czwartek, 14 kwietnia 2011

12 minut.

mam 12 minut zanim wybiegnę. i naprawdę nie wiem co napisać. bo naprawdę nie dzieje się nic. właściwa perspektywa i tak właśnie się widzi. ale nieco opowiem.

złapałam dziś schizę w postaci straty około godziny z życia. teoretycznie wyruszyłam stąd o 7:35. Około 8:45 znalazłam się o piętnaście minut drogi stąd. 55 minut zniknęło. wiem, że wsiadłam do tramwaju, przewijałam początki piosenek turnaua szukając natężenia świadomości, po czym wysiadłam i doszłam do celu. drugi raz w życiu naprawdę nie wiem, co się ze mną działo. mogło stać się tak, że miałam budzik ustawiony na godzinę później niż powinnam mieć. ale nie przemawia do mnie ta wersja wydarzeń. zostało mi 8 minut. keep everything under control.

wczoraj czytałam descartesa, jakże lepiej to brzmi niż kartezjusza. w każdym razie - to miłe uczucie. takiej jasności umysłu, takiej przejrzystości, takiego logicznego toku wywodu.

wątek spersonalizowany: pod wpływem (lęk przed wpływem) zaczęłam rozmyślać nad koncepcją prowadzenia hotelu. i w gruncie rzeczy muszę się przyznać, że mogłabym zawłaszczyć to marzenie również na własny użytek. nieco mamma miowo to sobię wyobrażam. 

i kończąc, gdyż 4 minutes (to save the world) left, to bawi mnie to, że napisałam i zostałam odpisana do i od E. B.-B., że napisał do mnie A. K., że napisałam i odpisała mi K. M. (publiczne gratulacje vol. 2!), że napisałam do M. K. - F. i nic. milczenie. ironizując ten parszywy los, trza by się zanoreksić, co nie? powinnam to skasować. naprawdę, powinnam to zbackspacować. została minuta i dzwoni telefon. nie kasuje.


2 komentarze:

  1. powinnaś zbackspacować, bo teraz się martwię.

    ale wizja hotelu wiesz że love ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. nie powinnaś, to autentyczne.

    mało czasu jednak dobrze robi, aż się to wszystko czuje. albo ja to czuję, bo Cię znam ;d

    OdpowiedzUsuń