środa, 27 grudnia 2017

zachwyt, którego się nie da nie zapisać.

ślady tego ludzkiego zachwytu na ścianach, na murach, na barierkach otaczających przystanki, na mostach, w miejscach, do których nie wierzysz, że można się dostać. 

zachwyt, którego nie umiesz zatrzymać w sobie, którym musisz się podzielić, który musi przybrać graficzną formę.


zajebałabym na jakiejś ścianie „Ali, I love you”. 

nie wygląda na to, żebym mogła jej napisać na fb jaka jest zajebista, ale chciałabym w chuj, oczywiście tak bardzo ja - mieszka w Cambridge? świetnie, odwiedzę MB w ramach jej bycia VP, na pewno ją znajdę i powiem jej wtedy, jak bardzo jest zajebista. 

serendipity. dar znajdowania cennych albo miłych rzeczy, których się nie szukało. bycie obdarowaną miłymi rzeczami, których nie wiedziało się, że się chciało (sztuka prezentowania, danke Anka, danke, wpierw sense8, potem ona). 

i strzępy trochę przestają mieć znaczenie. literatura, która niesie pocieszenie, literatura, która odosamotnia.

---

a potem mnie rozpłakujesz, bo nie żyjemy w tlw, tylko irl, gdzie takie rozmowy mogą doprowadzić tylko do łez. z marzeń trzeba rezygnować, to prostuje ścieżki dla serendipity.

sobota, 16 grudnia 2017

w kuciamencie.

racjonalizuję sobie myśląc, że jednak przecież całkiem dużo od siebie wymagam. i w robieniu rzeczy, i w robieniu rzeczy ze sobą, i w byciu dla innych, i w byciu w świecie. nieracjonalnie jednak mam jakiś okres samoujebki, że nie dość, że nic mi nie wychodzi w robieniu rzeczy, to jestem lamą w zakresie robienia rzeczy ze sobą, chujowa w byciu dla innych, a o byciu w świecie (niemal 100 dni z duolingo oznacza niemal 100 dni nie w Serbii) nawet nie wspominając. wchodzę tym samym w logikę skuteczności, a nie robienia dla robienia, i wtedy wcale nie jest fajnie. robienie dla robienia, przyjemność i sensowność robienia w czasie robienia, a nie czy coś z tego wyjdzie, czy nie, jest jednak mniej problematyczne, bo kiedy nie wyjdzie, to jednak przecież nie o to chodziło, żeby wyszło, tylko o to poczucie, co było w czasie robienia. jednocześnie łatwiej jest stwierdzić, że nic nie ma sensu, jeśłi nie ma w tym celowości, tylko jest trwanie w danym momencie, bo co by się właściwie stało takiego, gdyby przerwać trwanie. także tkwię w tym proces v. rezultat rozkroku, no i jest mi średnio.

słowa mi się nie kleją w historie. pojawiło się kilka fraz, ale na cóż mi frazy. robię tylko krzywe odbicia i kiedy mi się nic czkawką nie odbija, to cisza w głowie i właściwie to mogłabym przespać życie.


sobota, 9 grudnia 2017

dominanty

i najwazniejsze historie.

to było wczoraj, nie pamiętam.

dzisiaj wracam do siebie i to moje historie są o mnie najważniejsze.

trochę bo no, bo. trudno tak. trudno nie.

sobota, 2 grudnia 2017

say what?

5 godzin snu to już od dawna za mało, dwa razy z rzędu to już zabójcze - nie myślę i nie czuję, starość. 

sprawdzam loty to tu to tam. LAX i CGN (148 pln, no hejka) - czysto dla mnie; BEG, ATH  - gubi się tutejszy sens czy po prostu trzeba uciekać i przypomnieć sobie co jest naprawdę ważne? Chciałabym znaleźć dla nich dużo butów. Buty rozwiązują zasadniczo szereg logistycznych problemów. Buty są ważne. Trzeba im dać buty. Absolutna butowa fiksacja.

I ten Berlin taki piękny, takie dobre miasto, że głowa mała od tej jego ludzkości i wygody. Ja to jednak lubię poznawać ludzi. Ta pierwsza, prosta faza, kiedy balansujesz między small talkiem, żartami, odkrywaniem wspólności i ogólnie brakiem jakichkolwiek obciążeń - klawo, można się znowu poczuć autentycznie fajnym i interesującym.

chyba się trochę spinam i stresuję. nie dość, że się wkurwiłam niepotrzebnie "wtedy", to jeszcze drzemie, o ironio, we mnie potencjał srogiej awantury o nic. dziwne uczucie, jednak raczej obce, a tu nagle. 5 godzin snu to już od dawna za mało, dwa razy z rzędu to już zabójcze.