no właśnie, to o czym. z wiekiem, którego granica sensowności z każdym kolejnym odkryciem siebie sprzed paru lat przesuwa się nieco dalej, coraz mniej mam przekonań o sobie i chyba coraz mniej twardych poglądów, których gotowabym była bronić, mimo pozornej lewackiej radykalizacji demonstrującej się niekiedy na ulicy. chyba te poglądy przestają być tak bardzo polityczne jak onegdaj, a są jednak etyczne tudzież moralne, who knows the difference.
swoją drogą zabawne to czasu, kiedy jednak przegrana laburzystów wywołuje taki entuzjazm, jakby co najmniej na 50 głosów i bezwzględną większość zrobili torysów.
mam ambicję jutro skończyć studia, jeśli nie zaśpię, a jeśli sie nie obronić, to już przynajmniej z nimi zerwać i zacząć robić inne rzeczy. jeśli się obronić to tkwić w chomiczym kołowrotku specyficznego światka akademii, bo po co mi opuszczać własny relatywny komfort, skoro ludzie są niereformowalni. warto inwestować energię w dzieci, wszystkim innnym pomóc może tylko doświadczenie graniczne. niepogadamy, nie dogadamy się, jeśli powiesz coś co mi nie leży, to już się po prostu nie odezwę i tyle, nie warto, nie warto, nie warto rozmawiać jeśli nie mamy na podstawowym poziomie porozumienia dotyczącego wolności, równości i siostrzeństwa. it's not politics. it's equity.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz