niedziela, 26 lipca 2015

i do it everyday, i do it everyday...

we don't have much of a life here. #nolife in fact. one day off in three weeks. maybe in four weeks (probably in four weeks). working for the evening shift (scheisse, getting money instead of giving the money back). fuck, man, i miss warsaw so badly. i miss life. i miss choices - go out, or i don't feel like. here? there's nowhere to go out. being tired is state of mind, being tired is not os much about the body now, unfuckfortunatelly, it's about head and dreams, and not being able to switch off when it's comes to 8 hours long repetitive conversation, man, i hate this job, let me please work with vegetables again.

i thought i'd be better this year in handling this shiet. noimnot. circumstances don't let me, fuck this, no excuses, and of course i am a lil better, still i am able to read (even tough not to study), but at least i put some new words into my head. 

counting days, counting hours, same stuff every year. warsaw, brałabym.

czwartek, 16 lipca 2015

nie rób scenek.

- Well, Stiig, you know, usually I don't have dreams. But now, two days in raw, I dreamt about the reception. You know, two nights nightmares...

- Well, I know, we all have them.

Czas leci jak szalony, the hours and the hours after the hours, jak szalone, jest ich zbyt mało, żeby myśleć nad tym co się dzieje. Jestem zmęczona, już. Chyba jestem po prostu słabsza niż kiedyś, albo mniej zdeterminowana niż kiedyś. Przyjechałam zmęczona i stan zmęczenia tylko się pogłębia. 

Intensywnie myślę jedynie o tym czy moje wymarzone wakacje to wrzesień w Warszawie (oj chyba tak), czy może wrzesień w Albanii, czy może wrzesień w Amsterdamie, czy może... Sama nie wiem gdzie. Warszawa brzmi tak dobrze. Chciałabym po prostu popisać spokojnie. Tyle. 

poniedziałek, 6 lipca 2015

nadmiar notek w stosunku do fabuły, czyli kiedy noc jasna, budzą się demony.

myśl w miarę spójna: zjada mnie prekarność. zjada mnie to, że ktoś mnie po 5 godzinach pracy odsyła na chatę. że dostaję grafik, który po 1,5 godziny okazuje się nieaktualny. że na tyle dobrze sobie radziłam tam, gdzie ogólnie jest moje miejsce, czyli w pracy na czas, żeby mnie przerzucić do pracy nie dość, że z hajsem, to z ludźmi, zapośredniczonej przez komputer, czyli tej, do której się nie nadaję. zjada mnie to, że wiem, że chociaż mogłabym tu zrobić dużo produktywnej masówki to mogę zamiast tego w każdej chwili zdawać kubraki i szukać innych niepewności. 

myśl tyle o ile spójna: zawisłam dzisiaj (na tyle dużo się dzieje, że mogę nie w miesiącach, mogę w dniach, dużo głosów w mojej głowie) w poczuciu: mamo, tato, nie dość, że nie przygotowaliście mnie na taki świat, to nawet na siebie mnie nie przygotowaliście. 

myśl rozszarpana czasem: rok temu o tej porze łotysze bali się, że putin zje ich kraj. w tym roku boimy się imigrantów z afryki (tudzież uchodźców), bo tego przed czym uciekają u nas, czyli tam gdzie mnie nie ma, nikt się nie boi. 

myśl luźna: dobrze, że przynajmniej nie jesteśmy w domku z drugiego roku wojennego. 

myśl na poważnie: dobieram słowa tak pokrętnie, aby tłumaczenia marki g. nie wyłapały nawet ogólnego zarysu sensu tych wypowiedzi. czy to aby na pewno myśl na poważnie. realia są dla ludzi bez wyobraźni, liczą się dobrze złożone słowa, które można wypowiedzieć na głos a nie to, z którego roku była chatka, czy wisiały na jej ścianach pęki świec i czy w ogródku była opuszczona szklarnia. coroczne zanurzenie w polszczyźnie z głową nad powierzchnią, paplającą coś w denglishu. koniec psot. 

jaram się jak wokulski izabelą.

tak bardzo nikt nie ma szans trafić na tego linka, że tak bardzo mogę sobie niemalże swobodnie pofolgować pisząc o tym, że:

1) 70% po (~40% x 2), a i bez, tak bardzo konsternuje. te momenty, kiedy ktoś robi dokładnie to, co ty byś zrobił/zrobiła, więc zakładasz, że skoro postępowanie jego/jej oparte jest na schemacie, na którym opierałoby się w danej sytuacji twoje, to możliwe, a nawet wielce prawdopodobne, że motywacja jest podobna, najgorzej, że zaczynasz na miarę swoich niedużych możliwości w pewien sposób marzyć (w rozumieniu: snuć alternatywne scenariusze swojego życia). A przecież jest dobrze, stałam się w ramach układu współrzędnych sinusoid przecinających się co raz któryś dość suwerenna, przecież tak właśnie powinna wyglądać dojrzała relacja (brakuje nam kredytu na mieszkanie, wybierania płytek itp., ale może za 10 lat, tym torem, za 10 lat, tą drogą, może jej następnym przystankiem są kafelki, kto wie?). na pewno nie takie myśli na myśli pojawiać się powinny w kontekście potencjalnej realizacji imperatywu swojego życia odmiany, o nie. 

2) rozbita jestem również tym, że wyszło z szydło z worka po (~40% x 2) i nie pamiętam jak to się stało i nie mam pojęcia dlaczego opowiedziałam smutną historię (która przecież nie jest nawet moją historią, a przynajmniej nie całkowicie), co mnie również tak bardzo konsternuje. przykro mi, że nie ułożyło się tak, aby był tam K., bo tak naprawdę moje niewyplute historie wyplute winny być w stronę K., ale zawsze nam to tak bardzo nie wychodzi, ta wymiana syfów, z których wyrastasz. schade. 

na niemiecki już wiem, że będzie za mało czasu, niemniej pociskam nim to tu to tam. ad. punkt pierwszy: uspokoję się trochę i przejdzie konsternacja. dwa miesiące są po to, aby zapominać, a ci, którzy nie zapominają zapychają pamięć innym szitem [good luck]. 

piątek, 3 lipca 2015

opóźniona gratyfikacja, vol. 500od1500

w hulankach znaj umiar. dawaj sobie na wstrzymanie, wówczas totalny reset przyniesie ci ulgę, satysfakcję oraz dostarczy wrażeń i uczuć niezapomnianych. przynajmniej przez jakiś czas. 

hulanka wczorajsza totalnie ląduje w top5 tegorocznych hulanek (wraz z vitaliciem oraz światłem w dwa osiem, brutażem w kulturalnej i sylwestrem w 1500, proste). element zaskoczenia typkami, których znam raczej z fejsa, niż z życia, raczej z buwu niż skądkolwiek indziej, pigwówka taka wypijalna, tańczenie takie naturalne. klawo jak dawno nie było klawo, swobodnie jak dawno nie było swobodnie, dobrze jest startować od punktu: z założenia wszyscy się lubimy, z założenia jest cokolwiek, co nas łączy, więc dowiedzmy się jak mamy na imię i tańczmy razem (piasek parzy!) do doorsów, rem i do czegokolwiek bądź. hulaj dusza, piekła nie ma, a nawet jeśli jest, to jesteśmy na nie nieźle przygotowani. 

trochę jak dyskoteka w gimnazjum. a najlepsze jest to, że właśnie od czasów dyskotek z Tuchą w gimnazjum nie tańczyło mi się z nikim tak luźno jak wczoraj właściwie ze wszystkimi. hm, coś może być w tym, że licznik wskazujący rok, z którego ludzi pochodzących akceptuję jako kumpli od wczoraj nie wyświetla już 94, lecz 95 ( :O ).

ps. byłam gadułą jak dawno nie. chyba ta samotność ostatnich dni w buwie mnie tak rozprężyła. 

środa, 1 lipca 2015

kolonizacja.

zdejmując spodnie pomyślała:

- chyba przejęłam ten pasek. 


czyli nie tylko ona to robi. 

uśmiechnęła się do tej myśli, bo zawartość nieregularnego kubika pokoju, konsekwentnie od paru dni redukowana, nawet nie tyle jeśli chodzi o ilość przedmiotów w nim się mieszczących, co powierzchnię, którą to ich mieszczenie się okupuje, pamiętajmy, że mówimy o tym, że uśmiechnęła się do myśli, bo zawartość pokoju niekoniecznie wskazywałaby na to, że ma rację. obserwator ich życia codziennego mógłby z łatwością zgadnąć czyje rzeczy leżą na obu biurkach, na obu łóżkach, są w szafie, na szafce, w jednej z komódek... mając do dyspozycji mniej więcej równą liczbę mebli, w których mogą swoje rzeczy chować, jedna dość uparcie właśnie w tym celu ich używa, druga zaś chętnie korzysta z ich otwartych przestrzeni i rozbudowuje półki o kolejne piętra stosów ręcznie wydawanych książek. jedna dąży do tego, żeby jej wszystkie przynależności mieściły się w łóżku, w kącie i w walizce. druga, przynajmniej póki co, dąży do możliwości objęcia ich jednym spojrzeniem, bez konieczności wysuwania szuflad.

ale ten pasek. w tym całym pokoju, z tak wyraźnie zarysowaną strefą ścisku i strefą rozprężenia, ten pasek, w szlufkach spodni nie należących do jego prawidłowego właściciela. 

docieranie się. sztuka przejmowania od siebie pewnych nawyków i zachowań. docieranie się. sztuka wzajemności. szukanie wzajemności. tak jak, mimo wszystko, próbują nauczyć się mówić wspólnym językiem, chociaż akurat to średnio im wychodzi, tak jak próbują znaleźć kompromis między brakiem szacunku do sosu pomidorowego a polewaniem ketchupem jajecznicy, tak przejęcie paska jest ruchem w kierunku odwzajemnienia przejęcia biurka. żadna zemsta. socjalizacja wtórna z obrazem dotartego partnerstwa w tle.