poniedziałek, 10 czerwca 2013

tylko żeby nie było.

dwie rzeczy. jedna to poczucie samotności. może to kwestia totalnej inności tej sesji, które nawet jeśli się nie odbywały były czasem nocnego buwingu. tym razem nie. jest domowość. i poczucie totalnej samotności. nie sądzę, żeby to się lączyło. Dobrze mi się mieszka, nawet nie mam potrzeby mieszkania tylko-dla-siebie-na-chwilę. może nie mam jej właśnie w związku z tym poczuciem samotności. nie wiem. jest ciało strasznie zmęczone. od czytania najbardziej bolą łokcie i nadgarstki. dziś powiedziałam bepowerowi nie (to brzmi dumnie). Styraność. Starość. Samotność.

druga to ten teatr. znów tam byłam (cześć Magdu!). i przestrzeń zupełnie inna, nierozpoznawalna w swej postindustrialności jako teatr. bardzo piękne stare zakurzoności szufladek pomnożonych na ścianie. Piękne, syfiaste szafki, zlewy brudne, podłogo błogosław ten rozkurz (dwie aluzje w czterech słowach, pozdrawiam Mirona). dobrze mi w tym budynku jest, chciałabym tam pracować. nie wiem co miałabym robić, bo nie umiem nic, co mogłoby im się przydać. to trochę jak z p., też byłam miałam uczucie chęci tam pracy.

a skończę za nowym, sterylnym biurkiem, na którym kurz będzie łatwo usuwalny i wyraźnie dostrzegalny w razie jego nieusunięcia.

wracam do "iśćcia". naprawdę, było takie słowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz