są takie cytaty, których nie można się pozbyć. posiłkując się jednym z moich ulubionych obcych mi języków, do którego próby zbliżenia od ośmiu prawie lat kończą się niepowodzeniem - Ohrwurm. na przykład często męczy mnie to zdanie - i to jest wiara warta krwi, twojej krwi z podciętych żył, idź i się zabij. koszmar, idę ulicą i melorecytuję. co ja właściwie chciałam?
chyba piszę, żeby się wdrożyć w pisanie, bo próbuję o-r-well-a (to nieco echlalialowo do o(h)rw...urma, nie?), ale mimo udanej burzy mózgu jakoś przepapierzenie nie idzie, moi Państwo, nie idzie. Dlaczego? O tym chciałam napisać. Bo o tym chciałabym mówić. Ale nie jest mi dane, więc piszę, (choć nie wyślę listu), mać, właśnie o to chodzi. że wysłałam i nie mogę się skupić, bo czekam na odpowiedź, nie będzie mi dana, nie będzie mi dana, niech będzie mi dana.
bo się zaczęło, mili państwo, o-ho, ho! pełną gębą, wystudiowane czekanie (na coś co może, co może nigdy nie przyjść) i nie przyszło, ale bardzo profesjonalnie grałam wczucie w lekturę, w intelektualny uśmiech wywołany pięknym fragmentem, w zaczytaną naukową pozę. bez widza, proszę państwa, bez wiedzy widza. i czekam. i nadal bez odpowiedzi.
a potem poszłam, bo ja tak mam, że mnie jara iście mnie jara, intelektualizm, także żem poszła i żem posłuchała i ludzie, to był błąd. bo nagle się okazało, że powtarza coś, co powiedziała. no bez przesady, tyle cytatów na świecie, a ona powtarza? i się okazało, że nie wszyscy są na ty z piotrkiem sz. (to jest ta wyrafinowana aluzja, że jedynie ja, i to ja z dzisiaj, jestem dla siebie idealnym czytelnikiem, co za narcyzm, co za wsobność! ale gdyby ktoś był zainteresowany historią, to służę wyjaśnieniem), w ogóle służę.
i takam dzisiejsza i tykam nakofeinowana, pukstukam w klawisze i jakoś tak bym nic nie robiła (a ja czekam i czekam, i czekam, i ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam, a ja leżę i leżę, i leżę, i nikomu nie ufam, i nikomu nie wierzę). Zaufanie. Niech to! (el o el, ale to Konradowskie!).
nie-ch odpisze, bo nie napiszę! a tak ogólnie, to lubię zostawać na wszystkich zmarłych (kontaminacja) we wareszawije. i chyba jakbym teraz zaczęła o-r-well-a, to by mi wyszła sztuka. bynajmniej nie pracy naukowej. bo ja bym tak bardzo dziś chciała z kimś porozmawiać (filozofia dialogu). jestem taka zawiedziona. nie-po-cieszona. indeed.
i spostrzeżenie, co wywiozłam z wijelkijej brytaniji - tykam wielką literą, zamiast państwować. czy ludzie zrozumieją?
i spostrzeżenie, co wywiozłam z wijelkijej brytaniji - tykam wielką literą, zamiast państwować. czy ludzie zrozumieją?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz