mam jazdę wewnętrzną. taką pozytywną. opowiem. opowiadam. obok stoi kawa, żebym nie zasnęła w połowie. praca w 7/8 napisana, a to dopiero na czwartek, także jestem do przodu, a co, wolno mi, jak dam radę, to wolno, niepowoli. jutro robię nocny buw, bo to juz od 3 nocy działa a ja /dałam ciała/ i nie byłam jeszcze ani razu dłużej niż do 22.
epi-fan-i-a. rozbroiłam ją. epi - jak epi-fora. jako ostatni. fan - jako grupa zdominowana, haha! i. a. albo ja, albo i asia (bo tak to się teraz nazywam). także jestem ostatnim fanem. czego? kogo? estetyczno-etycznego life-stylu. że niby estetyczny - a etyczny. jest fun (fan?) - nie powiem, że nie.
dobra, do rzeczy. chciałam się przyznać, że lubię ludzi z warszawy/uw/ismu. napisałam taki wierszyk, że ich lubię, bo ich lubię.
lubię ludzi stąd
na swoim
i na nimi postawią
a ja tracę grunt
pod zdaniami
lubię ludzi stąd
wiedzą jakdojadę
ale i jak dojść
do siebie
i coś tam. w każdym razie takie małe a cieszy.
rano - bus, inny bus, ksero, ci
mili ludzie, bus, w miedzyczasie
kiosk, potem winda, kolos,
dwór, winda, schody,
eventim. mamy twój bilet,
tramwaj, bus, ławka, wpis,
schody, buw, referat, dwór,
buw, bus, tramwaj,...
a w tym wszystkim ludzie. tacy dobrzy ludzie. lubię to. jestem fanką ludzkości.
no naprawdę, jak ludzi kocham, nic nad ludzkość.