poniedziałek, 31 grudnia 2018

i po tych trzech miesiącach, a nawet dłużej

podsumowanie? wiadomo, z przyjemnością zwykle wszelkie listy.

Udało mi się przeczytać ponad 52 książki w tym roku. Brawo ja. Keep on na następny rok.

Udało mi się trochę przypadkiem napisać tradycyjnie dramat oraz sci-fi opowiadanie. Keep on na następny rok.

Poza tym udało mi się całkiem dobrze pocisnąć system w zakresie zdobywania hajsu na siebie z akademii. Na przyszły rok - wywiązać się z tego co w zamian obiecałam. 

Z podróży - całkiem sporo, Lyon, Koln/Bonn, Ateny, Saloniki, Amsterdam/Rotterdam, kolejność przypadkowa. Keep on na następny rok.

Z przeżyć. A chuj z przeżyciami. Keep on na następny rok.

czwartek, 27 września 2018

bang my head against the wall

sia jest super.

ale nie o tym.

prawie dwa miesiące, nieprzyjemne długo. tak sobie myślę, że to ma sens. że w kwestii braku znaczącego dorosłego. to ma sens. że od razu po całości i chuj, na głęboką wodę dorosłości z buta wjeżdżam i od razu mi smutno. trochę niby czekam na maila, żeby móc wysłać maila, niezależnie od treści maila - wysłać maila i spytać o mikołajki, a trochę jestem taka: serio, dwa miesiące. coś spierdoliłam tylko naprawdę nie wiem co, ale zawsze jest szansa, że zrobiłam coś not cool, zrobiłam mnóstwo not cool rzeczy, więc nie ma się czemu dziwić. po czym myślę sobie, że myślę o sobie highly, żeby w ogóle przypisywać temu brakowi jakąkolwiek zindywidualizowaną przyczynę. co ja sobie o sobie myślę, tej. trochę mimo wszystko chce mi się płakać, bo to naprawdę prawie dwa miesiące i teraz to znowu ja bym musiała, żeby nadstawić się na możliwość odpowiedzenia, czy nieodpowiedzenia, po postmodernistycznemu (nie)odpowiedzenia albo nieodpowiedzenia, lol. 

anyway, bez żadnych radykalnych ruchów, ale mam wrażenie, że za lada trzy miesiące coś zmienię. że od stycznia trochę spasuję i trochę dam sobie czasu na myślenie. zobaczymy co z tego wyjdzie. bez radykalnych ruchów. przecież mam buty i komputer, czego więcej mogę potrzebować.

i myślę o tej UE coraz to więcej. technologia + migracja + środowisko, jak bardzo można spierdolić. zawsze lepiej o tym niż o tamtym. innych problemów brak. tylko ci wszyscy cholerni dorośli. fu.

poniedziałek, 30 lipca 2018

big god

dawno mnie tu nie było.

a tymczasem śnił mi się dom, który miał wiele wspólnego z Jagódką, której nie ma, wiedziałam o tych wszystkich mokradłach wokół, jeziorze i lesie. dom miał drabinę z góry na dół, którą uciekałam z Kaliną chyba przed ojcem, o czym wiedziała matka, która o dziwo w ogóle się nie zdenerwowała. niestety, naszą ucieczkę udaremnił primo, samochód, który nas ścigał na leśnej drodze, secundo, policja, która nagle się pojawiła nie wiadomo skąd i tertio fakt, że się obudziłam. niemniej bardzo dawno nie miałam takiego dziwnego snu. w ogóle snu. u.

poniektórzy olali, co niby mnie nie zraniło, ale od tygodnia ponad o tym myślę taka, meh. napisałam maila w tonie wyciągania ręki, ale ton pewnie będzie niezrozumiały, dlaczego miałby być. 

czytam wspaniała książkę, dawno takiej wspaniałej książki nie czytałam - z kategorii nauka, a nie literatura piękna, bo o-u, yes, od Ali nadal nic takiego 'o mój boże, rzućcie wszystko i czytajcie'. oglądamy expanse, który zaczął mnie poruszać i cieszy coraz bardziej. i wkurw jakoś spłynął, wreszcie jakby trochę udało mi się od siebie odsunąć. może to po prostu okres przeminął, może dramat, może netflix, whatever was it: gratitude. 

łapię się też na dziwnych okołoślubnych myślach w stylu o kogo bym zaprosiła na panieński? passa rozkmin zaproszeniowych nie mija. ogólnie passy nie mijają. dawno mnie nie było, a tak naprawdę nie zmieniło się wiele. jestem rozliczona za pierwszy rok, three more to go, jest tak jak zwykle ze studiami: chcąc nie chcąc wyglądam końca, jakby miał coś zmienić. nic się nie uczę. 

ogólnie: dobrze. brawo ja. 

wtorek, 22 maja 2018

wszystko bzdura.

ple ple ple, wszystko bzdura. spotkania, srotkania, prezentacje... no wiadomo co.

tu jest Polska, tu się pracuje.

przeczekać trzeba mi. wyznaczmy jakiś dzień. 11.06. to długo jeszcze? 20 dni? no dobra. czas start.

i zrobić w tym czasie chociaż jedną miłą rzecz dziennie.

sobota, 7 kwietnia 2018

once and for all.

ma swój niemiecki odpowiednik, bardzo mi się spodobało, raz i na zawsze ein für allemal, yhm. 

podróże - nienajgorzej. powroty - jeszcze lepiej. coraz bardziej na jakiś czas dokąśd why not. na pewno nie ein für allemal, ale na trochę. tam. tak. 

nawet nie za bardzo smuteczek, że chciałam być dla dobrym ziomkiem i się nie przyjęło, bo sam ten moment, że nie może teraz rozmawiać powiedział, że ok, mimo to, że nie może teraz, powiedziało, że ok i że süß. 

nic nigdy ein für allemal, jak pięknie by nie brzmiało. 

Marie Jahoda - bardzo pięknie i nawet raczej zwykle większość rozumiem, wiec spoko (global lesen, global...). A pięć razy ja? Nadal nie wiem, ale fajnie, że mnie spytała. It's good to talk to dead from time to time. 

a o czym nie pisać, to milczeć, a tak strasznie chce mi się spać. 

sobota, 17 marca 2018

marzec.

ponad miesiąc później - nadal zimno i zasadniczo sytuacja się nie zmienia. nie zmieni się do czerwca, chociaż pokładam nadzieje w amster/rotterdamie i gb, i krk, bo jednak strasznie lubię te krótkie wycieczki. 

a emocjonalnie 'Exit West' dość, no i 65 000 ludzi w Bratislavie - także coś tam gdzieś się rusza. w środku. za zewnątrz. i gdyby tylko nie to zimno, to byłoby naprawdę ciekawie.

marzy mi się też dobra demonstracja, takam jakaś tym wszystkim, że hej. 

sobota, 10 lutego 2018

znowu o zimnie

bo o niczym innym nie mogę, kiedy jestem w domu pod kocem a i tak mi kostnieją dłonie.

seasonal depression, its official. dwa dni jakby miało być spoko i humorek, i w ogóle, a dzisiaj znowu to samo co ostatnio, co od świąt.

i tylko mi wpadło, że pisanie to głównie lek na samotność. i że bez niej nie ma pisania. albo niemal nie ma.

no i panika nieogaru. zimno i panika nieogaru. jak ludzie to robią, że się nie martwią.

sobota, 3 lutego 2018

trochę bezsensu.

no tak. bardzo performatywnie podobają mi się wersy: Tu stojím // Na všetko mám dosť síl (...) Nech všetci vedia vôkol že // Čo budem chcieť to dokážem. Es stimmt nicht, aber... 

muszę to wszystko jakoś sensowniej podejść, bo niby ogarniam, ale wcale nie, priorytety źle ogarnięte, jakoś się wszystko rozłazi i w ogóle sama nie wiem, ale wiecznie jakies niezadowolenie tkwi z siebie we mnie. czuję się jak pod koniec magisterki, kiedy myślałam o sobie na licencjacie, że tyle czasu zmarnowałam i tak jakoś mało strategicznie wszystko rozegrałam, że nie umiem w ten system stypendialno-grantowo-publikacyjno-konferencyjno-feudalny. i znowu mam to poczucie, że minęło pół roku, a ja dosłownie niczego nie natrzaskałam, a powinnam. i że w ogóle jakis absurd w co ja się wpakowałam i że się do tego (no, no, klasyk nad klasyki) nie nadaję i nie spełniam własnych oczekiwań wobec doktorantów. 

a może to po prostu zima i brak słońca, oczy szczypią od smogu i kiedy mama mówi 'mgła...' nie mam jej serca powiedzieć 'smog...'. w cape town w kwietniu zabraknie wody, w 2025 2/3 świata będą bez wody, holocaust jest dzisiaj i tam, i powinnam się zająć takimi problemami, a nie sobą, bo to i tak niczego nie wniesie i nie zmieni. 

nowoczesność. zaorać. 

sobota, 13 stycznia 2018

time menagement.

jeszcze nie ma lutego, a ja już bym chciała czerwiec. źle się zapowiada semestr no 2, większość weekendów na śmierć zawalonych, raczej się w związku z tym nadmiernie nie rozwinę. trudno, bywały bardziej pracowite semestry. się wyklepie.

muszę popracować nad wydajnością. mniej nakładów, lepsze wyniki, priorytetyzacja - więcej czytać.