and everybody lies. klasyczna historia stu pięćdziesięciu milionów zakłamań i czujesz, jak ich momentami bierze wkurw, bierze strach, ale jesteś obok, już teraz to naprawdę, mówisz, że cię to nie interesuje i się odłączasz. brawo ja.
miałam jakieś momenty poruszenia, ale minęło. to już inny temat.
myśl o tym, że wiara w życie wieczne równałaby się końcowi.
jakiś przebłysk innych możliwości, ale potem wracają w nocy wszystkie stare historie i TINA. najprzydatniejszy skrót z myśli gospodarczo-politycznej. nawet hipotetyczne rozważania prowadzą do TINA. pod tym względem, chyba jedynym, wiem kim jestem.
bez nowości, chciałabym już być po przepoczwarzaniu się, żeby już wiedzieć kim jeszcze będę choć trochę bardziej niż magistrem, o ile w ogóle. alternatywą dla doktoratu jest raczej praca w kawie, niż cokolwiek innego, kiedy pomyślałam o tym wczoraj. chociaż może coś bym wreszcie zaprogramowała. siebie na ten przykład. tak dobrzem i to kiedyś wychodziło.