ale się Pani nie chce. Wszystko inne już by Pani robiła, już nawet myśli Pani, jak zwykle o tej porze roku, widząc kanaliki udrożniające system chodnikowy - ale ja bym z nich liście wybierała; widząc wózki na brudne naczynia - ale bym je myła; widząc warzywa - groszek mrożony wpierw rozmrozić, w międzyczasie trzaskać brokułową, zmienić groszek na kukurydzę, trzaskać pomidory na ćwiartki, ale ja się uergonomicznię w tem roku, na save battery mode: on, o ile nas weźmie (takich dobrych niewolników nie weźmie?).
Ale ja tam będę czytać. Zweck. Der Zweck. Czytać, na spokojnie, nie na pamięć, czytać, na wypisywanie zdań. Ćwiczyć zdania, kolejne zdania, ale ja będę ćwiczyć. Jak bardzo nikogo tam nie będzie, jak bardzo spokój, jak mało święty. Ostatnie 5 dni, Warszawo, kochaj mnie przez te pięć dni, niech mi się samo z siebie przydarzy coś dobrego. ale mi się już nie chce. I jeszcze te nocne spacery i widok tirów, a nawet samych ulic pustych i rozgrzebanych, myślę: w drogę, myślę: stop, myślę: obwodnica Budapesztu, myślę: te wszystkie miejsca, w których mnie nie ma, a w których jest pięknie, a przynajmniej inaczej, oj jak mi się mnożą in my mind's eyes obrazy okolic porazkroć widzianych, te wszystkie piękne odległości zaległe w pamięci, jakieś randomowe skrzyżowania u podnóży rumuńskich Karpat, jakieś długie drogi, na których nagle cudem samochód, jak bardzo ja bym jechała na południe. I wszelkie niedogodności, rozmowności przymus, niepewność nocnych jazd, wszelkie stania zbyt długie - jakby ich nie było. Tak jak we mnie już nie ma chęci do zobowiązań.
Z celami idzie mi średnio. Ale mam je z tyłu głowy.
A. Jeszcze klasizm. Tak myślałam o tym toruńskim klasizmie, których był tak bardzo niewyrazisty w porównaniu do warszawskiego. Niby bogaci byli niewiele od nas bogatsi, niby oni jeździli po wielokroć na narty czy inne Dominikany, niby mieli jakiś dom gdzieś, ale czym to jest w porównaniu do tych bogactwościowych dysonansów tutaj. W średnich miasta średnio, w wielkich miasta ogromne dystanse międzyklasowe. Coś się słyszało o Steinmannie u Orłowskich, ale się miało swojego Lehmanna na chacie zawalonego gazetami i kartonami, i co by nam było po Steinmannie? Średni snobizm. Słoiczy snobizm. Jestem konglomeratem całej początkowo dwudziestowiecznej drabiny feudalnej i taka z tego wypada średnia rozważona.
Nie mogę się z przodu głowy pozbyć myśli o uznaniu.