje się tego robić, ignorowania problemów cielesnych, które m. lubi rozgrzebywać (i pewnie słusznie, gdyby nie prowadziło to do ich ignorowania przez j.)... te momenty, kiedy widzisz się w kategoriach chodzącej antytezy sprawiają, że masz ochotę się spłukać z nurtem Wisły. to i wszystko co powyżej, to jest początek litanii przyczyn, które stoją za tym, że jestem podminowana. nie chcę być niemiła. ale o ile w Warszawie mogę większość z tego obrócić w żart to natężenie domowe sprawia, że już niczego nie mogę. i z tej bezsilności zachowuję się idiotycznie, bo zamiast się nie zachowywać to próbuję racjonalnie wyjaśnić te elementy w konkretnych sytuacjach i wpadam w agresję, bo nie jest mi obojętne, że ciągle mnie poucza, ponieważ to sprawia, że nie jestem w stanie zwrócić komuś uwagi na to, że wkurza mnie sposób w jaki coś robi, bo wiem jak bardzo to jest drażniące. pieprzenie o podziwie, szacunku czy akceptacji jest gówno warte w obliczu bycia korygowaną na każdym kroku. i stąd też moja potrzeba aprobaty społecznej, stąd moja wrażliwość na punkcie komentarzy czy opinii i głód otrzymania jakiejkolwiek pochwały. i nie chcę zrzucać odpowiedzialności za moje relacje na ciebie, ale mogłabyś się wykazać przenikliwością na tyle, żeby zrozumieć, że owszem jesteś za nie po części odpowiedzialna. za wszystkie m... i m... i a... i a... i długo by wymieniać i za moje zachowania w pewnym przynajmniej stopniu. i oczywiście mogłabym wymienić sto rzeczy, które ci zawdzięczam, ale nie dzisiaj, bo dzisiaj jestem antytezą i jako antyteza jestem anty. z perspektywy 234 kilometrów będę mogła mówić o nas dobrze.

o tyle spoko, że przynajmniej z kotem się zaczęłam dogadywać.

na wschodzie, jak europejczycy, znów szukałam prawdziwego życia. wydaje się, że mają tam jego okruchy, ale chyba chcieliby je zdmuchnąć ze stołu, aby zastawić go makiem i kfc. po części. po innej części chcieliby te okruchy otoczyć policyjnymi taśmami, zamknąć w ich ramach społeczeństwo i zatrzymać zegary. takie moje wrażenia, pokrótce, ze wschodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz