sobota, 11 września 2010

chlew powszedni.

powinnam zacząć od klęski w poszukiwaniu mieszkania. albo od następnej dwódniówki. albo od kolejnej dwódniówki, w krainie dzieciństwa, która musiała ustapić przez zmianami ostatnich lat. od pytania: a na którym jesteście roku? i od poczucia bycia wzgardzoną. i od poczucia, że mimo tego jest dokładnie tak jak powinno być. jak to było dawno.

mogłabym od razu zacząć od wniosków do których doprowadziły kilometry. od espero que es posible que 'zapomniałam o reinkarnacji' nie bez powodu. albo od tego, że zauważyłam podobieństwo między moją rodzicielką i panią dylewską. tudzież moją rodzicielką a kapralem - nami a maruderami. rodzicielką a liderem - nami a palatonem. tudzież między mną a nią - młodszym podchorążym, który nie może zdzierżyć niemożliwości rozkazywania kapralowi, który nie umie się posługiwać nowoczesnym rodzajem broni.

bo wiem, naprawdę wiem, że po wielokroć miałam rację. a musiałam ustąpić przez wiekiem. bo nie przez autorytetem indiscutible. to była ciężka praca nad swą pokorą. kontynuując pośrednio wątek - rodzina najbardziej pasuje do opisu wroga konstruowanego przez Jego Świętobliwość. paranoja. i pozostaje odwieczne pytanie: współczucie wywołuje płacz i ból - czyżby i one były dobre. i wracam do mitu stworzenia.

podróże o tyle kształcą, że uświadamiają ci jak wiele nie wiesz. nic, naprawdę nic ze szkoły nie wyniosłam na temat symboliki chrześcijańskiej, sztuki starożytnej, kultury etrusków czy bizancjum. inna zagwostka - co to za podróż, kiedy jedyny kontakt z miejscowymi opiera się na tym, że dają ci jedzenie - żeby chociaż za darmo, z dobrego serca - ale nie! oni chcą, żeby za nie płacić. prefiero CS o wymiany.

ale skąd u nich to wszystko takie piękne? a przynamniej esetyczne. obawiałam się kiczu, a tutaj niespodzianka - kicz mnie uderzył po powrocie. wraz z zimnem, niesympatycznymi kuchtami i drogami, które trzęsą. a tam się chodzi po dachach.

i teraz meritum: powrót: chlew powszedni. moje smutne i słowiańskie krainy. historia porwana i pocięta, z cierpieniem wpisanym w budynki i pogodę. moje miękkie zgłoski, których nie trzeba znaczyć, żeby je widzieć i czytać; które /ą, ę/ giną. moja bolesne doświadczenia stuleci, same klęski, żadnych tu łuków triumfalnych, moje przekleństwo i droga przez mękę. ten wysiłek, żeby uczynić kraj piękniejszym i bardziej atrakcyjnym - choć wiadomo, że nasi bracia z zachodu, e-u-r-o-p-e-j-c-z-y-c-y, i tak wybiorą tych tamtych rzymków. ten wysiłek, żeby ułatwić życie w krajach, które nie zostały stworzone dla ludzi. my, wiecznie walczący o światło /gotyk/, ciepło, pragnący ogarnąć wodę, lód i śnieg. my, wiecznie zagrożeni, a zarazem zbyt dumni, żeby się zjednoczyć i coś razem zbudować. my, którzy nigdy nie stworzyliśmy samodzielnie nic na miarę koloseum /no dicas licheń, niech to licho/ a których symbol stolicy stworzyli najeźdzcy. nawet na południu czy zachodzie nie wyzwolę się od ciebie, słowiański bałaganie. kraino ogromnych cmentarzy, kapliczek przydrożnych i wąskich, dziurawych szos, które zamiast być obudowane tunelami - mają w sąsiedztwie wiele krzyży i czarnych dziu... punktów. dużo o tych wszystkich krzyżach - pax cristiana/romana. oni są tacy rozsądni jeśli chodzi o tradycję. rozumni.

i jeszcze mi tak wpadło - 'orlando' jest nieco reinkarnacyjny w gruncie rzeczy.

sLOVEnia. i amsterdam. slowatch. emo no motion emotion. londom. ber-linia. war-szał. ve-ry-nice.
a pizzie, jak typowemu słowianowi, rymuje mi się tylko z piździe. pewien murarz na niezłej piździe wylądował w pizzie. i jeszcze jedno: PL jest taka nieciągła. urodziłam się po jesieni ludów, a mimo to kiedy myślę o PL w obecnym kształcie widzi mi się jako sztuczny twór, ukradzione niemcom ziemie, odebrane nam Lwów i Wilno, jedna wielka (dosłownie) pomyłka.
 
swoją drogą ciekawe ile jeszcze razy wypowiem na głos te myśli, które tu zapisałam. Raz - i dodam o telepatii. Dwa - i dożuję żumę. Trzy plus 'campo di fiori' i 'śmierć w wenecji'. Cztery - z musową wzmianką o mlekomatach. Pięć - z ponarzekaniem na kompaniję... I tak będę kręcić słowami aż powstaną anegdotki do wrzucania 'a propos'. I nadejdzie czas wyjechać. 

1 komentarz:

  1. nie napiszę porządnego komentarza bo ogólnie się zgadzam (wiesz, ja idę na prawo żeby pracować w niku żeby naprawić ten kraj, to jest dopiero cierpieć za miliony), ale wiesz, ja za nic nie oddałabym bycia Polką, bo pal licho to poczucie, że stworzył to też Polak, ale gdybym była kimkolwiek innym nie czułabym "Dziadów". No i całego AM, JS, CKN.

    +doszłam właśnie do wniosku że Krasiński jest taki europejski!

    OdpowiedzUsuń