poniedziałek, 29 października 2012

jutro to się wykasuję.

tak, dramaty, to jest moje dzieło, arcy, kurwa, arcydzieło, mistrz dramatów, których teoretycznie nienawidzę, mistrz dobrego samopoczuwania sie w dramatach, których zaprawdę przecież nienawidzę, ale cóż czynić, kiedy jest możliwa najbardziej skomplikowana wersja, nie odmawiać, nie odmawiać, żyję nadal na słodkim niczym, którego niczość przejawia się w każdym niedotyku, niezbliżeniu, każdej niegatywności. i mimo chęci powiedzenia pierdolę i zrobienia tego, co lubię robić jesienią, mówię sobie ostatecznie - ok, niech i tak będzie, niech się dzieje moja wola, skoro taka moja wola jest, żeby dramat był, niech i dramat będzie. podmiotowość, ta głupia, prześladująca mnie bycz, w każdym geście, w każdym znaczącym geście. tylko nikt nie umie czytać, bo ludzie, Państwo moi drodzy, to tępe dzidy wbite w ciało umierającego Zamojskiego. jest najlepiej, mimo wszystko jest najlepiej. 

środa, 24 października 2012

jak ona kroi tę natkę?!

ok, kolejny symboliczny poniedziałek minął, ja nie-ogarniam jeszcze bardziej niż żem była nie-ogarniała, tak jest! Muszę to opisać, no naprawdę, ja muszę to opisać, to kuriozum szczęśliwego Polaka w moim wydaniu.

sinusoida zamiast nastroju to standard. ale jeszcze nigdy, n-ever, nie miała takiej rozpiętości. roller coaster emocjonalny, smielid 24/7, brak jakiegokolwiek poczucia stałości czegokolwiek, all that's solid melts into air, jestem lostem, jestem straceńcem, jestem, co najważniejsze, kamikadze. wyznaczanie sobie kolejnych granic: od dziś, od jutra, od poniedziałku - nic nie daje! jestem stanem nie-skupienia. powinnam się martwić, naprawdę, jest much to be done - zrobione jest nothing, sweet, sweet nothing. 

to już nawet nie jest tak, że nie mam nie zrobionych rzeczy na piątek. do niemienia gotowego niczego na zapas przywykłam. ja nie mam na dzisiaj nic gotowe. naprawdę powinnam się zacząć martwić, chociaż martwić, żeby nie powiedzieć: zacząć coś z tym robić. ale ja nie mogę. kiedy zacznie się spełniać marzenia, od małego jakiegoś poczynając, ciężko jest się powstrzymać przed spełnianiem kolejnych. szczególnie, kiedy nagle dopada upadek sinusoidy i coś trzeba zrobić, żeby się podnieść. tudzież podlecieć, bo jakoś mi wszystko dynamicznie się czai. 

plan był prosty: mieć tak nawalone, żeby nie myśleć. mam tak nawalone, że nie potrzebuję się przed sobą usprawiedliwiać, kiedy coś olewam. wykłady to w większości substytuty, jak nie ten, to inny. przy czym poczucie obowiązku przestaje być normą najwyższego rzędu. jeśli mogę przyjść na zajęcia ze skryptem na kindlu i błyszczeć wiedzą - dlaczego miałabym poświęcać cenny czas na czytanie dokumentów źródłowych? 

ja nie wiem jak to się skończy. ile jeszcze osób spyta mnie o to co ćpię. nie ćpię. jestem zgubiona, straceńcy nie mają nic do stracenia, a już na pewno nie mają czasu, które potem trzeba by szukać. dlatego życie jak na  speedzie. a potem nagle budzę się na chwilę, myślę: oj Mazur, najgorzej, naprawdę źle, co najmniej nie najlepiej, a nawet w sumie to dramat.

i nagle człowiek, typ, osoba, kontakt, rozmowa, interakcja, obserwacja, zdziw - i wyrywa mnie, ciągnie do świata, do dziania się. 

także naprawdę, Proszę Państwa, ja nie wiem, już nic nie wiem. ale kiedy usłyszałam to słowo: spekulować, to jakoś mnie przekonało. jasne, nic nie wiem, bo skąd mam niby wiedzieć, ale spekulować... o Proszę Państwa, ile ja się naspekuluję. jak ona kroi tę natkę. 

wtorek, 16 października 2012

zająć się.

być wolną, a zarazem zajętą. zajęciami. przede wszystkim zajęciami się. mieć zadaniową orientację na co chwilę, to tu to tam, pomykam, przemieszczam się i rozśmiewam świat. Piotrek, błaznuję, wiem. Grzegorz, tak, robię z siebie świadomie idiotkę. Wiewiór, stary, nie myśl, że to na poważnie. 

co ja miałabym innego robić. zaangażować się w życie tą częścią, która pozostała. resztą wziąć na przeczekanie. i powtarzać sobie w nieskończoność, że jakby nie było i tak fajnie jest być człowiekiem. proste. naprawdę fajnie jest być człowiekiem. 

a od jutra nie tylko chodzę na zajęcia. zacznę na nich na nie uważać, zamiast wyszukiwać swojemu adhd kolejnych pożywek. po kuchni jakoś trudno mi wysiedzieć, trudniej niż zwykle. nosi mnie. zdematerializowałabym się. 

poniedziałek, 8 października 2012

'you're giving me such sweet nothing'.

"i'm living on such sweet nothing,
and it's hard to learn 
when you're giving me such sweet nothing"

smielid. i jadę. po to to, żeby tak jak nie-wcale-nie-jest nie było, więc do roboty. przecież mam takie ładne podręczniki i białe kartki na notatki.