tudzież, nawiązując do czasów, których już niemal nie pamiętam: taka sytuacja.
Znów nie mam kawy, ani psa, w pokoju mrok, za oknem mgła. Ty sobie poszłaś - jestem sam, i licho wie kiedy wrócisz, a mnie już się nie chce spać... Więc idź gdzie chcesz - do diabła idź. Mój humor podły to moja jest rzecz - czasem muszę być zły na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje milczenie. Bo z takiej złości - nie wiem jak - wynika akord, czasem dwa, i wtedy przyjaciela mam, co w czarno-białym smokingu na trzy-czwarte dzieli tę złość i z nim pogadać mogę, aż ty cicho wejdziesz, powiesisz gdzieś płaszcz i lekarstwo mi dasz na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje...
wcale tak teraz nie mam, ale jakoś włączyło się samo, nic się samo nie robi i tak ten kind of guilty pleasure Turnau mi się wpasował.
po wczoraj mi się uprzytomniło jak bardzo niekiedy potrzebuję pogwiazdorzyć witzem w grupie, och i ach, jak mi to czasem pięknie wychodzi, kiedy czuję, że robię im w głowach humor, przecież to nieszkodliwe, tak zagrać od czasu do czasu błazna wyśmienitego, nie muszą wiedzieć, że to wszystko zgorzknieniem i realizmem podszyte.
zbawienie wnika przez słuchawki, nie potrzeba mi wiele, nutki złote spadają na ryja i proszę was, od razu mi się chce tańczyć po świecie.
i kiedy rozpisuję spis treści magisterki, której jeszcze nie ma, czuję, że mogę to zrobić do końca marca. i mogę to wszystko zrobić, nie wiem ile razu po drodze płacząc z bezsilności, ale to mogę zrobić. tylko tak bardzo chcę więcej i wyżej, i inaczej.
i dlatego teraz zostają tylko nutki, a ja sobie wyciągnę Bildeberachtungen i zrobię sobie czas na nieproduktywne obcowanie z nieużytecznością. gdybym miała hashtagować, to hashtag dojrzałość.