wtorek, 20 czerwca 2017

niespójności

to spróbujmy uspójnić. zakładając, że jest we mnie to przekonanie o wysokim stopniu 'że coś już zostało tak naprawdę zdecydowane, a ja tylko muszę dożyć do tego momentu, w którym ta decyzja mi się ujawni', ale jednocześnie i słusznie zakładamy brak siły wyższej, to jedynym uzasadnieniem takiego scenariusza byłoby potraktowanie danych sytuacji jako zbiegu wielu niteczek, które same w sobie są jakoś determinowane samymi sobą (jak na przykład to, że z zasady mając egzamin w niedługim czasie, wykorzystuję na maksa - w miarę możliwości - ten czas na naukę do niego - mogłabym tego nie robić, ale z zasady to robię, default mode) - jeśli każda niteczka ma taki mode, to jednak w większości sytuacji większość czynników, o ile zostaną poprawnie określone i ich default mode poprawnie zdiagnozowany, można by mieć poczucie, że faktycznie coś już zostało tak naprawdę zdecydowane. warunek numer jeden, czyli Hayek, idealny przepływ informacji: zarazem klops numer 1. warunek numer dwa: poprawka na nieprzewidywalności, jak na przykład fakt, że wczoraj częściowo zamiast się uczyć robiłam coś innego. warunek nr 3: brak udziału czynników, których pojawienie się nie jest do przewidzenia, albo nie jest uwzględniane, bo prawdopodobieństwo jest tak niskie, że jest to nieracjonalne, czyli np. moja obsesja zapalenia wyrostka robaczkowego. z tych wszystkich powodów house of cards częściowo np. jest możliwy. ogólnie jednak trzeba dużo optymizmu, żeby stwierdzić, że ludzie bywają zaskakujący i wyłamują się ze swoich default modów (not really, no). stąd też konkluzja, że należy zajmować się różnymi rzeczami, żeby jednocześnie funkcjonować w różnych habitusach i mylić własne zapisane ścieżki. 

i a propos: a ja już naprawdę chciałabym przygodę wakacyjną. przypominają mi się jakieś takie malownicze lokalizacje: spacer wzdłuż autostrady, jakaś pustka za Sarajewem, jakiś przejazd przez Belgrad, jakaś ulica w Stambule, jakaś droga przez Włochy do Słoweni. niesione przez to wyczekiwane słońce wbijają mi się w głowę bolesnymi ukłuciami, przypominającymi o pewnym poziomie wolności, którego od dawna nie czułam i za którym naprawdę tęsknię. nie chodzi o nicnierobienie. chodzi o przemieszczanie się przez kolejne granice, o zmianę krajobrazu w polu widzenia, o śniadania pod namiotem i jakąś taką autostopową/podróżniczą kreatywność w znajdowaniu rozwiązań. żeby własne mylić ścieżki i trochę zaskoczyć. 

wtorek, 13 czerwca 2017

jeśli o czymś mam być przekonana.

no właśnie, to o czym. z wiekiem, którego granica sensowności z każdym kolejnym odkryciem siebie sprzed paru lat przesuwa się nieco dalej, coraz mniej mam przekonań o sobie i chyba coraz mniej twardych poglądów, których gotowabym była bronić, mimo pozornej lewackiej radykalizacji demonstrującej się niekiedy na ulicy. chyba te poglądy przestają być tak bardzo polityczne jak onegdaj, a są jednak etyczne tudzież moralne, who knows the difference. 

swoją drogą zabawne to czasu, kiedy jednak przegrana laburzystów wywołuje taki entuzjazm, jakby co najmniej na 50 głosów i bezwzględną większość zrobili torysów. 

mam ambicję jutro skończyć studia, jeśli nie zaśpię, a jeśli sie nie obronić, to już przynajmniej z nimi zerwać i zacząć robić inne rzeczy. jeśli się obronić to tkwić w chomiczym kołowrotku specyficznego światka akademii, bo po co mi opuszczać własny relatywny komfort, skoro ludzie są niereformowalni. warto inwestować energię w dzieci, wszystkim innnym pomóc może tylko doświadczenie graniczne. niepogadamy, nie dogadamy się, jeśli powiesz coś co mi nie leży, to już się po prostu nie odezwę i tyle, nie warto, nie warto, nie warto rozmawiać jeśli nie mamy na podstawowym poziomie porozumienia dotyczącego wolności, równości i siostrzeństwa. it's not politics. it's equity.

wtorek, 6 czerwca 2017

impresje ostatnich dni.

hi dear netflix,

i was like wow.

it made me feel. good.

and then you broke my heart.

so fuck unsubscribe you.

i will pay for spotify instead.

there's always happy song to cheer me up.

___

hi venice,

i was like yeah, sure, italy

everything so pretty and in the right place

that you just cannot be inspired

by this pure beauty.

you just feel well.

simple.

italy.

wooden windows.

soft colors.

and it's easy to imagine sleeping in the streets.

i used to live there for altogether 4 months

and i'm proud of it.

___

hi me myself and i,

who never wanted desperately to be anything in particular,

and here i am not being anything in particular,

doing one million things

on one million topics

with one million subjects

subjected to obligations

without any results which actually would count

as doing anything in particular.

let this 6 to 8 weeks pass and then

learn arabic letters or just read Sarah Kane.