skorzystam z tej myśli, w inny kontekst ją wrzucę, bo zranione A.
mogłabym odpisać coś ironicznego, jakoś odbić tę obrazkową piłeczkę. mogłabym odpisać coś serio i najlepiej wulgarnego. albo po prostu wysłać selfie-z-fuckiem. a nie odpiszę nic, bo to nie jest powód ani do żartów, ani do nerwów. po raz kolejny się przejechałam na zaufaniu w przyjacielskość, och, jaka ona jednak niestała, jak ona się pięknie rozpływa w zimnym powietrzu.
nie pojadę do Ciebie na urodziny.
nie zadzwonię do Ciebie bez powodu, żeby Cię usłyszeć.
nie wyślę Ci niczego do przeczytania, chociaż nadal liczę się z Twoją opinią.
nie chcę nawet wiedzieć czy miałaś dobry powód, nie interesuje mnie to.
chyba się odwiązałam od idei naszej friendship, siema. A. ma również prawo do bycia zranionym. i, a masz, a masz to wyznanie, do którego nigdy nie dotrzesz, przeholowałaś, nie tym tonem młoda damo, żebyś to chociaż ujęła w I'm so sorry formie. byłaby inna gadka. chyba już mi niewystarczająco mocno zależy, żeby się starać i cieszyć z małych rzeczy. są za małe na nasze duże możliwości.