poniedziałek, 25 listopada 2013

redukcja. 65 minut.

od kiedy mniej studiuję czuję intensywniej brak jałowych pogawędek o charakterze teoretycznym i brak mechanizmu pisania na określoną ilość stron. brak w sensie tęsknoty ale i brak, jako poczucie wolności od pewnych form, w które studiując się wpada, a które teraz mnie nie trzymają w ryzach pracy na 15 stron czy prezentacji na 15 minut. więc trochę mi się podoba, a trochę mi się nie podoba takie studiowanie na jednym kierunku. najmniejsza linia oporu. minimalizm. redukcja. 

właściwie ten wstęp potrzebny mi do tego, żeby wytłumaczyć się z właściwej treści tej notki. chciałam napisać o "nancy. wywiad". zrobiłam sobie listę scen, o których chciałabym wspomnieć. pięć pozycji, przy czym piąta dopisana bardziej dlatego, że zrobiłam pięciomiejscową listę, niż dlatego, że naprawdę chciałam ją wymienić. nie napiszę o tych scenach po kolei, nie opiszę przebierania rajstop, które mnie wzruszyło w jakiś sposób swą prostotą i bezpośredniością, nie napiszę o pierwszej scenie tańca przy białej ścianie, na którą padające cienie rzucały obraz pomnożony w kończyny, ani nie opiszę innych scen, które mogłabym opisać. 

Nie muszę, bo nie muszę pisać na określoną liczbę stron. Nie muszę, bo mogę się zredukować do wersów Napiszę to tak:

jego ramiona
 wzruszają  do                                           dotrzymują sobie 
    góry nogami                                                kroku. on trzyma
        obraca wizję                                             ona w lot chwyta 
               spod opadającej                                   poziom
                       mu  grzywki                 kurtki, bluzy, t-shirta                  
                           odwróconej na lewą stronę
                              mierzy w prawo                           
                    powszechnego ciążenia         
                  obowiązuje tylko 
              ograniczenie
         pary
     spodni
 na parę
ludzi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz