absolutnej. all is wrong and is not getting better.
rozważanie opcji spierdolki stąd w związku z potencjalnym wynikiem wyborów.
przede wszystkim to. całe zacięcie, że ktoś musi zostać - pojawia się i znika.
zmęczenie. straszne wszystkim zmęczenie.
bezsens. wszystko bezsens.
chciałabym dalej nie wychodzić z domu.
nie daje mi to siły do ostatecznego z niego wyjścia, ale daje możliwość braku paniki światem.
co za ziemia 2019 koszmar.
niby nic się konkretnego nie stało, ale dzieje się jednocześnie wszystko.
środa, 7 sierpnia 2019
czwartek, 11 lipca 2019
lucky me
przyłapałam się ostatnio z zaskoczeniem na myśli, że dużo dobra mi się trafia w tym roku.
primo, wspominana już wielokrotnie Anne Lister.
secundo, niewspominana jeszcze żeńska piłka nożna. Megan Rapinoe mainly. Ale nie tylko, raczej jako społeczny fenomen wyoutowanych super powerful typiarek, których urok chcąc nie chcąc mięknie mi kolana, uf.
Now, the question is why to jest dobro, a właściwie dlaczego mnie to tak super zajarało.
Założenie: pomijamy estetyczne powody, które są zbyt oczywiste, żeby się nimi zajmować, których wagi nie chcę umniejszać, ale serduszko mi podpowiada, że jest tu coś więcej.
Results:
1. W wypadku secundo, nie w wypadku primo, niemniej - gay history being a part of history in general. Czyli fakt, że społecznie istotne kwestie podnoszone są w składzie łączonym, w którym seksualność jest celebrated, jednocześnie nie będąc exclusive.
2. Niezwykle mi imponująca odwaga, której mi absolutnie brakuje (both).
3. Kompleksowa lewacka wrażliwość (also secundo, pani Lister pod tym względem jednak hardly can be considered a case ).
4. Optymizm, którego mi tak zajebiście brakuje - i który chyba jednak enabluje do robienia czegoś, deklarowania czegoś, podejmowania działań. Link jeden - kiedy Rapinoe mówi, że może nie za jej generation, ale może potem... and I am like 'babe, there will be no other generation'.
5. Ogarnięcie intelektualne przy jednoczesnym ogarnięciu fizycznym (both), very greek indeed. I dzięki tej pani jestem dorosła i postaram się dowiedzieć dlaczego przy bieganiu boli, ha.
6. Self-acceptance, którego mam milion razy więcej niż kiedyś, ale nie zmienia to faktu, że watching their joy/czytanie o jej życiu jest i tak kopem.
---
Sources do miękkich kolan, wybór co lepszych kawałków (G2L, L2L, L2L, L2L - again, why I get excited? no clue):
https://www.youtube.com/watch?v=2aYEab3n5iA
https://www.msnbc.com/rachel-maddow/watch/rapinoe-global-spotlight-an-opportunity-for-positive-message-63564357912
https://www.theplayerstribune.com/en-us/articles/sue-bird-megan-rapinoe-uswnt
https://www.thecut.com/2019/06/why-do-i-love-soccer-players-so-much.html
primo, wspominana już wielokrotnie Anne Lister.
secundo, niewspominana jeszcze żeńska piłka nożna. Megan Rapinoe mainly. Ale nie tylko, raczej jako społeczny fenomen wyoutowanych super powerful typiarek, których urok chcąc nie chcąc mięknie mi kolana, uf.
Now, the question is why to jest dobro, a właściwie dlaczego mnie to tak super zajarało.
Założenie: pomijamy estetyczne powody, które są zbyt oczywiste, żeby się nimi zajmować, których wagi nie chcę umniejszać, ale serduszko mi podpowiada, że jest tu coś więcej.
Results:
1. W wypadku secundo, nie w wypadku primo, niemniej - gay history being a part of history in general. Czyli fakt, że społecznie istotne kwestie podnoszone są w składzie łączonym, w którym seksualność jest celebrated, jednocześnie nie będąc exclusive.
2. Niezwykle mi imponująca odwaga, której mi absolutnie brakuje (both).
3. Kompleksowa lewacka wrażliwość (also secundo, pani Lister pod tym względem jednak hardly can be considered a case ).
4. Optymizm, którego mi tak zajebiście brakuje - i który chyba jednak enabluje do robienia czegoś, deklarowania czegoś, podejmowania działań. Link jeden - kiedy Rapinoe mówi, że może nie za jej generation, ale może potem... and I am like 'babe, there will be no other generation'.
5. Ogarnięcie intelektualne przy jednoczesnym ogarnięciu fizycznym (both), very greek indeed. I dzięki tej pani jestem dorosła i postaram się dowiedzieć dlaczego przy bieganiu boli, ha.
6. Self-acceptance, którego mam milion razy więcej niż kiedyś, ale nie zmienia to faktu, że watching their joy/czytanie o jej życiu jest i tak kopem.
---
Sources do miękkich kolan, wybór co lepszych kawałków (G2L, L2L, L2L, L2L - again, why I get excited? no clue):
https://www.youtube.com/watch?v=2aYEab3n5iA
https://www.msnbc.com/rachel-maddow/watch/rapinoe-global-spotlight-an-opportunity-for-positive-message-63564357912
https://www.theplayerstribune.com/en-us/articles/sue-bird-megan-rapinoe-uswnt
https://www.thecut.com/2019/06/why-do-i-love-soccer-players-so-much.html
środa, 12 czerwca 2019
cytaty do zapamiętania
„Don’t hurt me. I’m not as strong as you think. Well, I am, obviously, but… Sometimes I am not.”
poniedziałek, 10 czerwca 2019
krople które
co roku ta sama szala goryczy w okolicach czerwca, tym razem wyjątkowo hardcorowa, i to przekonanie, że to ostatni taki rok (pierwszy w przyszłym), będzie naprawdę strasznie. i potem jest. pod koniec dzień poczucia, albo i nawet nie, bo nadal ta historia nieskończona, że uff, i jebut, definiują ci plan na kolejny.
jak ludzie robią tak, żeby mieć jednak jakoś normalnie? bez takich absurdalnych przypałów. jak?
czwartek, 9 maja 2019
znowu taki dzień
kiedy średnio mi wychodzą rzeczy. fu fu. tzn nienajgorzej, ale nie najproduktywniej.
so.
1. gentleman jack - bardzo ciekawe doświadczenie serialowe i super fascynująca historia. ale jednocześnie trochę mi uświadamia jak ciężko jest zareklamować taką historię - nawet lewakom - ale raczej nie mających wątpliwości co do swojej tożsamości seksualnej albo średnio zainteresowanych tematem tożsamości seksualnej. można próbować wątkiem klasowym, bo owszem owszem, jest ciekawy, ale jednak kwintesencją tego serialu jest lizbejstwo i jeśli nie interesuje cię lizbejstwo, to nie jest łatwo powiedzieć dlaczego miałby cię zainteresować ten serial. bo absolutna wyjątkowość tej typiary polega na samym byciu typiarą (ok, to może być argument dla bardziej feministycznie-oriented), która kocha inne typiary (i that's the point). na podobnej zasadzie, jak naprawdę trudno by mi było z czystym sumieniem komuś bez lgbtq inklinacji polecać tlw. no po prostu nie. chociaż oczywiście świat byłby lepszy, gdyby z równym zainteresowaniem, z którym śledziłam i śledzę mnóstwo heteronormatywnych love stories, osoby heteronormatywne były zainteresowane śledzeniem nieheteronormatywnych love stories. nie jako wątku na szóstym planie, ale jako wątku przewodniego - w swoja drogą ciekawej historii.
2. właściwie to nie ma dwa.
czwartek, 25 kwietnia 2019
meh.
wszystko ok, ale mam jakąś straszną anxiety. wysłanie maila: problem. zadzwonienie: problem. boję się, wstydzę się, nie chcę się ustawiać w pozycji do bycia zjechaną, ogólnie wszystko problem. potem, kiedy to robię, oczywiście nie problem, zwykle w ogóle nie problem, tylko poświęcony czas, ale ten początkowy niepokój nie chce sobie pójść, także kolejny krok okupowany tym samym strachem.
strasznym się stałam tchórzem.
sobota, 30 marca 2019
wyślę sobie maila z gwiazdką
i zrobię sobie inne przyjemności, tak bardzo mi miło, że kupiłam sobie 23 płyty DVD, że aż nie mogę się na nie napatrzeć, stoją już odfoliowane zaraz obok wydania mistrza i małgorzaty z dedalusa. szał ciał i bogactwo doznań. pun pan unintended.
wyjdę dzisiaj i może będzie miło, nie wiem. ale już nie mogę z pdfami. całe życie z pdfami. no dobra, ostatnie 9 lat z pdfami. nieważne. te lata to w ogóle ostatnio mi się mylą, w żadną stronę nie mogę się doliczyć czy to phd to powinnam skończyć w grudniu 2020 czy 2021. chyba 2020, ale naprawdę, nie mogę się doliczyć. w tył z kolei jak mnie pytają ile lat mają potomkowie, to liczę i liczę i wychodzą mi ciągle inne liczby w głowie, że to musiał być niby 2011, ale rok później, czyli 2012, czyli niby już 7, ale może w sumie rok później, czyli niby 6, nie no 7, nie wiem, nie pytajcie mnie, co ja jestem, co?
9 minut do wyjścia, ja nieumalowana, nieprzygotowana, nieubrana, nie wiem co to za akcja. 8 minut. i znowu weszłam w docxa. czy ja w ogóle to lubię? to pisanie pod recenzje, to poprawianie pod recenzje, to pisanie dla nikogo, do nikogo, po nic, o rzeczach, które mogłabym wyjaśnić na dwóch stronach, a napisać trzeba 6,000-10,000 wyrazów? trochę lubię, dużo się wtedy można dowiedzieć. trochę nie lubię, bo niewiele z tego wynika. jednak miło by było robić coś, z czego coś by wynikało. no dobra, ale z czego w ogóle coś wynika, skoro powiedziałabym, że z seriali, ale ich oglądanie jest postrzegane jako prokrastynacja, puf, nawet przeze mnie, mimo że myślę, że coś z niego wynika, mieszczaństwo przeze mnie przemawia. 4 minuty, idę. idę się napić i zedrzeć na amen gardło rozdarte uczeniem, pfi, nieprawda, czym ono w ogóle zdarte, nie wiem, idę i tak.
piątek, 1 lutego 2019
nie ma co
i pisała maile, bardzo piękne. to jest takie dobre, czasem tak bardzo boję się to stracić. a czasem się o to nie martwię - i wtedy jest najlepiej.
w ogóle, patrząc z odpowiedniej perspektywy, naprawdę nie mam się czym teraz martwić. jest naprawdę, naprawdę dobrze. i stąd też powinnam stawiać aktywny opór stresowaniu się, co staram się czynić.
i dawać sobie więcej czasu. bo to właśnie jest ten moment, kiedy jeszcze mogę na spokojnie, niczym się nie przerażać.
więc właśnie tak, na spokojnie. wdech. wydech. jest ok. nie katować się wyrzutami sumienia o dosłownie wszystko. inni też panikują w obliczu procedur. znaczący inni.
sobota, 19 stycznia 2019
serialnie.
15 lat temu minus jeden dzień miał premierę the l word.
fakty - musiało to być ok 2007 jesienią, jakieś promo piątego sezonu na wyborczej, ojciec mi coś mimochodem wspomniał. poszukiwania, forum, linki, oglądanie w sekrecie na tym jednym domowym kompie (hardcore!) i totalne totalne przeżywanie powtórzone potem jedynie dwukrotnie (a i to chyba jednak z mniejszym przeżywaniem) przy sense8 i orange is the new black. jak zwykle - poczucie wspólnego mianownika.
bo dałam sobie wczoraj te cztery odcinki i here we are:
1) wspólna z sense8 utopijność ludzkiej jedności (ourchart no i wiadomo, homo sensorium);
2) wspólna z orange is the new black absolutna koncentracja na kobietach i chociaż orange is the new black absolutnie przoduje w poziomie skomplikowania bohaterek i tym ja bardzo są przekonujące, to tlw totalnie wykształciło pewien kod archetypiczności - niepełny, bo niepełny, wiadomo, że umiarkowanie emancypujący (głównie rich, thin and living in LA - no ale patrz punkt pierwszy. bardziej problematyczne - mostly white, ale zwróćmy uwagę na fakt, że jednak kwestia ta jest problematyzowana do pewnego stopnia), co samo w sobie nie było złe.
jest zima 2019, 11 lat po tym kiedy zaczęłam być z tlw na bieżąco. internet był wtedy inny. mój świat wtedy był gorszy niż ten, w którym teraz jestem - chociaż świat na ogół wydawał mi się wtedy mający potencjał bycia lepszym, niż teraz. w sensie (pkt 1) wiary w to, że gdzieś jest los angeles. i że tam, tam to miałabym tysiąc dziewczyn (parafrazując bodajże fucking amal z kolei). lucky me, że nie wiedząc, że tak być może, w pewnym stopniu warszawa stała się moim LA.
kiedy natomiast one mówią (pewnie w 2004/2005) o tym, że kiedyś będzie 2015, to myślę sobie, o ziomki, 2015 to luz, ale potem będzie 2016, 2017, 2018 i tylko coraz gorzej. sweet sommer children, myślę sobie. a potem myślę sobie o legalizacji w usa i o repealing don't ask don't tell na przykład. i o oliari. i może mimo wszystko coś się zmieniło na niezłe przez te piętnaście lat. może.
oraz podoba mi się pewien poziom consistency przeżywania i odbierania bohaterek i ich relacji. wiedziałam co dobre, zanim wiedziałam co dobre. brawo ja.
także pewnie dam sobie więcej. należy mi się. bo ja już nie mogę ciągle czytać i pracować. pracować i czytać. czytać. pracować. czytać do pracy.
wtorek, 15 stycznia 2019
czekam na mędrca
który weźmie i poskłada to sensownie w słowa. bo z innych względów nie miałoby sensu otwieranie wyborczej kilka razy dziennie, oka, a nawet prowokacyjnie próba wkurwienia się po prostu jakimś przekazem z innej bańki. i jest jakiś cytat z czekaniem aż ktoś się pojawi i nada sens, który mi się zapomniał, ale właśnie gdybym go pamiętała, to go bym chciała zacytować.
facebook huczy, ale przekaz zaiste mało analityczny. wiem, że nic się nie zmieni, ale niemniej dobrze by było przeczytać jakiś sensowny tekst na temat tego, że nic się nie zmieni. tymczasem, może i w sumie dobrze, nie trafiam na takowe. no nic.
w jakiś sposób naprawdę mnie to ruszyło. primo, kruchość i śmiertelność bywa poruszająca. secundo, to, że nie widzę nigdzie przeprosin. ani z jednej, ani z drugiej strony. podczas gdy naprawdę powinno im wszystkim być wstyd. i tym, i tamtym, i wszystkim. tertio, że idąc w niedzielę poza domem byłam taka, kurde, nie mam przy sobie drobniejszego hajsu, mam tylko gruby hajs, wrzucić go czy go nie wrzucić do puszki? i pomyślałam sobie, że co ja się głupia zastanawiam, że nie zbiednieję od tego wrzucenia, a przecież kto jest taki, żeby nie chcieć dobrego sprzętu medycznego dla dzieci? i chociaż tak naprawdę może raz w życiu byłam na koncercie okołoorkiestrowym w świadomym życiu, i chociaż w sumie nie lubię tego 'siema siema' hop-do-przodyzmu, no to gdyby nie on, to niewiele by pewnie temu witrażyście wyszło, więc właśnie.
no więc gdzie jest granica sporu i mowy nienawiści and how not to go this way. mogę napisać jak można być takim chujem, czy powinnam skasować i napisać kto jest taki, żeby?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)