na temat Serbii jest fakt, że przede wszystkim ten hype bycia wolontariuszem służy mi.
fizycznie od czasu caldo no 1 nie czułam się tak dobrze, porządnie zmęczona, porządnie przypakowana i porządnie obojętna na jakiekolwiek mniejsze i większe bóle.
psychicznie nie mam rozkmin autorefleksyjnych. no i brawo. a jeśli mam, to malutkie i nieszkodliwe, i nic mnie nie bothers.
a potem wracam i wszystko mnie bodzie, drażni i się muszę napinać, chociaż przynajmniej trochę wstałam dzielniej, paradoksalnie. być sobą wolontariuszową w sobie pracowej, też mi wyzwanie.
choć to wszystko kwestia sensownego ruchu. prawie wszystko. dużo staminy i serotoniny z pracy mięśni, niewiele satysfakcji i obniżenie staminy z pracy głowy.
i martwię się o to wszystko. martwię się o mojego podkurwa, żeby nie przegiąć i się przypadkiem nie zdenerwować w końcu, bo czasem czuję, żem coraz tego bliżej. a tego nikt, ja też, bym nie chciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz