nie o pisaniu na liczbę znaków, słów, arkuszy, na deadline i nie o pisaniu z cytowań, a nawet nie o pisaniu na bangi, chociaż to też może być pisanie, a nie manufakturzenie.
o tym innym pisaniu. problem numer jeden: niemożność kreacji wielkiej narracji. trochę brak dystansu czasowego, a trochę jednak się naszego świata współczesnego może nie dać zamknąć w "Lalce edycja na 2015" #wyzwanie. Jako rozwiązanie niekoniecznie przekonują mnie koncepcje:
- nużania się w robieniu sobie dobrze językiem, zarówno w wersji ironiczno-groteskowo-momentami-naprawdę-dobrej, ale bez nużania się w głębszym syfie [bez nazwisk] ani w wersji estetyzująco-klasycystycznej-niemalże-oczarowującej.
- wałkowanie tego samego motywu w różnych wydaniach, w różnych realiach, w różnych fabułach.
- robienie z formy sieczki zaskoczeń i zdziwień.
- czynienie autora punktem zainteresowania autora [po to wyżywam się tutaj] bez próby wychodzenia poza siebie [jakkolwiek nieautentyczne by miały być jej wyniki] i używanie pisania do autokreacji. nie mylić z tym momentem, kiedy świat przedstawiony z perspektywy autora jest co prawda na tyle inny, że rozpoznawalny, ale jest on wynikiem jakiegoś tam zamiaru odmalowania świata, a nie odmalowania siebie.
Znakami zapytania jest natomiast:
- robienie ze swojego pisania projektu uchwyceń różnych motywów z zachowaniem jakiejś tam autorskiej spójności.
niepewność wszystkiego co powyżej. miałam się nad sobą zastanowić. czas start. a nie. miałam czytać. pauza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz