chciałam zrobić z tej wizji epifanię, ale bo badaniach terenowych okazało się, że oprócz mnie nikogo nie bawi, więc oczywiście muszę się jej z głowy pozbyć, jako tak słabo nośnego pomysłu, także wylanie gorzkich mych żali:
tytuł znaczący, odbijanie piłeczki. tudzież nieodbijanie. i o to się wszystko rozbija. bo ludzie w takiego tenisa socjalnego nieco pogrywają sobie, napierdalanie we wszystkie strony, próbując ścinać i szukając tych do seta, którzy dadzą radę poodbijać. ale strasznie to niezgrabnie wychodzi, a to komuś wymiana piłeczka-oczko, a to jakieś piłeczki w krtaniach. i tak to właśnie, kiedy niesposób znaleźć sobie odpowiednich partnerów do gry.
a wszystko to po to, żeby jeszcze nacisk silniejszy, trzask rakietką w piłeczkę, furkocze jak znicz niemalże, położyć na to jak miło, kiedy można tak sobie poodbijać nad siateczką, zamiast się krztusić własnym żartem. także w górę paletki, wznosimy się do siebie i dzięki składajmy za tych nielicznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz