wtorek, 8 listopada 2011

gdyby nie to...

..., że zatraciłam umiejętność płakania, to bym płakała. elementy mojej sieci relacji społecznych, jeden po drugim, zrobiły nie wiem co. bo to takie małe nieistotne rzeczy. w sumie to nic nie zmienia. właściwie, to się nic nie stało. oczywiście, wszystko moja wina. za dużo bym chciała, za dużo wymagam, w ogóle... no oczywiście, moja wina. nad sobą płaczcie. czy ja nie napisałam właśnie, że zatraciłam umiejętność płakania? chciałabym jeszcze tę kulkę z gardła umieć wyrzucić. tak to jest, pakować się w wieloelementowe układy ewentualnie układy starej daty. tak to właśnie jest. i wszystko moja wina. i brak mi nawet konceptu jak napisać co jest nie tak, tak wielką ochotę mam napisać wprost dlaczego jest mi smutno i źle. 

w związku z czym mamy dwie rączki. lewej rączki kciuk zgina się, zwija się i chciałby płakać, bo palec wskazujący właśnie siedzi ze swoim facetem i nie chce słuchać telefonicznego jęczenia kciuka. moja wina, trzeba było nie dzwonić. jęczenie spowodowane jest telefonem od palca środkowego, który powiedział, że palec serdeczny odwiedził miasto palca środkowego i nieszczęśliwego kciuka, nie powiadamiając kciuka, w związku z czym kciuk czuje się paskudnie, bo nie wie co zrobił źle, oprócz tego, że oczywiście uznaje swoją niższość wobec palca środkowego, który jest najmądrzejszym z całej ręki, oraz wobec palca serdecznego zresztą też. mały palec to taki palec, którego w sumie mogłoby nie być, ale skoro już jest, ale nie daje znaku życia, to też drażni. no i jeszcze całą druga ręka! kciuk, który się również zwija z cierpienia, a który wprawił dziś kciuka pierwszego w taką konsternację, że już kciuk pierwszy na prawdę nie wie co ma robić. bo nie chce źle, a źle wychodzi. chciałby kręcić z drugim kciukiem młynka, ale wyszukana metafora, ale w sumie to jest przecież ten tam wskazujacy, który pokazuje je palcem nawet, kiedy nie patrzy. potem kolejny środkowy, który jest ponad tym wszystkim i samą obecnością wprowadza zamęt, bo wykazuje chęci komunikacji w najmniej odpowiednich momentach. drugi serdeczny, który idzie w parze z małym, dosłownie są jednym palcem (na razie), który sieje ogromny zamęt w paliczku kciuka, właściwie to go paraliżuje. ale zarazem sprawia, że mimo tego siedmiopalczastego zawodu dzisiejszego dnia, dochodząc do tego punktu opisu kciuk jakoś powoli się prostuje. 

i myśli: spoko, po prostu się pouczę. 

3 komentarze:

  1. tak sobie myślę, że wolałabym opisywać sytuację w moim życiu uczuciowym posługując się błoną pławną.

    za dużo tych palców, za dużo! a jeszcze te palce mają inne palce innej ręki i te ręce są dawno w rękawiczkach, które do siebie pasują i których się nie zdejmuje, bo się zrobi zimno.

    Brakuje mi jakiejś kawy razem
    a gdybym tak za tydzień, nie w długi weekend, tylko właśnie potem, przyjechała do Wawy?

    OdpowiedzUsuń
  2. to bede w niej i chetnie zaprosze Cię na kawę do siebie, na Nowolipki, pomacham Ci przed oczami paluchami i głośno powiem, jak bardzo podoba mi się tekst o rękawiczkach... bo u mnie serio wieje chłodem. a wcale nie chcę ich nikomu zdejmować.

    OdpowiedzUsuń