oder.
w odpowiednim świetle miłej łazienki mam bardzo błękitne dłonie o tej porze roku. trochę nie rozumiem jak to działa, że w nich płynie krew, wyglądają bardzo statycznie. potem zacznie się pora plamek krwi od popękanej skóry, póki co krew w rękach, nie na rękach, żadna ze mnie lady m.
myśl, do której zapewne wrócę jeszcze: absurd jako kategoria najlepiej definiująca człowieka. celowość, przy nieświadomości tej celowości, każdego fraktala natury - absurdalność naszych aktywności niezależna de facto od chęci. gwiazdozbiory są po to, żeby jaskółki wiedziały kiedy mogą przestać lecieć na południe, a przynajmniej tak ktoś kiedyś powiedział którymś studentom. wszelki nasz pseudoracjonalizm sprowadza się do absurdów [nieuprawnione uogólnienie, wiem].
miałam zrobić więcej, poszłam na spacer. widziałam centrum z perspektywy pogranicza woli i ochoty, warszawo, jakaś ty od niechcenia poetycka, jaram się. Twoja dzielnia taka francuska, moja ośka taka włoska, etymologie cudzoziemskie jak bardzo obcość u siebie, tak bardzo coraz bardziej. wracając to takie piękne widoki, te pasma wieżowców w tle, te ceglane pozostałości na pierwszym planie, te kamienice ostańce, te socrealistyczne, surrealistyczne domy słowa polskiego i inne ostrosłupowe daszki wyrastające na wysokość pierwszego piętra... absurd miasta.
nie, nie czytałam ostatnio niczego pięknego. nie, nie napisałam nic, z czego byłabym zadowolona. nie, nie walczyłam o demokrację, nie pomagałam uchodźcom i ogólnie nic wielkiego. pilnowałam chwilę zapijaczonego mężczyzny na ulicy. ale bałam się go dotknąć. a może brzydziłam. oba.
ale byłam dobra dla mamy i dobrze spędziłam z nią czas i jak zawsze wtedy głupio mi, że się na nią czasem denerwuję tak prostacko i prymitywnie. jeśli uda mi się zrobić dobre święta, to może faktycznie udało mi się #wyżejwyżejwyżejantropotechnika. test. sesja zimowa.
luźno powiązane te wymysły, ale co robić, kiedy przymus zapisywania, a tylko tysiące małych rzeczy i piękne światło dzisiaj rano i miłe przewiewanie przez rękawy na spacerze i już nic nie będę miała do dodania, bo wszystko się zawiera siedmiu akapitach.
[edit] jeszcze jedno. ponoć Niemcy topią na nowy rok stal zamiast wosku i z jej kształtu wróżą. wiersz sam się pisze w duchu rozmyślań Aszkenazego o tym jak to z niemieckiej stali stopniałej kształcą się namioty i koce, a z wosku polskiego drzwi bez dziurki na klucz i o tempora, przyjaźniej się widzi tę stal skruszoną niż widma szabelki kreślącej po wodzie granice narodu, który nie istnieje, bo nie znajdziesz już nawet jednej nam wspólnej dla jego wyobrażenia cechy, skoro biało-czerwona flaga dla jednych autarkią, a dla innych bez sąsiedztwa gwieździstego nawet wieszać się jej nie winno #andersonjakandersenteżstrasznebajkipisze [/edit]
[edit] jeszcze jedno. ponoć Niemcy topią na nowy rok stal zamiast wosku i z jej kształtu wróżą. wiersz sam się pisze w duchu rozmyślań Aszkenazego o tym jak to z niemieckiej stali stopniałej kształcą się namioty i koce, a z wosku polskiego drzwi bez dziurki na klucz i o tempora, przyjaźniej się widzi tę stal skruszoną niż widma szabelki kreślącej po wodzie granice narodu, który nie istnieje, bo nie znajdziesz już nawet jednej nam wspólnej dla jego wyobrażenia cechy, skoro biało-czerwona flaga dla jednych autarkią, a dla innych bez sąsiedztwa gwieździstego nawet wieszać się jej nie winno #andersonjakandersenteżstrasznebajkipisze [/edit]