czwartek, 27 czerwca 2013

dlaczego naukę prawa warto zaczynać od historii.

dlaczego w ogóle warto zaczynać od historii. nastrój nietęgi. wpadam na pomysł: przyjrzę się sobie sprzed roku, sprawdzę czy naprawdę to jest tak, że gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę czuć pustkę w pokoju w wyniku braku Kai, że będę brać ze sobą czapkę Katarzyny, że będę prosić Paukę o zaopiekowanie się Kalą, która będzie spać na moim łóżku, wyładowanym moimi rzeczami, że zobaczę w Warszawie nieskończoność, że będę mówić "o, jak dobrze, że teatry mają sezon ogórkowy, nic mnie nie ominie", że będę ściągać przed wyjazdem przedstawienia, że będę myśleć o tym, że totalność zawdzięczam zaufaniu do Katarzyny, że będę pakować minimum, bo jest plan wakacyjny... to bym nie uwierzyła.

czytam więc siebie sprzed roku. i, prawdę powiedziawszy, gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę mogła napisać dokładnie te same zdania, które rok temu - też bym nie uwierzyła. dokładnie rok temu, o tej porze, pijąc w piasko perłę, próbując mieć swoje pięć minut (właściwie myślałam wtedy o trzech, ale wiadomo, czego się dla frazeologizmu nie zrobi). 

tyle jeśli chodzi o słowa, które mogłabym zapisać. w pozostałych dziedzinach życia to do siebie kieruję zdziwione spojrzenie, looking back on this year, parafrazując jedno z tych zdań, które mogłabym przepisać: "you had no idea...". 

tak, nowe historie warto zaczynać od historii.

1 komentarz: