poniedziałek, 11 listopada 2013

obecny, obecna.

poteoretyzuję trochę, skoro tak dużo się dziś działo, a wiadomo, naprawdę nie dzieje się nic.

obecność nieobecna, ta, kiedy wiesz, że zawsze możesz się odezwać, z nagłymi telefonami i wiadomościami zupełnie oderwanymi od rzeczywistości. obecność, z przyzwoitą, lecz niewymuszoną frekwencją niezależną od innych zmiennych. obecność sinusoidalna, czyli kiedy jej nie ma, to nie ma, ale kiedy jest, to jaka ona jest. obecność epizodyczna. zostaje po niej to pytanie: "jakim cudem ja z tą osobą, na taki temat?". permanentnie przepracowywana obecność. nieobecność bez historii i nieobecność z historią. 

do tego nie ma schematu, to tego nie ma systemu. bo niby jaki może być system, kiedy dochodzi milion kanałów komunikacji. i nagle nieobecność z historią coś zakłóci, obecność sinusoidalna jest niby nadal down, ale jakiś kanał nadal wrze. i tyle, i jedyne co można zrobić, to być tak totalnie post, że aż latour i zacząć od opisywania tego czy przy kimś jesteś zabawnym człowiekiem, czy bywasz, czy może w ogóle wam nie do śmiechu. od tego jak trzymasz ułożone nogi, kiedy siedzicie obok siebie. a jak dłonie. 

nie nastawiać się na scenariusze. nie wierzyć w model. ciągle rewidować swoje wyobrażenia przez konfrontację z rzeczywistością. dać spokój teorii, ona nie ogarnia, zająć się praktyką. dawać sobie więcej szans i okazji, mieć tony cierpliwości do braku prawidłowości. jeśli chodzi o relacje to chcąc nie chcąc wszyscy są chociażby minimalnie interakcyjni. więcej wczucia i wyczucia, 

tak mi dopomóż.

[telefon w samą porę]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz