czwartek, 28 stycznia 2016

w górę od 0.

#biologiczność

dajcie mi więcej niż 0 stopni, najlepiej na tyle, żebym mogła iść na przerwę bez kurtki.
dajcie mi spokój od szkoły.
dajcie mi cudem odnalezione słuchawki i mój eklektyczny zbiór złotych nutek.
dajcie mi siedzieć nad [jednak] moimi tematami.

a dam wam jednego spokojnie-wychillowanego-człowieka-z-przyjaznym-wobec-świata-nastawieniem-człowieka więcej.

akapit po akapicie, nie w bólach, raczej w momentach zamyślenia z wpatrzeniem w szaro-zielonkawe niebo, które już niedługo będzie wściekle niebieskie [ja wiem to], książki same się znajdują, pomysły same kiełkują, nawet nie przeszkadza mi to, że dziś tylko na chwilę, poczucie poruszenia, jest super, praca jest dobra.

[aż mam ochotę napisać maila do Waśkiewicza: Panie, ja magisterkę piszę, daj mnie pan spokój od jakiś karnych prac, nie ma mnie za co karać, ja pracujem, na boga!]

wtorek, 26 stycznia 2016

więcej siebie.

po pierwsze nie włączyć do wieczora fejsbuka i telefon mieć trochę dalej niż w kieszeni.

po drugie nie myśleć w abstrakcyjnych kategoriach i nie zastanawiać się nad tym czy przyjedziesz, czy nie przyjedziesz i co oznacza każda z tych możliwości. nie myśleć o trust issues, w ogóle po prostu nie dotykać tych kwestii we wszelkich kontekstach.

kompleks "żeby mieć każdego dnia coś interesującego do powiedzenia". kompleks "za mało myślę o ogólnych tendencjach, za dużo o tym co w mojej głowie, za mało uniwersalnie". kompleksów na pęczki. 

let's do things just for doing them. let's do things for myself. let's do something finally. task by task. zadaniowo. być z powrotem robotem, nie chcieć ciągle rozmawiać, albo chociaż znaleźć między tymi stanami jakieś półśrodki.

[edit] zimą trzeba mieć dom. kiedy jest cieplej łatwiej jest być elastycznym. ale zimą trzeba mieć miejsce, które trzyma potrzebne rzeczy i sprawia, że nie jest się ciągle obładowanym nie dość, że czterema warstwami michelen'a, to jeszcze worami nomady. stąd właśnie ta stałość przebywania zimą taka potrzebna i niechęć do dymania w tę i z powrotem jeszcze większa.

oprócz tego kwestia zuhause. tego budowania wspólnoty mieszkania. wraca wątek rozmawiania. dom jest tam, gdzie możesz wrócić i powiedzieć jak ci minął dzień naprawdę. tutaj niekoniecznie taki dom. tutaj pracownia, mogę posiedzieć i porobić rzeczy [dziś naprawdę idzie mi wyśmienicie], ale gemutlichkeit i zuhause - not really. możemy porozmawiać o polityce, o prasie, o kkhp i UZ, o tym czego się trzeba uczyć i kto ma jakie zajęcia, ale nie powiem im naprawdę jak mi minął dzień.

oprócz tego levinas we mnie rezonuje w tym marnym postrzeganiu go przez bycie opowiedzianym. taki wszelkokontekstowy. aż szkoda, że nie chce mi się [zima] wracać na kampus do szkoły porozmawiać o nim bardziej. [/edit]

czwartek, 21 stycznia 2016

na chłodno.

wzrost wysokości kroków nad poziomem morza, o może cal, przy czym jakby nie patrzeć chodzenie po wodzie, spowalnia, chociaż chęć bycia już na podłogach i posadzkach przyśpiesza przebieranie nogami - to nie działa. męczy niemożność posiedzenia na słońcu, tego momentu styku z glebą, którego nie chcesz przerywać pospiesznym wstaniem, tak jak by to miało miejsce, gdyby teraz gleba została zaliczona. 

skup się mimo zimy. teraz to już naprawdę (przed) przed przedostatnia sesja. 

[edit] a co by było gdyby nie było partii politycznych przy jednoczesnym zachowaniu instytucji istniejących w obecnej formie? gdyby partie były zakazane, sojusze tworzone przez indywidualnie wybieranych parlamentarzystów ad hoc, w konkretnych sprawach. bliżej, w jakiś sposób, demokracji bezpośreniej, przy jednoczesnym zachowaniu reprezentacji. im dłużej od 4 minut o tym myślę, tym bardziej nie wiem jakie są zalety systemu, w którym występują partie. za dużo uproszczeń, za dużo rezygnacji z samodzielnego myślenia, za dużo protekcji i wchodzenia przez szyld. nie wiem. focus mazur, a nie gdybasz. [/edit]

sobota, 16 stycznia 2016

lektóry.

jako to, czego lektura jest błędem. czyli jak bardzo popełniam błąd studiując to co studiuję i udając, że nadaję się do pisania o tym, o czym mam pisać. 

__

lektóry również jako piękno długich, rozbudowanych zdań, które jakoś mnie, pardon my language, wkurwiają. czas lakoniczności. fraz tak skrótowych, tak otwartych na dopisywanie, jakby wszystko było rozbijane na kartce niczym dramaty pani Kane. [Kamil, swoją drogą, mógłbyś mi ją oddać] jednocześnie są w jakiś sposób przyjemne, co mnie tym bardziej, you know what I mean.

__

I ten Kundera, od którego czuć Kafkę, te niemożliwe do zamknięcia w słowach wspólne mianowniki, których nawet nie próbuję już chasing, chociaż bardzo chętnie zobaczyłabym je zamknięte w jednym zdaniu. Jak wszystko. Wygadywanie się niech prowadzi do jednozdaniowych syntez. 

__

martwię się trochę, że trudniej niż kiedykolwiek przychodzi mi nie stawianie pytań o sens działań użytecznych. bo to już naprawdę czas na to, żeby przestać czytać Audena, a zacząć KC. Kodeks cywilny. Żeby nie było. 

wtorek, 12 stycznia 2016

moment.

tudzież, nawiązując do czasów, których już niemal nie pamiętam: taka sytuacja.

Znów nie mam kawy, ani psa, w pokoju mrok, za oknem mgła. Ty sobie poszłaś - jestem sam, i licho wie kiedy wrócisz, a mnie już się nie chce spać... Więc idź gdzie chcesz - do diabła idź. Mój humor podły to moja jest rzecz - czasem muszę być zły na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje milczenie. Bo z takiej złości - nie wiem jak - wynika akord, czasem dwa, i wtedy przyjaciela mam, co w czarno-białym smokingu na trzy-czwarte dzieli tę złość i z nim pogadać mogę, aż ty cicho wejdziesz, powiesisz gdzieś płaszcz i lekarstwo mi dasz na młodość, na deszcze, na ciebie, na teatr i na niespełnienie, pozory mądrości i to, czego nie wiem, na każde twoje...

wcale tak teraz nie mam, ale jakoś włączyło się samo, nic się samo nie robi i tak ten kind of guilty pleasure Turnau mi się wpasował. 

po wczoraj mi się uprzytomniło jak bardzo niekiedy potrzebuję pogwiazdorzyć witzem w grupie, och i ach, jak mi to czasem pięknie wychodzi, kiedy czuję, że robię im w głowach humor, przecież to nieszkodliwe, tak zagrać od czasu do czasu błazna wyśmienitego, nie muszą wiedzieć, że to wszystko zgorzknieniem i realizmem podszyte. 

zbawienie wnika przez słuchawki, nie potrzeba mi wiele, nutki złote spadają na ryja i proszę was, od razu mi się chce tańczyć po świecie. 

i kiedy rozpisuję spis treści magisterki, której jeszcze nie ma, czuję, że mogę to zrobić do końca marca. i mogę to wszystko zrobić, nie wiem ile razu po drodze płacząc z bezsilności, ale to mogę zrobić. tylko tak bardzo chcę więcej i wyżej, i inaczej. 

i dlatego teraz zostają tylko nutki, a ja sobie wyciągnę Bildeberachtungen i zrobię sobie czas na nieproduktywne obcowanie z nieużytecznością. gdybym miała hashtagować, to hashtag dojrzałość. 

piątek, 8 stycznia 2016

0. 1.

kiedy mi się zdaje, że już nie może być lepiej to nagle jakoś to tak mocno poczuję, że aż kłuje i jest jeszcze bardziej plus dobrze. rozmowy, hashtag rozmowy, piękno. 

tylko żeby bardziej w tym pożyć. frustruje niemobilność nieco. i robienie tych małych rzeczy, które ani to przyjemne, ani to pożyteczne. 

i strategia godzenia się ze strachem przed zmianą. niech on sobie będzie, ale niech będzie z tyłu głowy i na wszelki wypadek. 

i szacunek, i zachwyt, i zaskoczenia, małe i duże, i dobro, i uczciwość, i to brzmi zbyt iddylicznie, ale jednak, hej. 

tylko bardziej pożyć.