tak leżę i spać nie mogę, bom takam zajaranam, że nie-wychodzi-nie-szkodzi, że bez-szans-i-tak-lans, że to-nic-że-źle-bo-wcale-nie, i takie inne składanki, o-sOm, takie mam plany na prze-ży-cie, że-o-ja-cie, że:
idę w bezsens/bezsen/bezcen
z pełnym siebie przekonaniem,
że właśnie rakiem/wrakiem/brakiem
chcę być i niech mi się coś stanie
niech mi się dzieje wola/swawola/niewola -
byle działo, ciągle nakręcać się w sobie
na siebie jakiej mnie mi mało
i nic, że nie spaciam - i tak obudzę się, bo mam obowiązki wobec świata, ja, budzikorynka. fajnie jak jest fajnie, bez lipy jest wówczas fajowo.
i z dedykacją, właśnie mi żart wpadł do głowy:
i don't give. a fuck.
dobrze się bawisz moim kosztem?
OdpowiedzUsuńjako egocentryczka stulecia muszę się przyznać, że to było w sumie jednak o mnie... ;p
OdpowiedzUsuń