pisałam o tym setki razy (dwa albo trzy), ale za każdym razem kiedy Cię widzę to mnie to od nowa wkurwia (z góry przepraszam za sto tysięcy wulgaryzmów, które teraz polecą), że można tak zjebać. że można tak bardzo się odizolować, tak bardzo kogoś olać, tak bardzo zobczyć się wobec osoby, z którą się było tak (albo mi się wydawało), blisko, że można tak kogoś opuścić, tak bardzo zobojętnieć, pieprzyć tak bardzo o niczym, być tak bardzo zadowoloną z siebie, tak bardzo gardzić wszystkimi, tak bardzo odwrażliwić się na wszystko poza sobą i swoim mikrokosmosem, tak bardzo odciąć się od rzeczywistości, być tak bardzo ponad i z wyżyn swojej miłości oceniać niezwykle surowo wszystko i wszystkich, radzić post factum...
idę ze świadomością, że wcale nie chcę tego doświadczać, ale z poczuciem, że przecież tyle Pani zawdzięczam i taka byłaś dla mnie formacyjna, tak bardzo mi otworzyłaś Warszawę i świat, tyle dobrego dzięki Tobie, i że przecież powinnam zrozumieć, że masz prawo być taka teraz, ale nie. mam ochotę Ci palnąć w ucho, żebyś się opamiętała, żebyś tę swoją suwerenność utraconą chociaż w pewnym stopniu próbowała zachować, żebyś przestała być pakietem, żebyś wróciła na boga do siebie choć trochę. mam ochotę cię złapać za głowę, chociaż już chyba za późno. chociaż Tobie niczego nie brakuje, albo przynajmniej sprawiasz takie wrażenie. jak może czegoś brakować komuś, kto uważa, że jest najzajebistszy.
ani się od Cię odciąć, ani się do Ciebie dobijać. i tylko kiedy długo przytulam Cię na do widzenia mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. noone will wear my silver ring, therefore I will never again catch your attention even for a day or two. and i'd rather you stopped with this bullshiet promises of next adventure. there are adventures without you/ i am not the part of your adventure anymore.
#smuteczek