kojarzymy ten moment, kiedy ktoś z dosyć brzydko wyglądającą twarzą, nieco się krzywiąc, mówi do rozmówcy: "you have no idea". To taki specyficzny moment, moment nadświadomości drugiej osoby. Ostatnio mi nie obcy. Tyle, że nie zwerbalizowany. Jestem nosicielem permanentnego potencjalnego "you have no idea".
znów nie mam rzeczy. nie szkodzi. lżej bez nich, i tak za dużo zostało, zorientowałam się dziś, że mogłam była więcej oddać, że w sumie nadal jestem tym człowiekiem, którego przekonuje myśl o 16 przedmiotach na własność.
przecież nie potrzebuję książek, nie potrzebuję boomerangów, nie potrzebuję notatek, nie potrzebuję patelni, nie potrzebuję tylu ubrań, nie potrzebuję lampki, nie potrzebuję pościeli, nie potrzebuję tylu różnych rzeczy. nie potrzebuję przełamywać niepewności zamieszkiwania stawianiem na parapecie pudełeczek. wręcz nie powinnam. dom jest dobrem, na które mój popyt powinien być doskonale elastyczny.
wiem, że jadę, wiem, że dobrze, że jadę. bo wyjeżdżać po to, żeby wracać.
- a co jeśli kiedyś będę musiał odejść?
OdpowiedzUsuńwróć, żeby wyjechać do usa.
OdpowiedzUsuńwe could be like Thelma & Louise
- but then, there will be no comeback .
(the funny thing is I watched the movie when Pope died.
..well, maybe that's not funny.)