środa, 29 kwietnia 2015

same pozytywy.

patrząc na ostatnie 3 tygodnie od strony pozytywów stwierdzić należy, że:

1) dawno a może i nigdy nie czułam się tak bardzo sobą. 100% mazur w mazur, totalna autoidentyfikacja. właśnie tak powinno wyglądać moje zawalone ponad 150% granice normy życie rozrywane między społecznikowstwo, szkołę, teksty, konferencje... tak, to jest pozytywne.

2) nawet biologiczne zmęczenia poszczególnych części ciała, całego organizmu i poczucie bycia na ciągłym kacu, chociaż alkoholu od chyba trzech tygodni w ustach nie miałam, a przede wszystkim stricte biologiczne odnotowania faktów, z którymi się jakoś noszę, są na swój sposób przyjemne. 

3) przede wszystkim zaś kontaktowość wzmożona, przy całej swej ambiwalencji i tym, jak bardzo jest męcząca, jest niesamowicie dla mnie korzystna. ja naprawdę lubię rozmawiać, trudzić się układaniem zdań starannych, ale i konkretnych, niezbyt okrągłych. rozmawianie z MB, z MSW, z RK - ars bene mówiendi, warto, warto rozmawiać. nasze spotkania też mnie pod tym względem wprawiają w poczucie, stonowanego zmęczeniem, zachwytu. tacy wspaniali młodzi ludzie, jakbym odsuwała się na chwilę, patrzyła zza okna, i myślała: tacy wspaniali, wspaniali młodzi ludzie.

4) każda osoba +50 kręcąca się po kampusie wydaje mi się senatorem #aleschiza

5) tylko cierpi na tym sfera domowa, kryptonim przejścia do sfery spraw prywatnych. i będzie tylko gorzej, więc naprawdę musimy wykazać się nadczłowieczą wyrozumiałością w stosunku do wzajemnych zapętleń w sprawy. postuluję sto żółtych kartek.

6) bo gdybym miała spędzić w wymarzony sposób dni wolne, to nie wychodziłabym z fotela w razie deszczu, a w razie słońca poszła pobiegać i na frizbi. 

sobota, 25 kwietnia 2015

obrony.

miałam wczoraj sobie to zapisać, zapomniałam:

obrona polisemiczności słowa badanie. chyba poziom zmęczenia rewolucją wpłynął na uelastycznienie definicji, szczególnie że pojawił się dodatkowy bodziec. siedzenie nad tekstami to też przecież badania. nie wiem jak mogłam w to niewystarczająco wierzyć. przecież tekst, przecież to jest to, przecież no świadectwo, no za tym tekstem przecież człowiek, przecież językowy obraz świata i nie będzie dobrze, dopóki siostra żony kobiety nie będzie mieć swojego słowa. 5 lat za późno zostało w to uwierzone. 

co jak nie przyśpieszone podnoszenie się z raczkowania relacji "mistrz-uczeń" może wpłynąć na człowieka. mazur, tylko się nie oparz, tfu-tfu. 

piątek, 24 kwietnia 2015

podziały.

dużo się dzieje, więc dużo tu piszę. 

ostatnio podziały stały się jeszcze silniej obecne niż zwykle w otaczających mnie chwilach. "płaszczyzna filozoficzna" i "płaszczyzna organizacyjna", "my" i "oni" w przeróżnych konfiguracjach, grupy interesów, nie do końca wiadomo jakich i czyich... hejka, podział leży moim zdaniem gdzie indziej i jest obecny u mnie od dawna, występuje w postaci zintensyfikowanej w najróżniejszych interwałach, anyway opiera się na kryterium "ci, którzy myślą o śmierci" i inni. Ci, którzy myślą o śmierci rozumieją kwestie przypadku, nieprzewidywalności, nieuniknionych zawirowań w perfekcyjnie dopracowanych planach jednostki. inni? nie wiem, nie rozumiem innych. przecież od ponad 13 lat myślę o śmierci, to w jakiś sposób zrozumiałe. 

ponadto wiem, że nie wpia. bardzo dobrze mi się siedzi w tej niesprzyjającej przestrzeni, mogłabym to robić częściej. mogłabym o tym długo opowiadać, ale już naprawdę powinnam zająć kolejną pracą, jakimiś tekstami, o czym, o czym, o emocjach, albo nie wiem, orzeczeniami, których stany faktyczne nie są ważne (tak właśnie prowadzi się do alienacji prawników od życia społecznego, od czynnika ludzkiego i od bardziej realnej warstwy świata niż abstrakcyjne konstrukcje prawniczych wydy... wydumanych rozkmin, wam też chciałabym powiedzieć, że nie tędy droga), albo chociaż rewolucją, a już na pewno ładnych parę linijek temu powinnam była postawić kropkę. 

środa, 22 kwietnia 2015

kapitalistyczny rozpad.

nie widzę dla siebie miejsca. nie widzę dla siebie funkcji. nie wiem co ze sobą zrobić w takich układach i w takim społeczeństwie. nie chcę się spaprać tym całym syfem. nie mam siły na dobre odgrywanie ról społecznych, no po prostu nie dam rady być nikim poza jeżdżącą na rowerze osobą, z którą zawsze można zapalić. 

za dużo dzisiaj złego kapitalizmu na mnie wsiadło. fajnie by było się wypisać z tego wszystkiego.

[edit]

miało być tyle, ale będzie trzy razy więcej. po pierwsze bezskuteczność mnie zniechęca, działanie dla działania mnie nie przekonuje i wiem, że to błąd. po drugie bylejakość mnie wykańcza. ja w tym uczestniczę, wszyscy w tym uczestniczymy, może poza pracownikami Dwójki i Karową, albo przynajmniej moją wizją Dwójki i Karowej. po trzecie brak czasu nas niszczy w rozumieniu brak czasu niszczy każdego z nas oraz brak czasu niszczy nas jako jakąkolwiek wspólnotę. po czwarte beznadzieja, jako brak wiary w to, że może się udać. cokolwiek. którakolwiek z wici puszczonych w świat może coś zmienić. brak wiary i beznadzieja sprawia, że nie umiem zidentyfikować się do końca z tym, że cokolwiek trzeba robić. może trzeba się zająć sobą i więcej czytać, znaleźć pracę, która pozwoli przeżyć na średnim minimum, średnie minimum jest spoko, dobrze jest sobie czasem odmawiać, a czasem sobie pozwolić, to hartuje wolę. więcej spać, mieć czas wolny, więcej czasu dla znajomych, więcej czasu dla N., regularnie sprzątać pokój i jeść co najmniej 3-4 razy w tygodniu ciepły obiad w porze obiadowej. slowlife. może tędy droga.

bezskuteczność. bylejakość. brak czasu. beznadzieja.

slowlife. może jednak. kiedy tylko rewolucja zgaśnie, kiedy skończy się sesja, kiedy wrócę znów z Danii i powiem sobie kolejny raz nigdy więcej, będzie wrzesień i zapomnę, że chciałam mieć slowlife.

chce mi się rzygać, kiedy patrzę na zdanie powyżej. serio, taki mam plan na najbliższe 4 miesiące? i w nich te 2% kiedy się śmieję nierelacyjne?

w sumie najgorsza jest ta bylejakość. naprawdę. chciałabym w końcu zrobić coś dobrze, a nie w pośpiechu. od Skargi chyba nie zrobiłam nic naprawdę dobrze.

o. to nie jest głupi plan. może nie slowlife. ale zacząć robić rzeczy po prostu dobrze. solidną niemiecką robotę.

solidna robota jako strategia oporu wobec kapitalistycznego rozpadu. nie wysituję sobie książki. i w ogóle będzie to trudna strategia, bo jestem z dziecka niecierpliwa, ale tak, tak zrobię. selekcjonować zadania. i robić je dobrze. żebym mogła powiedzieć sobie: ok, może to nie jest bang, a na pewno nie zmienię świata, ale [kurwa] przecież zrobiłam to naprawdę dobrze. 

niedziela, 19 kwietnia 2015

praca zakładkowa.

myślenie zakładkami. niemożność koncentracji na jednym tekście, bo po pierwsze sam w sobie jest intertekstualno-hiperłączony z całym światem (ile kliknięć trzeba, żeby połączyć stronę na wiki o JPII z tekstem o kandyzacjach papieża na kripo?), po drugie jest jednym z wielu otwartych okien, więc myślisz symultanicznie o tych wszystkich innych otwartych, o tym youtubie, fejsie, gmailu i, najgorzej, innych tekstach, które masz do przeczytania i tych, które czekają na otworzenie. komunikat, wydarzenie, jeszcze realne się wbija tylnymi drzwiami, jak to, wydarzenie? teraz? w niedzielę, w niedzielę przecież nigdzie się nie chodzi. 

stąd mniej wydajny komputer prowadzić może do bardziej wydajnej pracy, bo czekasz aż się otworzy dana strona na tyle długo, że może się nie opłacać sprawdzać jednocześnie newsów na gazecie i czytać o sankcjach wobec terrorystów. szczególnie, kiedy youtube na nim nie działa, głośnik nie działa i właściwie to nie masz wcale ochoty oglądać filmiku, który nakręcili bibliotekarze w Stanach, bo wcale cię nie obchodzi i po chwili i tak będzie po prostu grać w tle, podczas gdy obrazki cię ominą. 

i'd rather be a girl whose thought are in the shape of white pages and size A4. how to turn offline if there's such a world online?

sobota, 18 kwietnia 2015

przecież to nie jest tak...

...że nikt nie piszę dobrych książek. ktoś, gdzieś pisze dobre książki. gdzieś teraz dzieją się dobre spektakle. gdzieś odbywają się Ważne Rozmowy. Gdzieś mądrzy ludzie prawią i darzą się wzajemnym szacunkiem. I ktoś się w kogoś wpatruje z uwielbieniem. Gdzieś są prawdziwe emocje, gdzieś są prawdziwe uczucia, ktoś kogoś naprawdę kocha i mówi mu o tym zapewne, a może nawet ze wzajemnością. Ten świat to taka wielka Warszawa, tyle kontrastów, gdzieś musi się to wszystko dziać.

Ale nie dla mnie i nie dziś. Dziś się rozmijam z wielkością, 95% mojego życia to rozmijanie się z wielkością, 3% to dobre wkreny, 2% to prawdziwe chwile zachwytu o jaki dobry teatr, o jaki dobry dramat, o jaka dobra książka, a Ty jak pięknie i mądrze mówisz. siema.

wtorek, 14 kwietnia 2015

#howcoolisthat

pretty cool. 

te zbiegi okoliczności, przypadki, w które nie wierzę, a może jednak wierze, mówisz, masz. hejka. nie hiperbolizując 1żart/5minut, 27 żartominut, moim zdaniem skok z łącznie może, w warunkach 1:1, 10, już tutaj hiperbolizując, żartominut, do tak na oko 27, to, o, no to jest właśnie oswajanie. człowiek. owszem, człowiek. proste. 

mode #małyksiąże: on. mode #peterpan: on. nigdy nie dorosnę. narysuj mi webera.  
także tak. 

[powinnam się zająć pisaniem, znów tego nie robię. może dlatego, że nikt nie czyta tego co piszę. heheszki.]

niedziela, 5 kwietnia 2015

sto małych nieprzyjemności.

problem nr 1 to konieczność podporządkowania się. wywołuje, owszem, agresję, bo nieznośne jest bycie poprawianym na każdym kroku. nieznośne.

problem nr 2 to lęk przed starością. nie swoją, której możliwości zaistnienia nie zakładam, czyjąś. koniecznością opieki, do której wiem, że nie jestem gotowa. 

problem nr 3 to próby angażowania mnie w swoje problemy z jednoczesnym ignorowaniem moich propozycji ich rozwiązania. proste. 

problem nr 4 to same problemy, które z mojej perspektywy mają nieduże znaczenie - i to jest mój problem, że nie umiem nadać większej wagi takim problemom i przez to tracę dużo z zaangażowania w życie.

problem nr 5 to stres, który jest we mnie i przymus robienia czegoś, i niezdolność do czerpania przyjemności z próżnowania, który również jest moim problemem.

problem nr 6 to obcowanie z tym, na przeciwieństwie do czego wiesz, że tworzysz swoją tożsamość. bycie anty konieczności odnoszenia się do wszystkiego (co wkurza n., a co jest efektem odnoszenia się do wszystkiego przez m.), potrzeby marginesu samotności i prywatności, której m. nie uznaje i nie rozumie, łapania się na niekonsekwencji i zwracania sobie na nią uwagi, za czym m. nie szaleje, dławienia w sobie złości i wkurzenia, które m. lubi z siebie wyrzucać i nie krępuje się tego robić, ignorowania problemów cielesnych, które m. lubi rozgrzebywać (i pewnie słusznie, gdyby nie prowadziło to do ich ignorowania przez j.)... te momenty, kiedy widzisz się w kategoriach chodzącej antytezy sprawiają, że masz ochotę się spłukać z nurtem Wisły. to i wszystko co powyżej, to jest początek litanii przyczyn, które stoją za tym, że jestem podminowana. nie chcę być niemiła. ale o ile w Warszawie mogę większość z tego obrócić w żart to natężenie domowe sprawia, że już niczego nie mogę. i z tej bezsilności zachowuję się idiotycznie, bo zamiast się nie zachowywać to próbuję racjonalnie wyjaśnić te elementy w konkretnych sytuacjach i wpadam w agresję, bo nie jest mi obojętne, że ciągle mnie poucza, ponieważ to sprawia, że nie jestem w stanie zwrócić komuś uwagi na to, że wkurza mnie sposób w jaki coś robi, bo wiem jak bardzo to jest drażniące. pieprzenie o podziwie, szacunku czy akceptacji jest gówno warte w obliczu bycia korygowaną na każdym kroku. i stąd też moja potrzeba aprobaty społecznej, stąd moja wrażliwość na punkcie komentarzy czy opinii i głód otrzymania jakiejkolwiek pochwały. i nie chcę zrzucać odpowiedzialności za moje relacje na ciebie, ale mogłabyś się wykazać przenikliwością na tyle, żeby zrozumieć, że owszem jesteś za nie po części odpowiedzialna. za wszystkie m... i m... i a... i a... i długo by wymieniać i za moje zachowania w pewnym przynajmniej stopniu. i oczywiście mogłabym wymienić sto rzeczy, które ci zawdzięczam, ale nie dzisiaj, bo dzisiaj jestem antytezą i jako antyteza jestem anty. z perspektywy 234 kilometrów będę mogła mówić o nas dobrze.

o tyle spoko, że przynajmniej z kotem się zaczęłam dogadywać.

na wschodzie, jak europejczycy, znów szukałam prawdziwego życia. wydaje się, że mają tam jego okruchy, ale chyba chcieliby je zdmuchnąć ze stołu, aby zastawić go makiem i kfc. po części. po innej części chcieliby te okruchy otoczyć policyjnymi taśmami, zamknąć w ich ramach społeczeństwo i zatrzymać zegary. takie moje wrażenia, pokrótce, ze wschodu.