piątek, 1 lutego 2013

cytat.

no excuses, cytat, wpadło w głowę, ok, damn right, niech tak będzie, na plus, na plus, kiedy ani nos, ani płuca nie są żadnym usprawiedliwieniem - na plus!

to jeszcze nie koniec, ale to chyba nigdy się nie kończy, bo wykreślanie wykonanego idzie w parze z dopisywaniem nowych wyzwań. to jeszcze nie koniec, ale teraz to już przyjemnie, z tym wszystkim co zostało na i z tylu głowy już spokojnie można się dać oderwać i być znów rozproszoną na wielowektorową życióweczkę, nie zaś całkowicie dać się zwariować temu co to-do (tu-du...du-du!).

więc, od którego nie zaczyna się zdania, kiedy wczoraj wróciłam, położyłam się na łóżku i poczytałam przysłaną przez mamę oli książkę o oswajaniu. trochę po prostu poleżałam, czekając na telefon. ruszyłam się po troszę, pojechałam to tu to tam, bez konkretnego celu, znajdując dziką radość i satysfakcję w samym jechaniu. potem wieczór spokojny, stonowany, analityczny, uroczy w swej niespodziewaności, a zarazem naturalnie wpisujący się w przestrzeń kuchenną. i kiedy rano nie mogłam ogarnąć jak wyłączyć budzik, to i tak nie było wstawanie na mus, lecz wstawanie z poczuciem "ile ja dziś mogę zrobić". i chociaż zgarniam opierdole, a rzeczywistość się do mnie nie uśmiecha, to przecież dziś pierwszy raz od trzech tygodni się pomalowałam, pierwszy raz od dwóch miesięcy jestem niezależna od rozkładu jazdy, a na dodatek  sebastian powiedział, że ten. no, że ten. nie no, nie napiszę tego, ale to miłe do usłyszenia. 

no excuses, to ładne hasło. there's so much to be done. let's do it. 

z przyjemnością. 

1 komentarz: