sobota, 30 czerwca 2012

'atmosfera jest tu przecież taka międzynarodowa'

To jest pytanie skierowane do mnie: 'czy myślisz, że miałby dość odwagi de se perdre ou meme de se laisser deperir?'. Odpowiedź, mimo czynu mogącego być odczytywanym jako ucieczka, brzmi: oui. I na tym polega problem tej zawiłej sytuacji, że zgoda na zatratę byłaby obustronna. Zakładam się z sobą, że zapomni, że nieprzypominana niezazdrość umknie - i nie przyjedzie. 

Przywykam do piękna szybko, zgadzam się na góry wokół mnie, zgadzam się na 35 stopni, zgadzam się na uroki świata mi przedstawionego, na architekturę i na ogólny klimat. 

Nie zgadzam się na zapomnienie, którego się boję. Zapisuję zdania 'mam uwiązaną tobą tętnicę', patrząc na prawe ramię (mam nadzieję, że wytrzyma, chcę mieć dwumiesięczny ucisk pamięci), piszę sobie 'znajdę cię, gdziekolwiek będziesz, zbyt wiele mam do zaoferowania, żeby sobie darować', takie bzdury wynikające z nadmiaru wyobraźni co do tego, co się dzieje tam, gdzie nas nie ma. 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

byłam u Ciebie w te dni przed-ostatnie.

kojarzymy ten moment, kiedy ktoś z dosyć brzydko wyglądającą twarzą, nieco się krzywiąc, mówi do rozmówcy: "you have no idea". To taki specyficzny moment, moment nadświadomości drugiej osoby. Ostatnio mi nie obcy. Tyle, że nie zwerbalizowany. Jestem nosicielem permanentnego potencjalnego "you have no idea". 

znów nie mam rzeczy. nie szkodzi. lżej bez nich, i tak za dużo zostało, zorientowałam się dziś, że mogłam była więcej oddać, że w sumie nadal jestem tym człowiekiem, którego przekonuje myśl o 16 przedmiotach na własność. 

przecież nie potrzebuję książek, nie potrzebuję boomerangów, nie potrzebuję notatek, nie potrzebuję patelni, nie potrzebuję tylu ubrań, nie potrzebuję lampki, nie potrzebuję pościeli, nie potrzebuję tylu różnych rzeczy. nie potrzebuję przełamywać niepewności zamieszkiwania stawianiem na parapecie pudełeczek. wręcz nie powinnam. dom jest dobrem, na które mój popyt powinien być doskonale elastyczny. 

wiem, że jadę, wiem, że dobrze, że jadę. bo wyjeżdżać po to, żeby wracać. 

wtorek, 19 czerwca 2012

nie jesteś bogiem.

wchodzę speszona, przepraszam, że istnieję pochyleniem ciała. podsuwając kolejne papiery obserwuję dłoń. ogromny siniak, kroplówka. wiem, że to może nie być to, ale zbyt dobrze to znam, żeby stwierdzić, że internalizuję fakt, że to może nie być to. 

czuję się tak bezsilna. ja w roli, w jednej z wielu, każdej odgrywanej najlepiej jak potrafię, najlepiej jak umiem bez odgrywania gorzej innych ról. tyle, że granice przyzwolenia na zachowanie w danej roli są z góry dane i przekroczyć ich nie mogę, chociaż instynktownie chciałabym powiedzieć głupie: "rozumiem".

i wiem tyle, że nie jestem bogiem. i nie zbawię świata. ani swojego, ani całego. i tylko przełączając moduły między rolami mogę grać zgodnie z wymuszonym na mnie scenariuszem. wolna wola upada pod ciężarem konwencji. 

mówię jej: "dziękuję". ona mi mówi: "dziękuję". ja znów, że to po mojej stronie przyjemność. zabójcze maniery. podprogowo chcę przekazać wsparcie, a gęba się uśmiecha, żeby podpróg na jaw wyszedł, nabrał wyrazu twarzy.

moje życie mi lekkim, jak jazda bez hamulców na rowerze.

[plus: to drugi tak staranny podpróg na zeszłych przeszłych dniach ostatnich. tamten nie przebił się przez rozmowy o zupie. to nie literówka. to prawda zbyt prosto powiedziana.]

niedziela, 10 czerwca 2012

'cieszę się strasznie bo sprawiasz wrażenie szczęśliwej'

długie, duże słowo. jakieś nieadekwatnie ogromne w stosunku do mojego ty-ci-ty-ci żyćka. niby nieadekwatne, w zestawieniu z tym, że nic nie jest tak, jak być powinno, żeby móc go użyć, jako określenia, tego co jest. niby nie tak, zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami powinnam się wyprzeć tego słowa, zaprzeczyć. 

ale instynktownie mówię 'I am indeed'. Siła przekonania, że jest jak być powinno. Kiedy wpadają frazy 'nie chodzę, tylko cz-łapię się ziemi' nie można mówić światu 'nie'. 

względy estetyczne przemawiają na 'tak'. przyjęcie właściwej optyki. kiedy brak soczewki koncentrującej wiązkę promieniowania okazuje się, że światło zewsząd bije po oczach. 

niedziela, 3 czerwca 2012

'słuchaj mnie jeszcze'

'warunek słuchania (w sensie skupienia uwagi i pokładania zaufania)'. 

***


tak, to jest problem. bo nie powiem, że żałuję. gdybym miała coś powiedzieć, powiedziałabym, że to jest do pogodzenia. ja - gianni vattimo. 

'religia życia skończonego (...), która nie pragnie nieskończoności i nieśmiertelności, nie pragnie życia po życiu, ale za to z całej siły pragnie życia za życia". 

trzeba mieć guts i złapać go za stopę. 

***

1. to nie jest tak, że nie czuję się częścią żadnej grupy (przemyślałam, wiem).

po prostu nie czuję się częścią tej grupy. nigdy do niej nie należałam (w sensie bycia częścią grona ją tworzącego), znam ją z serialu i z opowieści, nigdy niczego od niej nie oczekiwałam. grupa również nie wykazywała nigdy specjalnego zainteresowania moją osobą. istniejemy więc niejako w tym samym nurcie, chociaż równolegle. społecznie jestem wyprostowana - tak wyszło, to nie był żaden świadomy wybór. 

stąd moje poczucie wolności od przymusu uczestniczenia. 

2. a oprócz tego: po mamie. genetyczna spuścizna nakazująca unikać policji.



ale obiecuję w razie wojny być dzielną sanitariuszką.