wysiadłam. ruszyłam, bo byłam zbyt zmęczona, żeby czekać. ta satysfakcja z bycia wychowana w jednym z najpiękniejszych miast w Polsce. to miłe uczucie. zobaczyłam nowy most, o którym od kiedy pamiętam jest głośno i o którym zawsze można pogadać z taksówkarzem. minęłam stary most i na ślimaku getyńskim pomyślałam o Kindze. Idąc koło ogródka byłej Wiczy pomysłałam o tym popołudniu z Gosh i Elizą tam, o tej rozmowie na szybko o całym roku, o tym, jak Ola podeszła się pożegnać przed Valencją. Poszłam dalej, przeszłam pod otwartymi oknami Kierysa i pomyślałam o patencie oficerskim z podpisem Piłsudskiego na jego ścianie, o tamtych emocjach, kiedy wchodziłam do niego. Nie pamiętam klatki schodowej, średnio pamiętam mieszkanie, pamiętam, że był ten patent. Idąc obserwowałam stojaki, które się pojawiły i przypięte do nich rowery, myśląc, że niedługo to się z mojego miasta jakieś Louven zrobi. Miasto uniwersyteckie, rowery, dużo ogródków. Minęła mnie mama Ani Flejszar, uśmiechnęłam się, nie poznała. Minęła mnie Martyna, nad której nazwiskiem zastanawiałam się idąc dalej. Tyle wspólnych dni w świetlicy, a ona mnie nie poznała, nie szkodzi, ja nie pamiętam jej nazwiska. Cały czas, kiedy mijali mnie starzy ludzie, bałam się, że to będą moi dziadkowie. Minęłam mamę koleżanki, a może to była kuzynka, Dominiki Kulęgowskiej. Dlaczego ja pamiętam te nazwiska i te twarze, dlaczego ja nie pamiętam tego nazwiska tej Martyny, jak ona się nazywała nie da mi to spokoju no nie! Jak zapominam, dlaczego ja zapominam, weszłam do domu, wyszłam z domu i pomyślałam znów o Kindze, bo przechodziłam przed jej byłym domem, poszłam dalej, na widok dworca PKS pomyślałam o mkf. Napisałam do niej, idąc, maila, nie wiem po co nie odpisze nawet jeśli odpisze to i tak nie napisze co tak naprawdę u niej, przecież ludzie nie piszą takich rzeczy w mailach, a już na pewno nie ona z jej awersją do pisania, nie szkodzi, tak na prawdę nie oczekuję odpowiedzi, chcę, żeby wiedziała, że wyszłam na ludzi, że wychodzę do ludzi, że wychodzę na człowieka, który ogarnia a od września postara się ogarniać lepiej, samodzielniej, odważniej, praktyczniej. Byłam gawędziarzem, opowiedziałam bez kłamstw, tylko z odrobiną przemilczeń, wiele dobrych historii. Bo z perspektywy toruńskiej w Warszawie jest jeszcze lepiej niż jest.
Dlatego tak trudno tu być, kiedy słyszy się własny głos mówiący o tym jak tam dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz