dwie rzeczy. jedna to poczucie samotności. może to kwestia totalnej inności tej sesji, które nawet jeśli się nie odbywały były czasem nocnego buwingu. tym razem nie. jest domowość. i poczucie totalnej samotności. nie sądzę, żeby to się lączyło. Dobrze mi się mieszka, nawet nie mam potrzeby mieszkania tylko-dla-siebie-na-chwilę. może nie mam jej właśnie w związku z tym poczuciem samotności. nie wiem. jest ciało strasznie zmęczone. od czytania najbardziej bolą łokcie i nadgarstki. dziś powiedziałam bepowerowi nie (to brzmi dumnie). Styraność. Starość. Samotność.
druga to ten teatr. znów tam byłam (cześć Magdu!). i przestrzeń zupełnie inna, nierozpoznawalna w swej postindustrialności jako teatr. bardzo piękne stare zakurzoności szufladek pomnożonych na ścianie. Piękne, syfiaste szafki, zlewy brudne, podłogo błogosław ten rozkurz (dwie aluzje w czterech słowach, pozdrawiam Mirona). dobrze mi w tym budynku jest, chciałabym tam pracować. nie wiem co miałabym robić, bo nie umiem nic, co mogłoby im się przydać. to trochę jak z p., też byłam miałam uczucie chęci tam pracy.
a skończę za nowym, sterylnym biurkiem, na którym kurz będzie łatwo usuwalny i wyraźnie dostrzegalny w razie jego nieusunięcia.
wracam do "iśćcia". naprawdę, było takie słowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz