poniedziałek, 9 marca 2015

urodziny emilem.

1. w kwestii stałych elementów mojego życia, to możliwe, że jest coś starszego niż niechęć do rodzynek. umiłowanie do koncentracji na nieosiągalnych wyobrażeniach o kimś, jako głównej sile napędowej zainteresowania światem w ogóle (brzmi fatalnie, jest jeszcze słabsze). anyway myślę, że niektóre elementy mojego alternatywnego świata w wersji 1995 można by spokojnie interpretować tym kluczem. potem było tylko gorzej. teraz odczuwam natężenie potrzeby tego typu bodźców. wykres przedstawiałby się zatem mniej więcej w ten sposób, że im mniej bodźców plusdobrych w kategorii relacja-na-której-wszystko-powinno-się-opierać-lub-brak-takowej, tym silniejsze zapatrzenie w stronę nierzeczywistych relacji z tworami wyobraźni nazywanych jedynie rzeczywistym imieniem i nazwiskiem, z ciałem zaczerpniętym z realnego świata i zbiorem pojedynczych obserwacji, których ilość jest jedynie luźno powiązana z intensywnością przeżyć powiązanych z tworem (#obiektmałea). 

2. if you needed somebody to write your biography - i should be the one.

3. urodziny należy czytać durkheimem. to taki fatalny dzień, kiedy twoje wygórowane wyobrażenia o tym jak powinien wyglądać skonfrontowane z rzeczywistością czynią rzeczywistość gorszą niż na co dzień (mazur, i beg you, nie użyj tego przykładu na zajęciach).

4. Vitalic był super. Sobota była naprawdę spoko. Właściwie niedziela między 12:00 a północą również była ok. Więc właściwie miałam  na pewno udany weekend i właściwie miałam udaną połowę urodzin. Co możliwe, nie jestem pewna, bo się nie znam na zdrowych relacjach, ale jest to prawdopodobne, że mniej więcej oddaje proporcje, w których związek powinien okupować one's life. Gdybym miała przedstawić wykres stosunku tych proporcji do udanych godzin minionego weekendu zarzuciłabym pomysł rysowania odwrotnie proporcjonalnego wykresu i zajęła się Emilem (metonimia). Szkoda, że Durkheim słabo się rymuje. Pałam do niego zaiste większą sympatią niż do #weberforever. Swoja drogą wyobraźmy sobie (wyobraźnia socjologiczna) taką demonstrację, na której krzyczano by hasła w stylu: "dość paranoi i społecznej anomii", "utopia partycypacji nie powstanie bez pracy", "gender jako fakt społeczny" [btw beka, top search pawła śpiewaka: 1) pochodzenia, 2) żona, 3) syn, 4) żih]. ciekawe czy... stop. nawet sobie tego nie wyobrażaj, vide pkt. 1.

(5. a może się spłakałem, bo kiedy zadzwoniła ciocia i zadzwonił dziadek, pomyślałam, że powinna zadzwonić babcia. referaty, prace, gówno. tyle mam przepracowane, zero, gówno. mam wręcz coraz mniej przepracowane, z każdym dniem nieprzepracowywania niczego, gówno, beckett, zasiedzenie do umierania, gówno!)

6. ale znajomych, przyjaciół, towarzyszy melanżu mam naprawdę zajebistych #DUŻOMIŁOŚCI (dziś dzień bez autocenzury). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz