..., że zatraciłam umiejętność płakania, to bym płakała. elementy mojej sieci relacji społecznych, jeden po drugim, zrobiły nie wiem co. bo to takie małe nieistotne rzeczy. w sumie to nic nie zmienia. właściwie, to się nic nie stało. oczywiście, wszystko moja wina. za dużo bym chciała, za dużo wymagam, w ogóle... no oczywiście, moja wina. nad sobą płaczcie. czy ja nie napisałam właśnie, że zatraciłam umiejętność płakania? chciałabym jeszcze tę kulkę z gardła umieć wyrzucić. tak to jest, pakować się w wieloelementowe układy ewentualnie układy starej daty. tak to właśnie jest. i wszystko moja wina. i brak mi nawet konceptu jak napisać co jest nie tak, tak wielką ochotę mam napisać wprost dlaczego jest mi smutno i źle.
w związku z czym mamy dwie rączki. lewej rączki kciuk zgina się, zwija się i chciałby płakać, bo palec wskazujący właśnie siedzi ze swoim facetem i nie chce słuchać telefonicznego jęczenia kciuka. moja wina, trzeba było nie dzwonić. jęczenie spowodowane jest telefonem od palca środkowego, który powiedział, że palec serdeczny odwiedził miasto palca środkowego i nieszczęśliwego kciuka, nie powiadamiając kciuka, w związku z czym kciuk czuje się paskudnie, bo nie wie co zrobił źle, oprócz tego, że oczywiście uznaje swoją niższość wobec palca środkowego, który jest najmądrzejszym z całej ręki, oraz wobec palca serdecznego zresztą też. mały palec to taki palec, którego w sumie mogłoby nie być, ale skoro już jest, ale nie daje znaku życia, to też drażni. no i jeszcze całą druga ręka! kciuk, który się również zwija z cierpienia, a który wprawił dziś kciuka pierwszego w taką konsternację, że już kciuk pierwszy na prawdę nie wie co ma robić. bo nie chce źle, a źle wychodzi. chciałby kręcić z drugim kciukiem młynka, ale wyszukana metafora, ale w sumie to jest przecież ten tam wskazujacy, który pokazuje je palcem nawet, kiedy nie patrzy. potem kolejny środkowy, który jest ponad tym wszystkim i samą obecnością wprowadza zamęt, bo wykazuje chęci komunikacji w najmniej odpowiednich momentach. drugi serdeczny, który idzie w parze z małym, dosłownie są jednym palcem (na razie), który sieje ogromny zamęt w paliczku kciuka, właściwie to go paraliżuje. ale zarazem sprawia, że mimo tego siedmiopalczastego zawodu dzisiejszego dnia, dochodząc do tego punktu opisu kciuk jakoś powoli się prostuje.
i myśli: spoko, po prostu się pouczę.