przez przeważającą część mojego życia nie zapamiętuję snów. trochę mi żal z tego powodu, ale nie do końca - dlaczego? dlatego, że kiedy już zapamiętam, to jest tak jak dzisiaj - myśli nieuczesane i niewie-mość jak obrócić (ol)śnienie w żart, kiedy empirycznie moguję poczuć sprawczość myśli sennych - a kiedy sam(a)nie zdziwiam ich antysymbolicznością, jak można tak wprost takie nieuświadomione, nienazwane? straszek przed głową, bo ona umie łączyć niebo z szyją, które w szyje wpada poprzez głowę, głowa często lubi być niczyją (mówi: lubię kiedy mówię, lubię głowić się i lubię lubić, lubię łudzić się i łudzę ludzi, że odcinam się by ich nie nudzić).
skróciłam czasoprzestrzeń rozbijając barierę wyobrażenia za pomocą dowodu, potwierdziło się moje przekonanie o zaufaniu i wspólnocie getta, miałam poczucie bycia we właściwym miejscu we właściwym czasie oraz opuszczenia go w idealnej chwili - więc póki co 12,5 godziny 2012 pod znakiem lękowego stanu stoickiej afirmacji istnienia w jego najpełniejszej, wyrzmiętej formie.
i czego nie będzie, żebym mieć oparcie - nie będzie papci, nie będzie piżam, nie będzie kawy jeśli-w-ogóle-to-z-mlekiem, nie będzie innych lęków niż przed wymy(s)w-ła-sny-mi i, dygresja:
[idea czarnego punktu, który w miarę rozwoju sytuacji, tudzież socjologii, zmienia swoje znaczenie, w każdym razie pozostaje tym stałym i wspólnym elementem - przewartościować, rozbić - jako własny i wyjątkowy element składowy, dodając do tego przesunięcie odcinka przecinającego okrąg obrazujący moje-ja i społeczne-ja aby zwiększyć pole powierzchni mojego ja]
i na dygresję: <ok>. mój core, przewartościowany, pozostaje heart-corem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz