kiwam z powagą głową, mówię masz rację, bo obiektywnie, to tak, masz rację. ale z jakiegoś powodu nie napiszę dziś o tym co się udało, co się nie (wystarczająco dobrze) udało (1:2), tylko właśnie o tym, co sprawia, że kiedy kiwam z powagą głową i mówię, że masz rację to wchodzę w rolę społeczną, której anty-odgrywaniem zajmowałam się długi czas i którą nadal z przyjemnością odgrywam, aczkolwiek epizodycznie.
istnieje bowiem folder ze skarbami, takimi jak 'i jeszcze przyjaciele. mam nadzieję, że dołączę do tego zacnego grona.', z jakiegoś powodu mój pełnoletni prezent jest zeszytem (następuje długa lista przesłanek udowadniających prawdziwość teorii obalającej prawdziwą teorię, których, wzorem tłumaczki Iliady, nie wymienię). w każdym razie: źródło frustracji, źródło rozpaczy, źródło (...), ale i źródło niezakłóconej pełni szczęścia.
bo mimo dysproporcji i ryzyka związanego ze skracaniem dystansu bywają takie chwile, kiedy wszystkie te zagrania spotykają się z odpowiedzią. to trochę tak, jakby (wracając do metafory piłeczek) na kilkaset nieudanych serwów trafiał się jeden, który kończy się efektowną wymianą.
i dlatego dzisiejsze 1:2 jest 1>2. bo wygrać z systemem, wydobyć z niego człowieka - to jest coś, za co się wygrywa na punkty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz