a to nie wymaga tyle uwagi co rower. można pomyśleć o czymś innym, niż to jakie lekkomyślne i przyjemne jest jechanie z kurtką rozpiętą nieco u góry, tak aby powietrze chlastało w klatę, i czujesz przejmujące zimno w środku i jest ci tak śmiertelnie, ulotnie i wiesz, że umrzesz i to jest na prawdę spoko, wiedzieć, że ty też, owszem, umrzesz, ale póki co chlasta cię po klacie powietrze tnące powierzchnię skóry, jak rozbita szyba rozbryzguje się po niej zimno i jest super, czuć, że żyjesz i wiedzieć, że umrzesz.
ale pojechałam autobusem. i wtedy, o wtedy, to jest zupełnie inna jazda. pojechałam autobusem i wpadały mi dobre pomysły, a ja z zasady potrzebuję motywacji w postaci Innego, żeby mieć jakikolwiek w ogóle pomysł, najlepiej jakieś okazje, urodziny, srodziny, albo miłość, to wtedy od razu łatwiej mieć pomysł, to jest motywacja, naprawdę. a tutaj, nagle, autobus, pomysły.
i myślałam, że bym zrobiła taki funpage, bo to jest, znane od dawna już w psychologii mazurzej, zjawisko siatki pojęciowej facebooka determinującej postrzeganie, czyli kategorie takie jak zdjęcia na facebooka, polubiłabym to, whatever, bym go zrobiła:
365 rzeczy, które powinny mnie obchodzić, ale mnie nie obchodzą, bo obchodzi mnie tylko czubek mojego nosa.
ewentualnie obchodzi mnie czubek Twojego nosa (czubku, haha), może nawet to by było bardziej adekwatne, ale to jest taka rzecz, do której się przecież publicznie bym nie przyznała, a jednak facebook jest dosyć publiczny, publikuj, wizerunek sieciowy (spójny!, niech chociaż on będzie spójny), anyway, do wątku.
umieszczałabym na nim posty takie jak na przykład:
powinno mnie obchodzić, że jest taki dzień w roku, kiedy część warszawy wychodzi z założenia, że lepiej jest nie wychodzić z domu i nie przeszkadza im, że niepodległość, którą świętują, w ich mikro, prywatnej skali, właśnie tego dnia, właśnie w święto niepodległości, jest gwałcona przez to poczucie, że lepiej z domu nie wychodzić, ale mnie to nie obchodzi, bo obchodzi mnie tylko czubek nosa (bezzaimkowo będzie prawdziwiej).
powinno mnie obchodzić, że uspołecznia się najlepszą szkołę w polsce, odcinając od sprzyjającej nauce atmosfery (bo tu nie chodzi o poziom, tu chodzi o warunki do nauki, o pokazanie możliwości) dzieciaki, których rodzice nie zapłacą 7000 PLN rocznie za gimnazjum, ale mnie to nie obchodzi, bo obchodzi mnie tylko czubek nosa.
powinno mnie obchodzić, że typ z poprzedniej epoki głosi na państwowej uczelni materializm dialektyczny jako jedyną słuszną ideologię, determinantę wyborów politycznych członków określonych klas społecznych, ale mnie to nie obchodzi, bo obchodzi mnie tylko czubek nosa.
powinno mnie obchodzić, że krzysztof może się opatrzyć, jak nie nieopatrznie powiedział nie mój czubek nosa, ale jak to, powinnam powiedzieć wtedy tak:
przeintelektualizowany? pani, to jest holistyczna, artystyczna wizja zadająca istotne pytania, to warto próbować poznać, to warto próbować zrozumieć, bo w tym są prawdziwe emocje, te, które są najgłębiej, te lęki, o których nie mówi się na głos, te obawy, z którymi nie zdradzamy się przed samymi sobymi osobami sobie osobnymi, tak pani, tak jest, to, że on ciągle ciągnie to samo, trochę inaczej może, ale tak naprawdę on ciągnie w głąb, w głąb, i pyta: ale co potem? w co ty wierzysz? czy ty potrafisz tak kochać? czy ty w ogóle potrafisz kochać? dlaczego stąd uciekasz? czy ty potrafisz stąd uciec? czy ty sobie radzisz z tym, jaki jesteś poplątany? czy to wszystko, co jest w tobie stłumione, nie rozrywa ci skóry na dłoniach zimą? wersja robocza, gdybym nie pisała pod wpływem chwili ujęłabym to zupełnie inaczej.
ale nie powiedziałam, bo najbardziej obchodzi mnie czubek nosa, obchodzi mnie tylko czubek nosa.
i powinno mnie obchodzić to, że obchodzi mnie tylko czubek mojego nosa, ale mnie to nie obchodzi, bo to gówno prawda i byłabym naprawdę wniebowzięta, gdyby to on mnie obchodził.
nie chcę się zmienić w samolubny gen. chcę się starać, mimo, że nie wychodzi, mimo, że to beznadziejna sprawa, mimo, że sztuczki mogłyby być skuteczniejsze, nie chodzi o cel, nie chodzi o to, żeby czubek potrafił się określić w dwóch słowach, chodzi o tę pierdoloną drogę, o to ciągłe magnetyzowanie na nie i na tak, na odsuwam się, bo nie mogę znieść, uciekam, bo nie mogę zdzierżyć, po czym jestę rzepę - a może rzep jest rzepem samolubnym? - i'm on my way. kiedy mam ochotę coś powiedzieć, ale przecież jestem przewrażliwiona i to tylko moim zdaniem, prawdopodobnie, jest nietaktem (nie-tak-t, spoko).
i właściwie cały czas kręci mi się w głowie od tego ruchu przyciągająco-odpychającego. od tego odrzutu, który mógłby mnie spokojnie wyrzucić z kraju tego, gdzie kruszynę chleba rzucają na ziemię na pożer gołębi.
u mnie? w porządku, tak, w porządku.
tylko jeszcze nie rozpracowałam w jakim porządku.