po pierwsze rodzaj nieprzyjemnego strachu przed dorosłością się potęguje. sama się potęguję, a może raczej pierwiastkuję, bo dominuje poczucie małości. strach przed domem, strach przed brakiem domu, strach przed koniecznością pracy i ogromna obawa pracy niechcianej: póki co nic nie paraliżującego, ale jednak trzeba się od tego nieco odłączać, zamiast embrace it, więc niepokojący sygnał.
po drugie pewnie po części z tego, po części z odwrotu od dystansu, bardziej Cię potrzebuję co może Cię przestraszać, a zarazem tego nie chcę odłączać.
po trzecie wraca problem niezdolności do spędzania czasu wolnego i tym razem nie zamierzam się poddać i spłynąć. póki co jest jakiś plan do września włącznie, więc to może pomóc. no i niemiecki. no i wziąć się w obroty, heh. nie bać się, nie bać się, nie bać się mazur tchórzu.
Przecież możesz cały czas robić to, co chcesz robić. Bez konieczności pracy. No takiej codziennej. Przecież zawsze możesz jechać na Islandię, sprzedawać lody przez dwa dni, a przez trzy dni mieć czas na co chcesz mieć czas. To co chcesz, możesz. Nie wiem kto inny jak nie Ty mógłby żyć właśnie tak, jak by chciał.
OdpowiedzUsuń(piegwroz)