tradycyjnie, dopóki jestem zamotana w rzeczach do zrobienia: wszystko styka. mas o menos, chyba, że nie odpisuje, wtedy nie styka, ale potem odpisze i wszystko jest ok, ale to jest zawsze ten margines błędu codzienności. coś w stylu: wzięłam w ręce moje szczęście i wrzuciłam ci je do kieszeni, żebyś zawsze, wyjmując chusteczkę, miała mały wyrzut sumienia, że mi go nie oddałaś.
trafia się tak raz na jakiś czas, fala entuzjazmu i trochę nie powinno tak być, a trochę nikomu to nie szkodzi, więc może i dobrze, że tak. coś w stylu: ja wiem, że ty wiesz, że mam tak, i wiesz, że wiem, że tak masz, więc właściwie możemy o tym nie rozmawiać, bo wszystko ustalone.
btw. czy ja próbuję ludziom imponować, czy to jest jednak tylko to co zawsze, że nie zadają pytań, a chciałabym, żeby zadawali? i w końcu, im starszam, tym częściej buchnę anegdotą, żeby wiedzieli. bo w sumie, to dlaczego mieliby pytać? skąd ja wiem rzeczy o ludziach? nie no, chyba jednak pytam. or do I? może mówią sami. trochę mówią, trochę pytam? w sumie, co to zmienia. chciałabym zadać pytanie "ale w sumie co ty o mnie myślisz i właściwie to dlaczego rozmawiamy" tym nielicznym na palcach jednej ręki zmieszczonym, na których pytaniach mi zależy, a którzy tak niewiele sami z siebie o tym powiedzą i człowiek musi nadinterpretować te rzucone w stronę obcych przy nielicznych okazjach zdania.
are we friends, or is it like 20-years-long plan? am i your friend? who i am for you? why we never talk about that one? why you so rarely ask about anything? how could you know? do you know, or do you just don't care? somehow i know you care, so why you don't ask? maybe in fact i don't want you to know too much. maybe it should be like that. maybe you know, that i am not my best version of myself while you're around. maybe that's why i would like you to see me when I am the best version of myself, with people about who i don't care that much.
trafia się tak raz na jakiś czas, fala zwątpienia i trochę nie powinno tak być, a trochę daje się to jednak przeżyć, więc może i dobrze, że tak, bo się potem bardziej docenia, kiedy fala entuzjazmu. coś w stylu: gdybym tylko naprawdę coś napisała, gdybym tylko naprawdę napisała coś do końca, co by się przyjęło u mnie. pewnie nie zmieniłoby to niczego, ale jednak jest jakaś taka pokusa i jakiś taki sobą zawód, że nie jestem taka i nie jestem dobra, i nie będzie ze mnie sarah kane czy ali smith. schade.
chciałabym się lepiej poznać. a może wcale nie. może po prostu chciałabym więcej czasu. bo dobrze się czuję w takim towarzystwie i w sumie może tylko o to mi chodzi, żeby się po prostu czuć dobrze. daruj sobie przypisywanie ludziom magii. jest homo sapiens i jako takie jesteś biologiczne.