czwartek, 20 października 2016

self coaching

no więc poszło, spadło się, pobyło się na dole, a teraz wszystko styka, bo czekam na odpowiedzi na maile, jest super.

uparłam się na uchodźców i właściwie już z tego jestem zadowolona. znów pisanie o czymś, co jest ważne a nie o problemach pierwszego świata, jest super. klepnij mi to, klepnij i daj mi się pogrążyć w stanie wyjątkowym, coby ta codzienna nienormalność widziana była z odpowiedniej perspektywy. i wisi mi problem prawny czy jego brak, problem moralny jest problemem prawnym i to wy macie problem, jeśli tego nie widzicie #agresor

uparłam się, że jestem w stanie niewyjątkowym dzielna, bo co by było gdyby był stan wyjątkowy i w ogóle trzeba się cieszyć, że go nie ma i też trzeba sobie dawać więcej przyjemności, grać w karty i w Heroesy nie tylko w wakacje i się tak nie napinać, bo przecież i tak jest twarda #agresor

także powoli robie sobie rzeczy, pójdę to tu to tam, zapytam o jakiś papier, odbiorę sobie indeks, pieczątkę na legitymacji, umówię się na test, wyślę kilka maili, poczekam na odpowiedzi, grunt to mieć na co czekać, a jesienią 2017 będzie plama w Zittau i myślę sobie, że fajnie by było zobaczyć, why not.

nie ma zgody na autodestrukcję. 

poniedziałek, 10 października 2016

20's.

so it may have happened and I haven't even noticed that I actually lived in 20'. Early 20' of mine in late 20's of Poland. it was not as crazy and free, and I was not as crazy and free (or... was I?), as I have always imagined it would have been, but certainly there's something in it, even tough it's not all in it. 

30's are coming and I just hope to see sooner the point in which one has to decide 'which side are you on, boy'. choices one makes starts with each demonstration, don't they. it's not even so polish, it more worldish (not even to mention that it's, as usually, so euro-centric, that one can't even. to paraphrase one could say: just open the fucking borders).  

one feels like telling everybody and one feels like not saying anything. one feels like the figure of father had always been a problem, even before it was noticed. 

one feels like there is no compassion left, there's only lack of understanding how people can live in such uncertainty. whatever one thinks of one's behavior, as cruel and as irresponsible as it was, at least it took one something round 24 hours to sort things out. with all the differences considered: seriously, four years is not enough?

ok, shut up, shut up and translate the fucking article, do one's things.

i wish myself more fight club life when it comes to the amount of personal belongings. i wish myself more courage. happy autumn depression (as funny and as sociable as one can be one wishes to give up on, on and on.

there are only small things, let's imagine that there are only small things. like chewing gum. like "sąd nie jest warszawiakiem". let's stay there and make oneself own twenties again. 

niedziela, 25 września 2016

it's fine.

być sobie jednym, znowu powoli udaje się być sobie jednym. 

kolejny poniedziałek jako zapowiedź ogarnięcia naukowego - może to właśnie ten. jak na razie przepisywania, rozpisywania, jakby to miało dokędyś prowadzić, a przecież aż zbyt dobrze jasnym jest, że nie. zatem odrobina jeszcze tej guilty pleasure i hop, chcę być z powrotem robotem. 

z niemiło - w miło. H. ma zawsze rację, że warto rozmawiać. ja nadal mam często obawę, że lepiej to jednak nic nie mówić. w tej małej perspektywie, tej jednostkowej i codziennej, coraz dłuższa droga w coraz krótszym czasie, sama się dziwię tej inżynierii nastrojowej i emocjonalnej. dziś serio robi się jakoś: skup się. skup się i rób rzeczy, i przestań się sama podtapiać, bo serio jest wystarczająco dużo innych elementów świata, które mogą to robić. 

bojowy youtube niech się szykuje. zmarnowałam wrzesień na smuteczki i humorki, ale październik będzie mój. będzie moim objęciem zimna w całej jego okazałości, wpuszczeniem go, jak kiedyś, na klatę, podczas jazdy rowerem i hulaj dusza, piekło i tak zawsze będzie kobiet. 

wtorek, 20 września 2016

bądźmy profesjonalni

i skoro już nie możemy być konstruktywni, bądźmy przynajmniej w mode: damage control. bądźmy dorośli, więc skoro już jakoś niespokojnie, to chociaż pilnujmy trzymania się standardów wyznaczonych w stosunku do innych dorosłych. bądźmy dorośli i uczmy się panować nad sobą, lepiej, bardziej drobiazgowo obserwować się i nie poddawać się zachciankom i nastrojom tylko sprowadzać się do mechanizmów. emocje jako algorytm i jesień jako katalizator zamętu. 


sobota, 13 sierpnia 2016

nie chcę już mieć domu.

pierwszy raz nie jaram się byciem w warszawie. pierwszy raz chcę wrócić do miejsca, z którego wróciłam. moje wygodne siedzenie w kuchni, mój piękny macbook, youtube, polskie papiery, priviliged european. 

nie mogę sobie znaleźć miejsca. napisałabym maila, ale zaczynam i czuję, że wcale nie, że wolałabym po prostu dostać maila. zadzwoniłabym do kogoś, ale w sumie nie mam nikogo, do kogo bym zadzwoniła. a kiedy zadzwonie, żałuję, że zadzwoniłam. nie jestem tu potrzebna, nie bardzo. my i nasze europejskie problemy pierwszego świata. marność naszych praw człowieka dla waspów. obrzydliwość naszych podwójnych kryteriów. specjaliści od robienia rozpierdolu. 

obrzydliwość pustej, komfortowej codzienności, w której muszę w końcu wymyślić jak stać się niezależna i dorosła. albo chociaż niezależna. 


poniedziałek, 4 lipca 2016

tradycyjnie dziwnie.

po pierwsze rodzaj nieprzyjemnego strachu przed dorosłością się potęguje. sama się potęguję, a może raczej pierwiastkuję, bo dominuje poczucie małości. strach przed domem, strach przed brakiem domu, strach przed koniecznością pracy i ogromna obawa pracy niechcianej: póki co nic nie paraliżującego, ale jednak trzeba się od tego nieco odłączać, zamiast embrace it, więc niepokojący sygnał. 

po drugie pewnie po części z tego, po części z odwrotu od dystansu, bardziej Cię potrzebuję co może Cię przestraszać, a zarazem tego nie chcę odłączać. 

po trzecie wraca problem niezdolności do spędzania czasu wolnego i tym razem nie zamierzam się poddać i spłynąć. póki co jest jakiś plan do września włącznie, więc to może pomóc. no i niemiecki. no i wziąć się w obroty, heh. nie bać się, nie bać się, nie bać się mazur tchórzu. 

czwartek, 16 czerwca 2016

paroles paroles

notka terapeutyczna na raz na dwa i trzy
na spokojnie
na raz na dwa i trzy
skupienie na spokojnie
na raz na dwa i trzy
przebodźcowanie
na raz na dwa i trzy
wszystko jest ok
na raz na dwa i trzy
i jeszcze raz dwa i trzy

już ok, już mogę się uczyć. 

czwartek, 9 czerwca 2016

w końcu.

zanim zacznę się w końcu uczyć (albo pójdę spać, bo ile można):

po pierwsze największą radością jest to, że możecie być ze mnie dumni (jeśli się wszystko nie okaże ściemą). legitymizacja potrzebna jest do tego, żeby móc wam wysłać maila: patrzcie, jesteście ze mnie zadowoleni? bądźcie ze mnie zadowoleni.

po drugie najbardziej naprawdę zabolała mnie perspektywa niewiedzenia co u ciebie. konieczność obrzydzenia sobie ciebie i nieinteresowania się tym co tam. nieprzeczytanie ryszarda. i przewartościowanie miejsc, w których bywamy, rzeczy, które widziałyśmy. bo tak bardzo mi pasujesz (nawet wtedy, gdy plujesz, lalala). i nagłego skreślenia. hop, nie ma. bywa. było. nie ma. jest. może będzie (kryptocytat). 

po trzecie hardcore zeit zacząć czas start. 

poniedziałek, 23 maja 2016

reklama w metrze

groteski się cisną w gębie
gra rodzinna
w pytania
mała historia.
bo o co pytać trzeba wiedzieć

runda pierwsza
dziadku, zabijałeś żydów?
babciu, jak było na robotach w niemczech?

runda druga, prl.
mamo, za co cię spałowali?
tato, dlaczego nie byłeś w solidarności?

druga trzecia:
jaki był twój pierwszy telefon komórkowy?
i czy pamiętasz jeszcze internet na impulsy.

mała historia.
a cieszy.

czwartek, 12 maja 2016

5/10. 6/10. 7/10.

that escalated quickly.

you, for making me feel guilty that I need your money.
you, for making me feel guilty that I needed your attention. past tense on purpose.
you, for making me feel guilty that I don't pay enough attention to you. present tense on purpose.

you, for telling me that I could learn everything by myself.
you, for taking me to party I shouldn't have seen.
you, for not going back from this party.
you, for the stories I had to overhear about you.
you, for telling the stories I had to overhear.
you, for not pretending, that everything's fine.
you, for my nightmares.
you, for threatening to leave.
you, for not letting him go.
you, for yelling.

you, for taking me to my camp being hangover and with no money on you.
you, for sharing with me doubts about apartments.
you, for making me aware of the facts I shouldn't then have given fuck about.

you, for smashing the blue bowl.
you, for smashing the green bird.
you, for smashing the big pan.
you, for scattering rice on kitchen's floor.
you, for smashing her. twice.



you, for trying to protect me from world not being able to protect me from yourself.
you, for not pretending that you don't have to vomit.
you, for your annoying tone.
and you're stupid ideas.
and being stubborn.
like fucking hell.

you, for not being able to listen.
you, for not being able to express yourself.

you, for all the times you were gone and I was with her, crying, home.
you, for making me remind myself all this.
you, for assuming I could have handled it.
and for assuming I can handle it.

you, for being blind to the fact, that you choose the expectations that you're comfortable with.
you, for making me feel ashamed.


sacre papa.
sacre mama.

you will not be the ones who write this drama.
but first I will do everything that has to be done and you will not interfere.
for sure.

niedziela, 8 maja 2016

no time again.

i zaczyna się czas wyimaginowanej kreatywności, która się nigdy nie spełnia, bo nie ma na nią czasu.

chcę mieć głowę pełną innych rzeczy, niż te które w nią wpycham. w imię konsekwencji, bo jest duże prawdopodobieństwo, że nie umrę jutro.

i wszystkie konkursy, których nie wygram. pfi, ten moment, kiedy myślisz, że nie chodzi o wygrywanie tylko o samo startowanie. dobór tego w co grasz. 

nienawidzę gier.

niedziela, 24 kwietnia 2016

totalny reset.

mimo braku zmian w stanie faktycznym ogólnego przygniecenia obowiązkami zmieniło się chociaż na chwilę nastawienie. na spokojnie. bez nerwów. może to balety, może to balet, może to Ty, a może to po prostu reakcja organizmu, nieważne, jest spokojniej. 

bardzo piękne ludzkie fale, niosące na grzbietach grzbiety rozbitków. bardzo piękne dźwięki metalicznego drżenia i bębnienia. bardzo piękne wygięcia, wyciągnięcia, zawirowania, synchronizacje, uniesienia, podniesienia, przełożenia. a po tym wszystkim wrócić, wygiąć się, przyłożyć się, wtulić się i nadal jest spokojnie. 

bardzo to było potrzebne i bardzo wszystko dobrze wyszło. wracać do siebie z dawna raz na jakiś czas, ale wracać sobą nową, żeby potem bez frasunku móc wszystko, wszystko opowiedzieć. 

sobota, 9 kwietnia 2016

i inni.

i ktoś mówi o cieple, którego nie może ukierunkować. 

i ktoś mówi o tym, że inny ktoś może być tak zimny, jak nikt inny.

i ktoś mówi o tym, że miał na coś nadzieję.

i ktoś się boi starości.

i ktoś inny jeszcze miał fatalny tydzień. tak jak inni.

a we mnie jak w fiolkę te wszystkie zmartwienia. jakbym wszystko mogła zrozumieć i odczuć z nimi nasze wspólne trwogi. 

piątek, 8 kwietnia 2016

taką siebie.

kochającą agape lubię. 

ta cienka granica między puszczalstwem, które kit, a bezinteresownym zainteresowaniem i aprobatą dla człowieka, która hit. przy czym nie oszukujmy się, o tyle ono niedoskonałe, że zawsze łatwiej do kobiet. 

przy czym nie oszukujmy się, nie ma to nic wspólnego z puszczalstwem. ten moment kiedy słucham poprzi i myślę o tym, jaką jest mądrą osobą i zapewne jest dobrą osobą, jest wrażliwą osobą. jeżyk jest mądrym człowiekiem i ma dobre spojrzenie. antropolożki są po prostu dobre i nie trzeba tego tłumaczyć, bo wystarczy na nie spojrzeć. 

ta cienka granica między uznawaniem owego agape za bezcenny skarb, który, jako dziecięcą niewinność, ufność i [nie pakujcie mi tu Freuda], a za przekleństwo. ale czasem wiem, że ile razy dostanę za to podejście w dupę, tyle razy stanę się lepszym, silniejszym człowiekiem.

więcej miłości. 




czwartek, 31 marca 2016

water-boarding

kropla drąży mózg
kropka na czole
ryje mi banie

trwoga: nic się nie zmienia
oprócz bycia w kanale,
zapędzonym w róg oka

na siłę do przodu
mam siłę do przodu
uwadniam sobie że
mogę być na czysto

--

kontakt z ciałem mam średni, poza oczami, tak coraz lepiej idzie mu sygnalizowanie, że coś nie styka tymi niechcianymi płakaniami.

--

mniej trwogi.
wszystko, tylko niech to będzie wyzwanie.
mniej trwogi.





środa, 24 lutego 2016

radości.

problem z brakiem celebracji. wieloaspektowe symptomy nieobchodzenia. w znaczeniu nie obchodzi mnie (kto? co?) a nie nie obchodzenia problemów, które się pojawiają po drodze, chociaż ich również nie obchodzę i to, że mnie to nie obchodzi jest częścią problemu. 

of course ma to swoją zaletę, bo porażki mniej bolą (czy aby na pewno) kiedy się nie obchodzi sukcesów, czy czegoś co mogłoby być postrzegane jako sukces, ale to masowe odbieranie znaczenia wszystkiemu co się nie wiąże z relacjami międzyludzkimi (a przecież niekiedy i temu) przy jednoczesnym poświęcaniu czasu (w zamian za czas, który...?) coś mi odbiera. 

wszystko poszło pod gilotynę znaczenia. od czasu do czasu jakiś randomowy wytwór wzbudzi we mnie nutkę emocji, którą prędzej czy później trzeba zdyskredytować jako niepotrzebne uniesienie. hej, pisanie pracy o Barbarze Skardze chociażby przez jakiś czas (minęło). praca o Kane. i od tamtej pory chyba nic z tej kategorii. 

i to chyba nie do końca tak, że dlatego, że mnie gdzieś tam ktoś tam kiedyś za coś źle ocenił, a miałam do tego czegoś stosunek emocjonalny. to chyba trochę jest tak, że nie chcę rozmawiać o tych rzeczach jako o moich doświadczeniach (przy czym mogę jako o moich obserwacjach).

zapewne to wszystko sprowadza się do zdania, że po prostu chciałabym móc powiedzieć, że zrobiłam X i jestem z siebie dumna w związku ze zrobieniem tego oto X. żeby to poczucie mieć w sobie. żeby nie sprawdzać kto co o tym sądzi, tylko żeby wiedzieć, że to jest dobre.

żeby mnie coś obeszło. 

niedziela, 14 lutego 2016

lustra.

najprościej odwracać. lęk przed pychą i wzniosłością zastąpić niedowartościowaniem i niewyszukanie prostym a może naprawdę wulgarnym językiem. 

postronki zamiast nerwów, postronni mogą zauważyć, nie rozumiem dlaczego, bo wszystko jest do zrobienia. 

i to silne przekonanie, że to tylko kwestia spotkania z Mistrzem. Tak bardzo skonstruowane. Dlatego na wytrzymałość. Ciśnij mazur. 

czwartek, 28 stycznia 2016

w górę od 0.

#biologiczność

dajcie mi więcej niż 0 stopni, najlepiej na tyle, żebym mogła iść na przerwę bez kurtki.
dajcie mi spokój od szkoły.
dajcie mi cudem odnalezione słuchawki i mój eklektyczny zbiór złotych nutek.
dajcie mi siedzieć nad [jednak] moimi tematami.

a dam wam jednego spokojnie-wychillowanego-człowieka-z-przyjaznym-wobec-świata-nastawieniem-człowieka więcej.

akapit po akapicie, nie w bólach, raczej w momentach zamyślenia z wpatrzeniem w szaro-zielonkawe niebo, które już niedługo będzie wściekle niebieskie [ja wiem to], książki same się znajdują, pomysły same kiełkują, nawet nie przeszkadza mi to, że dziś tylko na chwilę, poczucie poruszenia, jest super, praca jest dobra.

[aż mam ochotę napisać maila do Waśkiewicza: Panie, ja magisterkę piszę, daj mnie pan spokój od jakiś karnych prac, nie ma mnie za co karać, ja pracujem, na boga!]

wtorek, 26 stycznia 2016

więcej siebie.

po pierwsze nie włączyć do wieczora fejsbuka i telefon mieć trochę dalej niż w kieszeni.

po drugie nie myśleć w abstrakcyjnych kategoriach i nie zastanawiać się nad tym czy przyjedziesz, czy nie przyjedziesz i co oznacza każda z tych możliwości. nie myśleć o trust issues, w ogóle po prostu nie dotykać tych kwestii we wszelkich kontekstach.

kompleks "żeby mieć każdego dnia coś interesującego do powiedzenia". kompleks "za mało myślę o ogólnych tendencjach, za dużo o tym co w mojej głowie, za mało uniwersalnie". kompleksów na pęczki. 

let's do things just for doing them. let's do things for myself. let's do something finally. task by task. zadaniowo. być z powrotem robotem, nie chcieć ciągle rozmawiać, albo chociaż znaleźć między tymi stanami jakieś półśrodki.

[edit] zimą trzeba mieć dom. kiedy jest cieplej łatwiej jest być elastycznym. ale zimą trzeba mieć miejsce, które trzyma potrzebne rzeczy i sprawia, że nie jest się ciągle obładowanym nie dość, że czterema warstwami michelen'a, to jeszcze worami nomady. stąd właśnie ta stałość przebywania zimą taka potrzebna i niechęć do dymania w tę i z powrotem jeszcze większa.

oprócz tego kwestia zuhause. tego budowania wspólnoty mieszkania. wraca wątek rozmawiania. dom jest tam, gdzie możesz wrócić i powiedzieć jak ci minął dzień naprawdę. tutaj niekoniecznie taki dom. tutaj pracownia, mogę posiedzieć i porobić rzeczy [dziś naprawdę idzie mi wyśmienicie], ale gemutlichkeit i zuhause - not really. możemy porozmawiać o polityce, o prasie, o kkhp i UZ, o tym czego się trzeba uczyć i kto ma jakie zajęcia, ale nie powiem im naprawdę jak mi minął dzień.

oprócz tego levinas we mnie rezonuje w tym marnym postrzeganiu go przez bycie opowiedzianym. taki wszelkokontekstowy. aż szkoda, że nie chce mi się [zima] wracać na kampus do szkoły porozmawiać o nim bardziej. [/edit]

czwartek, 21 stycznia 2016

na chłodno.

wzrost wysokości kroków nad poziomem morza, o może cal, przy czym jakby nie patrzeć chodzenie po wodzie, spowalnia, chociaż chęć bycia już na podłogach i posadzkach przyśpiesza przebieranie nogami - to nie działa. męczy niemożność posiedzenia na słońcu, tego momentu styku z glebą, którego nie chcesz przerywać pospiesznym wstaniem, tak jak by to miało miejsce, gdyby teraz gleba została zaliczona. 

skup się mimo zimy. teraz to już naprawdę (przed) przed przedostatnia sesja. 

[edit] a co by było gdyby nie było partii politycznych przy jednoczesnym zachowaniu instytucji istniejących w obecnej formie? gdyby partie były zakazane, sojusze tworzone przez indywidualnie wybieranych parlamentarzystów ad hoc, w konkretnych sprawach. bliżej, w jakiś sposób, demokracji bezpośreniej, przy jednoczesnym zachowaniu reprezentacji. im dłużej od 4 minut o tym myślę, tym bardziej nie wiem jakie są zalety systemu, w którym występują partie. za dużo uproszczeń, za dużo rezygnacji z samodzielnego myślenia, za dużo protekcji i wchodzenia przez szyld. nie wiem. focus mazur, a nie gdybasz. [/edit]

sobota, 16 stycznia 2016

lektóry.

jako to, czego lektura jest błędem. czyli jak bardzo popełniam błąd studiując to co studiuję i udając, że nadaję się do pisania o tym, o czym mam pisać. 

__

lektóry również jako piękno długich, rozbudowanych zdań, które jakoś mnie, pardon my language, wkurwiają. czas lakoniczności. fraz tak skrótowych, tak otwartych na dopisywanie, jakby wszystko było rozbijane na kartce niczym dramaty pani Kane. [Kamil, swoją drogą, mógłbyś mi ją oddać] jednocześnie są w jakiś sposób przyjemne, co mnie tym bardziej, you know what I mean.

__

I ten Kundera, od którego czuć Kafkę, te niemożliwe do zamknięcia w słowach wspólne mianowniki, których nawet nie próbuję już chasing, chociaż bardzo chętnie zobaczyłabym je zamknięte w jednym zdaniu. Jak wszystko. Wygadywanie się niech prowadzi do jednozdaniowych syntez. 

__

martwię się trochę, że trudniej niż kiedykolwiek przychodzi mi nie stawianie pytań o sens działań użytecznych. bo to już naprawdę czas na to, żeby przestać czytać Audena, a zacząć KC. Kodeks cywilny. Żeby nie było. 

wtorek, 12 stycznia 2016

moment.

tudzież, nawiązując do czasów, których już niemal nie pamiętam: taka sytuacja.

Znów nie mam kawy, ani psa, w pokoju mrok, za oknem mgła. Ty sobie poszłaś - jestem sam, i licho wie kiedy wrócisz, a mnie już się nie chce spać... Więc idź gdzie chcesz - do diabła idź. Mój humor podły to moja jest rzecz - czasem muszę być zły na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje milczenie. Bo z takiej złości - nie wiem jak - wynika akord, czasem dwa, i wtedy przyjaciela mam, co w czarno-białym smokingu na trzy-czwarte dzieli tę złość i z nim pogadać mogę, aż ty cicho wejdziesz, powiesisz gdzieś płaszcz i lekarstwo mi dasz na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje...

wcale tak teraz nie mam, ale jakoś włączyło się samo, nic się samo nie robi i tak ten kind of guilty pleasure Turnau mi się wpasował. 

po wczoraj mi się uprzytomniło jak bardzo niekiedy potrzebuję pogwiazdorzyć witzem w grupie, och i ach, jak mi to czasem pięknie wychodzi, kiedy czuję, że robię im w głowach humor, przecież to nieszkodliwe, tak zagrać od czasu do czasu błazna wyśmienitego, nie muszą wiedzieć, że to wszystko zgorzknieniem i realizmem podszyte. 

zbawienie wnika przez słuchawki, nie potrzeba mi wiele, nutki złote spadają na ryja i proszę was, od razu mi się chce tańczyć po świecie. 

i kiedy rozpisuję spis treści magisterki, której jeszcze nie ma, czuję, że mogę to zrobić do końca marca. i mogę to wszystko zrobić, nie wiem ile razu po drodze płacząc z bezsilności, ale to mogę zrobić. tylko tak bardzo chcę więcej i wyżej, i inaczej. 

i dlatego teraz zostają tylko nutki, a ja sobie wyciągnę Bildeberachtungen i zrobię sobie czas na nieproduktywne obcowanie z nieużytecznością. gdybym miała hashtagować, to hashtag dojrzałość. 

piątek, 8 stycznia 2016

0. 1.

kiedy mi się zdaje, że już nie może być lepiej to nagle jakoś to tak mocno poczuję, że aż kłuje i jest jeszcze bardziej plus dobrze. rozmowy, hashtag rozmowy, piękno. 

tylko żeby bardziej w tym pożyć. frustruje niemobilność nieco. i robienie tych małych rzeczy, które ani to przyjemne, ani to pożyteczne. 

i strategia godzenia się ze strachem przed zmianą. niech on sobie będzie, ale niech będzie z tyłu głowy i na wszelki wypadek. 

i szacunek, i zachwyt, i zaskoczenia, małe i duże, i dobro, i uczciwość, i to brzmi zbyt iddylicznie, ale jednak, hej. 

tylko bardziej pożyć.