wtorek, 8 sierpnia 2017

puste mieszkanie.

ledwo 28 godzin, a już takie puste.

z tego braku postanowiłam pisać. 

frustra braku pomysłu. 

pomysł. kompulsywne pisanie na czas. historia, trochę historia Z., trochę moja, trochę wymyślona, a trochę po prawdzie.

skończyłam, poszłam spać i bałam się głuchych dźwięków nocy. kot zrzucił książkę, ale to przecież okazało się rano. ponad sto metrów na osobę to zbrodnia na poczuciu bezpieczeństwa i zbawienie dla pomysłowości. 

rano się obudziłam i trochę wiedziałam, że znowu chcę pisać, trochę pomyślałam, że powinnam zmienić k. na opowiadanie, bo nikt nie czyta dramatów, a chcę, żeby ludzie wiedzieli o czym jęczy nocą miasto. kiedy akurat nie jęczy ze strachu w łóżku.

nieźle, naprawdę nie powinno się mnie zostawiać w domu. bo wróci szefowa i co ja jej powiem, że owszem, napisałam pod jej nieobecność książkę, ale to w sumie jest zbiór opowiadań i bardzo mi jest przykro, ale nie ma żadnych przypisów?

no chyba tak.

czwartek, 3 sierpnia 2017

tired as fuck...

robię się równie niemiła co społeczeństwo.

nice.

tracę łatwo cierpliwość, jestem rozdrażniona, wiem, że wszystko jest ok, ale mam amplitudę nastroju jakbym po prostu już nie mogła i wiedziałam, że tak będzie i tak jest, i wanna rest.

muszę życie swe odmienić, znowu. trzeba się ogarnąć. szybciutko. raz raz. co by tutaj. nie mam nawet już o czym pisać, zaraz nie będę miała o czym gadać nawet, tak to się składa, kiedy pracoholizujesz i masz przepracowanie, a nie przepracowane, że nic z tego ciekawego suma summarum albo sumarum nie wychodzi. 

stop, kur. idź ze sobą samą na kawę, nie uciekaj w lekturę kolejnej książki, postaw się przed faktem niedokonanym i ogarnij co źle robisz. byle szybko.