wtorek, 30 maja 2017

house

and everybody lies. klasyczna historia stu pięćdziesięciu milionów zakłamań i czujesz, jak ich momentami bierze wkurw, bierze strach, ale jesteś obok, już teraz to naprawdę, mówisz, że cię to nie interesuje i się odłączasz. brawo ja.

miałam jakieś momenty poruszenia, ale minęło. to już inny temat. 

myśl o tym, że wiara w życie wieczne równałaby się końcowi. 

jakiś przebłysk innych możliwości, ale potem wracają w nocy wszystkie stare historie i TINA. najprzydatniejszy skrót z myśli gospodarczo-politycznej. nawet hipotetyczne rozważania prowadzą do TINA. pod tym względem, chyba jedynym, wiem kim jestem. 

bez nowości, chciałabym już być po przepoczwarzaniu się, żeby już wiedzieć kim jeszcze będę choć trochę bardziej niż magistrem, o ile w ogóle. alternatywą dla doktoratu jest raczej praca w kawie, niż cokolwiek innego, kiedy pomyślałam o tym wczoraj. chociaż może coś bym wreszcie zaprogramowała. siebie na ten przykład. tak dobrzem i to kiedyś wychodziło. 

poniedziałek, 15 maja 2017

is this real life?

well, i'm like wow. 

brak zaufania do doświadczenia jako czegoś zbyt, żeby mogło być prawdziwe. 

brak zaufania do poczucia, że wszystko będzie dobrze, choć w odpowiednio długiej skali dzieją mi się dobre rzeczy. przecież musi się coś, no właśnie. zawsze musi się coś. logika zasługiwania nie daje się tak łatwo wyplenić. no przecież, nie zasługuję na przydarzające mi się dobro, już łatwiej zrozumieć krzyż, niż dobro.

wszystko łatwiej zrozumieć, niż nie dające się uzasadnić logicznie dobro, niezasłużone i jakieś takie niemożliwe. 

a jednak, przecież ja byłam i właśnie no tak, no przecież nie mogłam sobie tego wymyślić. przyśnione było niepokojące i szare, prawdziwe było naturalne, spokojne i barwne, fizycznie odczuwalnie prawidziwe.

znam fakturę wajchy do okna, więc byłam. 



(czyli mam 26 lat i nie umiem sobie wyobrazić co jeszcze dobrego mogłoby mnie spotkać. lucky bastard). 

nie trzymać się zbyt kurczowo szczęścia. ale go nie vergessen. 




środa, 10 maja 2017

stojąc jakby z boku wciąż się przyglądam

i sobie się dziwię sama co ja właściwie w ogóle wyprawiam. 

leichtsinn. no brawo ja. 

tak się ściskam, że już bardziej się nie da napiąć. 

i pieję z siebie pod nosem.

musiałam. ile radości. 

heca. życzę sobie.

powodzenia. 

gdyby mi ktoś --- 



ps. nie mówię, że nie rozważam opcji zcrackowanej poczty, nie mówię że nie.