niedziela, 27 listopada 2011

odbijanie piłeczki.

chciałam zrobić z tej wizji epifanię, ale bo badaniach terenowych okazało się, że oprócz mnie nikogo nie bawi, więc oczywiście muszę się jej z głowy pozbyć, jako tak słabo nośnego pomysłu, także wylanie gorzkich mych żali:

tytuł znaczący, odbijanie piłeczki. tudzież nieodbijanie. i o to się wszystko rozbija. bo ludzie w takiego tenisa socjalnego nieco pogrywają sobie, napierdalanie we wszystkie strony, próbując ścinać i szukając tych do seta, którzy dadzą radę poodbijać. ale strasznie to niezgrabnie wychodzi, a to komuś wymiana piłeczka-oczko, a to jakieś piłeczki w krtaniach. i tak to właśnie, kiedy niesposób znaleźć sobie odpowiednich partnerów do gry.

a wszystko to po to, żeby jeszcze nacisk silniejszy, trzask rakietką w piłeczkę, furkocze jak znicz niemalże, położyć na to jak miło, kiedy można tak sobie poodbijać nad siateczką, zamiast się krztusić własnym żartem. także w górę paletki, wznosimy się do siebie i dzięki składajmy za tych nielicznych.

czwartek, 17 listopada 2011

nie mam czasu na sen gdy mam siłę i moc?

nie mam czasu być ładnym ... ja muszę być ponad tym. 

lakonicznie, bo szkoda słów. jest sytuacja. mi brak cierpiwości. zaprawdę.

dwa mechanizmy. pierwszy oparty na wnioskowaniu z doświadczenia - że czasem się udaje. drugi natomiast, oczywiście wykorzystuje nietożsamość kategorii czasem i zawsze.

tradycyjna dysproporcja interessementu. wyzwalanie we mnie mnie, budzenie ze stanu hibernacji potrzeb, o których zapominam. czuję się jakbym nigdy niczego nie doświadczyła. 

z serii kiedyś się tego nauczę: semiotyka, logika, alfabet lorma, jezyk migowy, hebrajski i czytanie przyzwolenia, tudzież braku przyzwolenia, bez potrzeby uciekania się do słów. 

wtorek, 8 listopada 2011

gdyby nie to...

..., że zatraciłam umiejętność płakania, to bym płakała. elementy mojej sieci relacji społecznych, jeden po drugim, zrobiły nie wiem co. bo to takie małe nieistotne rzeczy. w sumie to nic nie zmienia. właściwie, to się nic nie stało. oczywiście, wszystko moja wina. za dużo bym chciała, za dużo wymagam, w ogóle... no oczywiście, moja wina. nad sobą płaczcie. czy ja nie napisałam właśnie, że zatraciłam umiejętność płakania? chciałabym jeszcze tę kulkę z gardła umieć wyrzucić. tak to jest, pakować się w wieloelementowe układy ewentualnie układy starej daty. tak to właśnie jest. i wszystko moja wina. i brak mi nawet konceptu jak napisać co jest nie tak, tak wielką ochotę mam napisać wprost dlaczego jest mi smutno i źle. 

w związku z czym mamy dwie rączki. lewej rączki kciuk zgina się, zwija się i chciałby płakać, bo palec wskazujący właśnie siedzi ze swoim facetem i nie chce słuchać telefonicznego jęczenia kciuka. moja wina, trzeba było nie dzwonić. jęczenie spowodowane jest telefonem od palca środkowego, który powiedział, że palec serdeczny odwiedził miasto palca środkowego i nieszczęśliwego kciuka, nie powiadamiając kciuka, w związku z czym kciuk czuje się paskudnie, bo nie wie co zrobił źle, oprócz tego, że oczywiście uznaje swoją niższość wobec palca środkowego, który jest najmądrzejszym z całej ręki, oraz wobec palca serdecznego zresztą też. mały palec to taki palec, którego w sumie mogłoby nie być, ale skoro już jest, ale nie daje znaku życia, to też drażni. no i jeszcze całą druga ręka! kciuk, który się również zwija z cierpienia, a który wprawił dziś kciuka pierwszego w taką konsternację, że już kciuk pierwszy na prawdę nie wie co ma robić. bo nie chce źle, a źle wychodzi. chciałby kręcić z drugim kciukiem młynka, ale wyszukana metafora, ale w sumie to jest przecież ten tam wskazujacy, który pokazuje je palcem nawet, kiedy nie patrzy. potem kolejny środkowy, który jest ponad tym wszystkim i samą obecnością wprowadza zamęt, bo wykazuje chęci komunikacji w najmniej odpowiednich momentach. drugi serdeczny, który idzie w parze z małym, dosłownie są jednym palcem (na razie), który sieje ogromny zamęt w paliczku kciuka, właściwie to go paraliżuje. ale zarazem sprawia, że mimo tego siedmiopalczastego zawodu dzisiejszego dnia, dochodząc do tego punktu opisu kciuk jakoś powoli się prostuje. 

i myśli: spoko, po prostu się pouczę.