ledwo 28 godzin, a już takie puste.
z tego braku postanowiłam pisać.
frustra braku pomysłu.
pomysł. kompulsywne pisanie na czas. historia, trochę historia Z., trochę moja, trochę wymyślona, a trochę po prawdzie.
skończyłam, poszłam spać i bałam się głuchych dźwięków nocy. kot zrzucił książkę, ale to przecież okazało się rano. ponad sto metrów na osobę to zbrodnia na poczuciu bezpieczeństwa i zbawienie dla pomysłowości.
rano się obudziłam i trochę wiedziałam, że znowu chcę pisać, trochę pomyślałam, że powinnam zmienić k. na opowiadanie, bo nikt nie czyta dramatów, a chcę, żeby ludzie wiedzieli o czym jęczy nocą miasto. kiedy akurat nie jęczy ze strachu w łóżku.
nieźle, naprawdę nie powinno się mnie zostawiać w domu. bo wróci szefowa i co ja jej powiem, że owszem, napisałam pod jej nieobecność książkę, ale to w sumie jest zbiór opowiadań i bardzo mi jest przykro, ale nie ma żadnych przypisów?
no chyba tak.