tak, dramaty, to jest moje dzieło, arcy, kurwa, arcydzieło, mistrz dramatów, których teoretycznie nienawidzę, mistrz dobrego samopoczuwania sie w dramatach, których zaprawdę przecież nienawidzę, ale cóż czynić, kiedy jest możliwa najbardziej skomplikowana wersja, nie odmawiać, nie odmawiać, żyję nadal na słodkim niczym, którego niczość przejawia się w każdym niedotyku, niezbliżeniu, każdej niegatywności. i mimo chęci powiedzenia pierdolę i zrobienia tego, co lubię robić jesienią, mówię sobie ostatecznie - ok, niech i tak będzie, niech się dzieje moja wola, skoro taka moja wola jest, żeby dramat był, niech i dramat będzie. podmiotowość, ta głupia, prześladująca mnie bycz, w każdym geście, w każdym znaczącym geście. tylko nikt nie umie czytać, bo ludzie, Państwo moi drodzy, to tępe dzidy wbite w ciało umierającego Zamojskiego. jest najlepiej, mimo wszystko jest najlepiej.
being a drama queen is better than being boring,
OdpowiedzUsuńCause we were never being boring
We had too much time to find for ourselves
a tak w ogóle to jaką jesienią, jest zima wcześniak!
po przeczytaniu dwóch notek wstecz, dochodzę do wniosku, ze chyba mamy podobny problem ze sobą. nie wiem jeszcze co to jest dokładnie, ale problem jest.
OdpowiedzUsuń/o.
nie, o., nie twórzmy problemu, skoro wszystko jest ok, zgoda na swoje nieszczęsne preferencje, zgoda na świat jakim jest, sobie zaśpiewać 'nawet gdy plujesz to mi pasujesz', taka sztuczka, to by było dopiero coś.
OdpowiedzUsuń