już myślałam, że znalazłam taki ładny cytat i się zmarnuje, bo nie znajdę dla niego pokrycia w (mojej, a czyjej by, kursywa czytane zgodnie z zasadami szybkiego czytania, innej?) rzeczywistości. a tu jednak, a tu proszę, jak na zawołanie. a przełączając t9 na słowacki, to nawet bym powiedziała, że jak nie zavolanie. więc czuję się w pełni uprawniona do narzekania na małe dotknięcia samotności.
oddalenia. napisałam wczoraj wiersz. w ogóle mam już na paczki, na pęczki, na pączki na drzewach i na każdy fenomen mam słów w bród. bo choć czasem się boję, że jestem zamknięte ucho bo ktoś mi w nie wdepnął, i że to miasto zbyt się hałasi mi i przymila, żebym coś mogła na nie, to i tak się dużo zapisuje się kopii roboczych (Koncepty, trzymając nowe t9).
I ciągle nie mogę przestać myśleć o tym, co Marta powiedziała, że to miasto za duże, że chaos, że czas ucieka,... Bo ma rację. I ja to widzę tak, że to są możliwości, więcej ścieżek - że po to ludzie tu przyjeżdżają. A ja to chyba tu jestem po to, żeby usprawiedliwiać brak umiejętności wybrania ścieżki nadmiarem czasostrat na organizowanie codzienności. Trochę wstyd, ale to nadal jest sukces i ogar, że mam na jutro bułki kupione, że kawa jest, że pranie się suszy i że legitymacja przypieczętowana.
tak strasznie chaotycznie to napisałam co nie miałam napisać, ale napisałam, bo mnie samotność mała dotknęła. szczypie mnie w udo i mówi "idź na rower!". ja, że nie, że praca, że ciemno. ona wtedy za powieki, że w dół, że ciemno, że sen. ja, że nie, że praca, że zajęcia, że teksty. ona mi na to zaświeca ni z tego, ni z owego, telefon sam ni z siebie, a ja twardo, że nie, że teraz to ja poczekam, że mam uszy zamknięte i że praca. i wtedy ona tak z rozpędu, zmasowany atak w samopoczucie.
i tak z małego dotknięcia samotności robi się samo-poczucie. jak się zawczasu nie zwalczy, to już potem nie da rady. samowłada nad samą mną, więc idę się jej oddać z pełnym o legitymizacij jej paniowania przekonaniem.
dzięki, że mi przypomniałaś o legitymacji ;d
OdpowiedzUsuń